Postaci Kamila Glika nikomu przedstawiać nie trzeba. Obrońca AS Monaco od lat jest filarem defensywy reprezentacji Polski, a także stałym punktem klubu z Księstwa, gdzie jeszcze do niedawna od niego rozpoczynano budowę meczowej jedenastki. Swoją wolą walki i żelaznym charakterem zaskarbił sobie sympatię kibiców z różnych zakątków Europy. W czasach gry w Torino doczekał się nawet piosenki na swój temat. Teraz jednak przyszłość 32-latka stanęła pod znakiem zapytania.
Na starcie bieżącego sezonu Ligue 1 Monaco zaliczyło katastrofalny falstart i po 6. kolejkach plasowało się na odległej, 20. pozycji. Decyzją trenera Leonardo Jardima w meczu siódmej serii gier z Niceą Kamil Glik, świeżo mianowany kapitanem zespołu, usiadł na ławce rezerwowych, a o bezpieczeństwo w defensywie zadbali Jemerson, Benoît Badiashile oraz Guillermo Maripán. Los chciał, że mecz ten zakończył się pierwszym w sezonie zwycięstwem Monaco, a winą za uprzednie niepowiedzenia klubu z Księstwa obarczony został reprezentant Polski. Pierre Menes z francuskiego oddziału Canal+ przyznał nawet otwarcie, że Glik jest kulą u nogi Monaco, a bez niego zespół prezentuje się zdecydowanie lepiej.
Le capitaine
Choć skromna część kibiców stanęła w obronie defensora, a genezy kiepskich wyników i słabej postawy zespołu doszukiwała się przede wszystkim w drugiej linii i formacji ofensywnej, to regres formy 32-latka był niezaprzeczalny. Glik natychmiastowo powrócił jednak do wyjściowej jedenastki, zachowując jednocześnie kapitańską opaskę, po czym Monaco wygrało sześć z ośmiu kolejnych spotkań. Nie uchroniło jednak Leonardo Jardima, który po widowiskowym powrocie na stanowisko szkoleniowca po raz kolejny stracił pracę.
Monaco brnęło w górę, powróciło na optymalne tory, lecz Glik wciąż pozostawał cieniem samego siebie z minionych lat i lepsze występy przeplatał z beznadziejnymi. Obecnie podopieczni Roberto Moreno plasują się na 7. miejscu w ligowej tabeli z serią pięciu spotkań bez porażki. Dowodem na spolaryzowany poziom gry Polaka jest jego obecność w najlepszej jedenastce 27. serii gier Ligue 1, kiedy to klub z Księstwa zremisował jedynie z walczącym o utrzymanie Nîmes.

W poprzednich latach przerwa od gry Kamila jednoznacznie oznaczała zawieszenie za nadmierną ilość kartoników bądź kontuzje. Nikt nie wyobrażał sobie gry Monaco bez 32-latka. W sezonie 2016/2017 Glik rozegrał łącznie ponad 50 spotkań i dorzucił aż sześć bramek, a przecież jeszcze kilka tygodni wcześniej wraz z reprezentacją Polski na najwyższych obrotach walczył o medal Mistrzostw Europy. Kolejne kampanie wyglądały niemal identycznie, a Polak regularnie pokonywał granicę co najmniej 40 występów w sezonie. W tym roku sympatycy ASM przyzwyczajeni do szczelnej defensywy Glika zaczęli odczuwać frustrację, a Glik po raz pierwszy od czasu przeprowadzki do Księstwa zasiadł na ławce dwukrotnie w ciągu trzech spotkań.












