Lech Poznań traci punkty. Traci punkty po raz kolejny. Za nim już dwa mecze w tej rundzie, które powinien wygrać, i pewnie tak zakładał John van den Brom, a tylko zremisował. Jest to ogromny powód do niepokoju, bo „Kolejorz” mógł już mieć spokojniejszą lokatę w tabeli, a tak musi się martwić bieżącymi dolegliwościami, które w tych obu spotkaniach wyszły na jaw.
Spotkanie z Miedzią zakończyło się wynikiem 2:2. Był moment, w którym Lech Poznań miał już ten mecz pod kontrolą, a grając z zespołem ze strefy spadkowej, nie może tak tracić punktów. To jest tragedia. Takie rzeczy nie mogą mieć miejsca. Wiele błędów indywidualnych i złych decyzji, w tym także trenera, który zespołowi nie pomógł. Paradoks jest taki, że nie były to złe spotkania w wykonaniu „Kolejorza”. Stworzył on sobie mnóstwo sytuacji, ale nie potrafił ich przepchnąć, czyli zabrakło tego, z czym poznaniacy mierzą się już od wielu lat.
Lech Poznań i nowe taktyki
Trudno znaleźć kluby, które grają na bocznego obrońcę i robią wszystko, aby to jemu dostarczyć piłkę, żeby ten coś wyczarował. Zazwyczaj można opierać swoją grę na napastniku, na kreatywności pomocników czy pokrętle skrzydłowych. John van den Brom odkrywa jednak nowe taktyki. Boczni obrońcy odgrywają coraz większą rolę w futbolu, ale Joel Pereira wyrasta na główną postać ofensywną Lecha. Przynajmniej tak to wyglądało w pierwszej połowie.
Oczywiście piszemy to trochę przekornie, ale „Kolejorz” wyglądał na zespół, który był nastawiony na to, aby zrobić jak najwięcej miejsca Portugalczykowi na prawej stronie. Nawet Adriel Ba Loua często wbiegał do środka albo lądował nawet na drugim skrzydle tylko po to, aby w odpowiednim momencie dostarczyć piłkę do Pereiry, który miał wysłać tzw. ciasteczko do Ishaka.
Praktycznie wszystko, co dobre dla Lecha, działo się po prawej stronie. To tam odbywała się kombinacyjna gra z Ba Louą i schodzącym Ishakiem. W końcu gdzieś się ona musiała odbywać, gdy w środku pola oglądaliśmy dwie „szóstki”. Owszem, umiejące dobrze pograć w piłkę, ale raczej nie spodziewamy się po nich kluczowych podań. Te za to Joel Pereira potrafi zagrać jak mało kto. Ma ich najwięcej w zespole i najwięcej spośród wszystkich obrońców w lidze. Niekonwencjonalny pomysł, ale nawet na Miedź nie wystarczył.











