„Nie wiem”, „trudno powiedzieć” – to najczęstsze słowa, jakie wypowiadali po meczu z Widzewem Łódź piłkarze Lecha Poznań. Podopieczni Bakero sami mają problem ze znalezieniem przyczyny słabych wyników. Oto co po spotkaniu dziennikarzom mówił Marcin Kamiński, który w 22. minucie stworzył największe zagrożenie pod bramką łodzian.
Jaka jest przyczyna Waszej porażki?
Trudno mi coś powiedzieć. W pierwszej połowie nieźle graliśmy, staraliśmy się strzelić bramkę, ale niestety nie udało się. Potem Widzew strzelił decydującego gola.
W pierwszej połowie graliście nieźle, ale druga była nieudana.
Tak, w pierwszej połowie mieliśmy sytuację. Nie możemy jednak strzelić bramki, nie wiem z czego to wynika. W drugiej części spotkania gra nam się natomiast nie układała .
Długo siedzieliście w szatni, była jakaś męska rozmowa z trenerem?
Nie, siedzieliśmy w szatni sami. Na rozmowę przyjdzie czas.
Jesteście załamani, chcielibyście, aby runda już się zakończyła?
Nie, chcemy właśnie udowodnić, że stać nas na lepszą grę. Musimy strzelić bramkę i się przełamać.
Jak się rozmawia z piłkarzami Lecha, to nikt nie umie wytłumaczyć, co się dzieje, skąd takie słabe wyniki…
Naprawdę nie potrafię znaleźć wytłumaczenia. Trudno powiedzieć, co się dzieje z naszym zespołem.
A trener ma jakąś receptę?
Zobaczymy w najbliższym tygodniu, co powie nam trener.
Miałeś najlepszą sytuację dla Lecha w tym meczu, Maciej Mielcarz jednak instynktownie obronił. Jak to skomentujesz?
Byłem przekonany, że piłka wpadnie do bramki. Byłem zdołowany, bo myślałem, że już jest za linią bramkową…










