Strzelaninę niczym z najlepszego westernu zaprezentowały nam Reading oraz Manchester United. Po przedziwnym meczu, w którym oba zespoły zagrały nie tyle skutecznie w ataku, co fatalnie w defensywie, „Czerwone Diabły” pokonały „Królewskich” 4:3.
Przedmeczowe opinie ekspertów były jednoznacznie okrutne dla Reading. Zdaniem wszystkich ludzi zajmujących się angielską piłką jedynie katastrofa na miarę wyginięcia dinozaurów mogła spowodować utratę punktów przez drużynę sir Aleksa Fergusona. Lider przyjeżdżał do przedostatniej drużyny ligi i prognozy nie mogły wykraczać poza nomenklaturę oscylującą wokół słów w stylu: deklasacja, pogrom, druzgocąca klęska, spektakularna wygrana. Co prawda murawa weryfikuje wszystko, ale faworyt meczu był tylko jeden.

Tymczasem zaczęło się od szoku. Już w 8. minucie meczu Hal Robson-Kanu przyjął w polu karnym United piłkę na klatkę piersiową, przy biernej postawie defensywy poczekał spokojnie, aż ta odbije się od murawy, i przepięknym strzałem posłał ją w okienko bramki Lindegaarda! Konsternacja! Zawodnicy SAF-a wzięli się jednak do roboty. Ich gra przypomina ostatnio postawę Realu Madryt za czasów Figo i spółki, którzy zaczynali grać na serio dopiero wtedy, gdy przegrywali 0:1.
W 13. minucie mieliśmy już jednak remis. Anderson z ostrego kąta przymierzył w okienko, a piłka po rękach Adama Federiciego wpadła do siatki. Bramkarz nie miał nic do powiedzenia! Chwilę później było już 2:1 dla United! Jay Tabb fatalnie zachował się w polu karnym i bezmyślnie popchnął Johnny’ego Evansa. Rooney pewnie przymierzył z karnego w prawy dolny róg i „Czerwone Diabły” odzyskały prowadzenie. Oglądaliśmy prawdziwy rollercoaster na Madejski Stadium!

Sześć minut później szok w manchesterskim obozie. Nicki Shorey precyzyjnie zagrał z rzutu rożnego, a będący ostatnio w znakomitej dyspozycji Adam le Fondre wpakował piłkę głową do siatki! To było jednak nic w porównaniu z tym, co wydarzyło się cztery minuty później. Byliśmy świadkami kopii ostatniej bramki dla Reading. Z tego samego rogu dośrodkował Shorey, ale tym razem rosły stoper gospodarzy Sean Morrison w potężnym wyskoku wbił piłkę głową do świątyni duńskiego bramkarza Manchesteru United! Ekstaza na Madejski Stadium, Brian McDermott w eksplozji radości! W 26. minucie meczu mogło być 4:2 dla gospodarzy, ale po kolejnym dośrodkowaniu w pole karne obrońcy United cudem wybili piłkę.













