Stało się, co stać się musiało. Jose Mourinho powrócił do Premier League, by zmazać plamę z końcowego pobytu na Old Trafford. Z ocieplonym wizerunkiem i w nowej roli strażaka objął stery Tottenhamu Hotspur. Zespołu przypominającego w obecnym sezonie Titanica. Czy krnąbrny Portugalczyk zmieni kurs sunących wprost na górę lodową „Spurs”? Nawet jeśli nie, to urozmaici Premier League.
Kibice, media i sam futbol potrzebują jednostek nietuzinkowych, które oprócz wysokich umiejętności wyróżniają się także aparycją czy zachowaniem. Najczęściej kontrowersyjnym, dzięki czemu łatwo zapadają w pamięć i stają się jeszcze bardziej rozpoznawalni. Nawet dla osób nieinteresujących się na bieżąco futbolem. Taką postacią bezsprzecznie jest Jose Mourinho. Menedżer przez jednych uwielbiany, a przez drugich znienawidzony. Znany zarówno z racji spektakularnych sukcesów, jak i wciągania rywali w wojenki słowne.
Ostatnio jednak po zwolnieniu z Manchesteru United Portugalczyk był bardziej postrzegany przez pryzmat tej drugiej kwestii. Dlatego szkoleniowiec, działając jako ekspert telewizyjny, wyważonymi wypowiedziami znacznie ocieplił nadszarpnięty wizerunek osoby krnąbrnej, która wszystko wie najlepiej, a winni wszelakiego zła są inni. Podziałało, bo po rozwodzie Mauricio Pochettino z Tottenhamem Hotspur zajął miejsce argentyńskiego menedżera.
Dobry wujek Jose Mourinho
Objęcie zespołu z północnego Londynu przez Portugalczyka wydawało się jednak do końca mało realne. Jose Mourinho lubi wydawać na wzmocnienia. Prawie tak bardzo jak narzekać. Tu pojawia się oczywisty problem, bo właściciel Tottenhamu Hotspur, Daniel Levy, do osób rozrzutnych raczej nie należy. Przynajmniej jeśli chodzi o przekazywanie środków na zakup nowych graczy. Różnica między preferencjami obu panów wydawała się zbyt duża, by do podpisania umowy przez Jose Mourinho rzeczywiście mogło dojść. A jednak związek utytułowanego menedżera z kolejnym angielskim klubem stał się faktem. Związek, który najprawdopodobniej powstał z powodu obustronnej desperacji.
Dla Tottenhamu Hotspur pozyskanie szkoleniowca o uznanym nazwisku było jedyną szansą na zatrzymanie gwiazd zespołu. Gwiazd, które coraz częściej spoglądają na możliwość odejścia do klubów, w których miałyby szanse na zdobywanie trofeów. Zakontraktowanie Jose Mourinho ma zatrzymać nadciągający exodus. Być może się uda, bo początek jest obiecujący.











