Widzew Łódź nie przełamał złej passy w meczach z odwiecznym rywalem – Legią Warszawa – i tak jak przez ostatnie trzynaście lat nie odniósł zwycięstwa. Po akcji z 59. minuty i bramce Tomasza Jodłowca to „Wojskowi” mogą wracać do stolicy z podniesioną głową, choć na boisku nie było widać dużej różnicy między walczącym o utrzymanie klubem z Łodzi a mającą mistrzowskie aspiracje stołeczną ekipą. Co po spotkaniu miał do powiedzenia strzelec jedynego gola?
Kiedyś mecze pomiędzy Widzewem a Legią elektryzowały całą Polskę, obecnie to już trochę przebrzmiały klasyk, bo drużyny dzieli spora różnica. Co prawda odnieśliście dziś zwycięstwo, ale trzy punkty nie przyszły łatwo.

Na Widzewie zawsze nie gra się łatwo, to trudny teren do zdobycia. Łodzianie pokazali w poprzednich meczach – choćby z Lechią czy Pogonią – że nie są chłopcami do bicia i o punkty trzeba powalczyć.
Do przerwy mieliśmy 0:0 i tak naprawdę nie było widać, że jedna drużyna walczy o obronę tytułu, a drugiej pozostaje zacięta gra o utrzymanie w elicie.
Tak to bywa w naszej ekstraklasie, że wszędzie trudno o punkty, trzeba dawać z siebie wszystko. Myślę, że zrobiliśmy to, co mieliśmy zrobić, czyli zdobyliśmy trzy punkty. Wiadomo jednak, że gra mogłaby być lepsza, trzeba skoncentrować się, by poprawić pewne elementy.
W doliczonym czasie gry kibice wstali z miejsc, domagając się uznania bramki dla Widzewa. Co tam się wydarzyło?
Byłem bodajże na 16. metrze, widziałem dokładnie i z mojego kąta było widać, że nie było bramki. Myślę, że tak samo będzie można to zobaczyć na powtórkach w telewizji.
Jak oceniłby Pan grę Widzewa?
To jest na pewno ambitna drużyna i trudno się gra z takimi młodymi chłopakami, są wybiegani, nie odpuszczą, zwłaszcza u siebie. Teren na Widzewie jest bardzo specyficzny.











