Uniwersalny żołnierz Fergusona kończy karierę


John O’Shea ogłosił zawieszenie butów na kołku wraz z końcem sezonu

3 maja 2019 Uniwersalny żołnierz Fergusona kończy karierę

Nastał maj, a więc miesiąc, w którym rozgrywki ligowe wkraczają w decydującą fazę. Ważą się losy tytułów mistrzowskich, kwalifikacji do europejskich pucharów, spadków oraz awansów. Jest to też czas, w którym będziemy żegnać piłkarzy, którzy zdecydowali, że sezon 2018/2019 będzie ich ostatnim w profesjonalnej karierze. Jednym z nich jest John O’Shea – irlandzki obrońca, który swoje największe sukcesy święcił w barwach Manchesteru United.


Udostępnij na Udostępnij na

O’Shea swoją decyzję ogłosił 30 kwietnia, czyli w dniu swoich 38. urodzin. Informację potwierdził klub Irlandczyka, Reading FC. W niedzielę „The Royals” zmierzą się na własnym stadionie z Birmingham City. Będzie to ostatni mecz O’Shea’a w jego bogatej w trofea karierze piłkarskiej.

Diabelska wszechstronność

John Francis O’Shea przyszedł na świat 30 kwietnia 1981 roku w irlandzkim Waterford. W tym samym mieście rozpoczął swoją przygodę z futbolem. Jego pierwszym klubem był Ferrybank AFC. Podczas występów w juniorach innej lokalnej drużyny Waterford Bohemians został dostrzeżony przez skautów Manchesteru United. Mając niespełna 18 lat, O’Shea przeniósł się na Old Trafford. W zespole sir Alexa Fergusona zadebiutował 13 października 1999 r. w meczu Pucharu Ligi z Aston Villą.

Jednak początki Irlandczyka w ekipie „Czerwonych Diabłów” nie były łatwe. Pomimo znakomitych warunków fizycznych (191 cm wzrostu) nie miał szans w rywalizacji o miejsce w składzie ze znacznie bardziej doświadczonymi kolegami. Większość spotkań rozgrywał w drużynie U-23. Konieczne zatem było odejście na wypożyczenie. Irlandczyk zaliczył krótkie epizody w grającym wówczas na trzecim poziomie rozgrywkowym Bournemouth oraz belgijskim Royal Antwerp.

Po powrocie do macierzystego klubu O’Shea zaczął stopniowo budować swoją pozycję w zespole. Jego postępy zauważył sir Alex Ferguson, który coraz śmielej stawiał na młodego defensora. Irlandczyka wyróżniała uniwersalność – z powodzeniem mógł występować na każdej pozycji w obronie oraz jako defensywny pomocnik. Szczególnie udany dla Johna był sezon 2003/2004. Był to okres, w którym za niestawienie się na kontroli antydopingowej zawieszono Rio Ferdinanda.

23-letni O’Shea zajął miejsce reprezentanta Anglii na środku obrony i znacząco przyczynił się do wygrania przez „Czerwone Diabły” krajowego pucharu. Równie udana dla niego była następna kampania. Pomimo słabej dyspozycji United Irlandczyk rozgrywał przyzwoity sezon. Wtedy też strzelił przepięknego gola w meczu z Arsenalem.

Sezon 2005/2006 nie był udany dla piłkarza. Był publicznie krytykowany za słabą grę m.in. przez Roya Keane’a, z którym później współpracował w reprezentacji. Dużo lepiej dla O’Shea ułożył się kolejny sezon.

