W cyklu „O nich będzie głośno”, pierwszy w Polsce wywiad z Johnem Bostockiem, wschodzącą gwiazdą angielskiego futbolu.
Harry Redknapp lubi stawiać na doświadczonych graczy, którym nie boi się zaufać. Dlatego wielu nie kryło zaskoczenia, kiedy 6 listopada 2008 roku w miejsce doświadczonego reprezentanta Anglii wpuścił na boisko nieopierzonego nastolatka z numerem 51 na plecach. Mając piętnaście lat, John Bostock debiutował na Selhurst Park, a rok później na White Hart Lane. Czyni go to najmłodszym piłkarzem, który wystąpił w historii tak Crystal Palace, jak i Tottenhamu. Oddany chrześcijanin, dla którego marzeniem jest udział w Olimpiadzie, to jeden z największych talentów na Wyspach ostatnich lat.
Książę Crystal Palace

– Bostock nie będzie jedynie dobrym graczem. On może być wielki – mówił Peter Taylor, pierwszy menadżer piłkarza, a wcześniej selekcjoner angielskiej kadry U-21. – Kiedy zaczął z nami trenować, potrzebował trzech dotknięć piłki, aby ją opanować. Poradziłem mu, aby podpatrywał Garetha Barry’ego oraz Cesca Fabregasa, którzy potrafią opanować piłkę za pierwszym dotknięciem. Bostock to fantastyczny talent, nie mam wątpliwości.
O Bostocku środowisko kibiców Crystal Palace mówiło, że to klubowy książę. Wychowany pośród fanów, od najmłodszych lat, kibicował drużynie „Orłów” z południowego Londynu. Nawet kiedy był już w drużynie seniorów swojego ulubionego klubu, nie zrzekł się karnetu na trybunie Arthura Waita, aby móc dopingować swoich ulubieńców razem z rodziną oraz innymi fanami. Południowy Londyn był u jego stóp.
Sezonie 2007/08 w the Championship był bardzo udany dla Bostocka – zaliczył debiut oraz start w wyjściowej jedenastce „Orłów”. O błyskotliwym talencie wiedziały już siatki skautingowe wszystkich liczących się klubów w Europie. Po piłkarza zgłosiły się większe z nich, na czele z Barceloną, Chelsea, Arsenalem oraz Manchesterem United. Na zachętę, Katalończycy wysłali mu koszulkę z autografem Ronaldinho, a Arsenal – Fabregasa. W grę wchodziły poważne pieniądze, sięgające nawet pięciu milionów funtów. Pomimo stanowczego sprzeciwu właściciela Crystal Palace, Simona Jordana, nastoletni syn taksówkarza i nauczycielki przystał na ofertę z Tottenhamu Hotspur. Biznesmen nie krył wówczas wściekłości.
– Bostock był jednym z najlepszych piłkarzy, jakich klubowa akademia wyprodukowała w ciągu 102 lat istnienia i został sprzedany za paczkę chipsów – jak o 700 tysiącach funtów rekompensaty wypowiadał się Jordan. – Nawet przez myśl mi nie przeszło, że gdziekolwiek odejdzie, ponieważ z białek oczu jego ojca miałem powiedziane, że John podpisuje z nami kontrakt, że jest fanem Palace, że jego tata jest fanem Palace, że mają karnety na sezon. To wszystko sprowadza się do funtów, szylingów, pensów, jak wszystko w tym żałosnym sporcie.