Ogromnym atutem irlandzkiego zawodnika była jego uniwersalność. W momencie gdy któryś z obrońców wypadał z powodu kontuzji lub zawieszenia za kartki, O’Shea zajmował jego miejsce. Jak się okazało, uniwersalność Irlandczyka nie ogranicza się jedynie do gry w polu. 4 lutego 2007 roku Manchester United rozgrywał mecz wyjazdowy z Tottenhamem. W 85. minucie przy stanie 4:0 dla gości z Old Trafford bramkarz Edwin van der Sar złamał nos. Limit zmian został wykorzystany, a zatem między słupki musiał wejść któryś z zawodników z pola. Początkowo miał to być Ferdinand, ale ostatecznie wybór padł na Johna O’Shea. Jak się zaprezentował? Zobaczcie sami:

Gdyby komuś brakowało jeszcze dowodów na wszechstronność Irlandczyka, warto wspomnieć, że w kampanii 2007/2008 grywał również jako… napastnik. Wynikało to z faktu, iż czołowi snajperzy United byli kontuzjowani i ktoś musiał ich zastąpić. W tym sezonie również po raz pierwszy założył opaskę kapitańską. Była to bardzo udana kampania dla Manchesteru – wygrał zarówno Premier League, jak i Ligę Mistrzów. Niestety O’Shea finałowe spotkanie z Chelsea na moskiewskich Łużnikach przesiedział na ławce rezerwowych. Rok później O’Shea strzelił kluczowego dla dwumeczu z Arsenalem gola, po którym United awansowało do finału. Tym razem Irlandczyk wyszedł w podstawowym składzie, ale jego drużyna uległa znakomitej w tamtym sezonie FC Barcelona Pepa Guardioli.

Z czasem rola O’Shea w zespole Manchesteru United zaczęła maleć. Licznik Irlandczyka w United stanął na 13 sezonach (wliczając krótkie wypożyczenia), 394 meczach, 15 bramkach i 23 asystach. W barwach „Czerwonych Diabłów” pięciokrotnie sięgnął po mistrzostwo Anglii, raz wygrał krajowy puchar, dwukrotnie EFL Cup oraz czterokrotnie Tarczę Wspólnoty. Do tego dołożył triumf w Champions League oraz klubowe mistrzostwo świata. Latem 2011 roku O’Shea zamienił Manchester na Sunderland. „Czarne Koty” zapłaciły za niego 4,5 miliona funtów.

Życie po życiu

Irlandzki obrońca związał się z Sunderlandem czteroletnią umową. W wieku 30 lat zamienił czołowy klub na średniaka, który zamiast mierzyć wysoko, częściej musiał się oglądać za siebie z myślą, czy nie grozi mu widmo spadku. Początek O’Shea w zespole nie był zbyt obiecujący – w pierwszym towarzyskim meczu doznał kontuzji i w wyniku tego stracił prawie cały okres przygotowawczy. Mimo to wywalczył sobie miejsce w składzie i przez siedem lat regularnie występował w barwach drużyny ze Stadium of Light.

Pobyt w Sunderlandzie nie był dla Irlandczyka usłany różami. Drużyna niemal co roku walczyła o utrzymanie w Premier League, a część kibiców winiła za ten stan rzeczy lidera defensywy, czyli O’Shea. Inne zdanie mieli kolejni trenerzy oraz klubowi koledzy zawodnika, którzy doceniali jego osobowość i profesjonalizm. Przez pewien czas był nawet kapitanem „Czarnych Kotów”.

Boiskowa rzeczywistość okazała się brutalna. O’Shea nie popełniał błędów technicznych oraz nie mylił się w ustawieniu. Jego problemem była zwrotność. Coraz starszy Irlandczyk nie nadążał za młodymi napastnikami, co niejednokrotnie kończyło się bramkami. Przed sezonem 2016/2017 Sunderland opuścił menedżer Sam Allardyce. Zastąpił go David Moyes i zespół zanotował najgorszy start sezonu w historii. Stało się jasne, że utrzymanie drużyny w lidze może być niewykonalne. Ostatecznie Sunderland spadł do Championship, a O’Shea kończyła się umowa. Mimo to zdecydował się ją przedłużyć o rok. W drugiej lidze angielskiej szybko się okazało, że szybki powrót zespołu do Premier League jest niemożliwy. Ekipa prowadzona przez Simona Graysona w pierwszych 14 meczach odniosła zaledwie dwa zwycięstwa.

Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że „Czarne Koty” ponownie czeka walka o zachowanie miejsca w lidze. I tym razem się nie udało. Sunderland pożegnał się z Championship, a tym samym O’Shea zanotował dwa ligowe spadki z tą samą drużyną. To przelało czarę goryczy i sprawiło, że doświadczony defensor opuścił Stadium of Light. Dla Sunderlandu zagrał w 256 meczach i zdobył cztery gole. Pomimo wcześniejszych niesnasek fani „Czarnych Kotów” dobrze wspominają swojego wieloletniego defensora. Mało tego – widzieliby go w sztabie szkoleniowym lub w innej roli w klubie.

Na zakontraktowanie znajdującego się u schyłku kariery piłkarza zdecydował się Reading FC. Drużyna grająca w Championship pozyskała O’Shea za darmo – z Sunderlandu odszedł wraz z końcem kontraktu. Z Reading Irlandczyk podpisał roczną umowę. Jego rola w zespole z Madejski Stadium była marginalna. Licząc wszystkie rozgrywki,wystąpił jak dotąd w zaledwie dziesięciu meczach. W ostatniej kolejce sezonu Reading zagra z Birmingham. Wtedy najpewniej obrońca dołoży swój występ numer 11 w koszulce „The Royals” – ostatni w profesjonalnej karierze.

„Kocham Cię jak Irlandię”

W narodowych barwach O’Shea zadebiutował w 2001 roku. Wszedł na plac gry na ostatnie pięć minut towarzyskiego starcia z Chorwacją. Nie był to udany występ dla gracza Manchesteru United, gdyż w doliczonym czasie sprokurował rzut karny. „Jedenastkę” wykorzystał Davor Suker, a mecz zakończył się remisem 2:2. O’Shea nie załapał się do kadry na mundial w 2002 roku. Z biegiem czasu zaczął jednak odgrywać coraz ważniejszą rolę w irlandzkiej drużynie narodowej. Nigdy nie udało mu się wraz z reprezentacją zakwalifikować na mistrzostwa świata. Niemniej jednak dwukrotnie wystąpił na Euro. W 2012 roku w Polsce i na Ukrainie Irlandczycy nie wyszli z grupy, za to cztery lata później we Francji dotarli do 1/8 finału.

W dwóch pierwszych meczach grupowych Euro 2016 O’Shea zakładał kapitańską opaskę (potem do gry wrócił etatowy kapitan Robbie Keane). Dla reprezentacji Irlandii rozegrał 118 spotkań i zdobył trzy bramki. Ostatni mecz rozegrał 2 czerwca 2018 roku przeciwko USA. Irlandia wygrała 2:1, a O’Shea opuścił boisko w 34. minucie żegnany owacją na stojąco. Przed spotkaniem prezydent Irlandii Michael D. Higgins pogratulował piłkarzowi i stwierdził, że John O’Shea jest jednym z najbardziej inspirujących, oddanych i godnych podziwu przedstawicieli irlandzkiego futbolu.

Koledzy z boiska opisują O’Shea jako skromnego, pracowitego i bardzo profesjonalnie podchodzącego do swoich obowiązków człowieka. Reprezentacyjny kolega O’Shea, Kenny Cunningham, stwierdził, że miał on bardzo silny charakter i dużą pewność siebie, której nie można mylić z arogancją. Jego największą boiskową cechą była uniwersalność. Szczególnie gdy grał w Manchesterze, nigdy nie narzekał i konsekwentnie realizował polecenia trenera, niezależnie od pozycji, jaką mu przydzielił.

Na razie zakończenie kariery po tym sezonie ogłosili chociażby Petr Cech czy Andrea Barzagli. Ostatnio pojawiło się sporo informacji, że do tego grona może dołączyć Arjen Robben. Tych trzech piłkarzy łączy fakt, iż swoje przygody z futbolem będą wieńczyć w klubach z absolutnego topu. W przypadku O’Shea była to od kilku lat równia pochyła.

O’Shea nigdy nie był wirtuozem futbolu. Kibice najbardziej podziwiają graczy szybkich i dobrze wyszkolonych technicznie. Irlandczyk miał inną cechę – uniwersalność. Wielu trenerów chciałoby mieć w swoich szeregach zawodnika, który w razie konieczności zagra na dowolnej pozycji i nie zejdzie poniżej pewnego poziomu. Takim piłkarzem był John O’Shea.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski