Wokół osoby Stanisława Czerczesowa powstało wiele plotek, a jego postać stała się dla wielu autorytetem. Cechy, które mu się przypisuje, są górnolotne, a niektóre określenia stosowane wobec niego – wręcz żenująco miłe. Otrzymał wielki kredyt zaufania od kibiców i władz. Wszyscy cieszą się, że na Ł3 pojawił się trener twardo stąpający po ziemi. Czy jednak na pewno jego kroki są tak mocne? Przykład Tomasza Jodłowca pokazuje przecież zupełnie coś innego…
Henning Berg po każdym, obojętnie – przegranym czy wygranym, meczu mówił, że jego drużyna była lepsza i zaprezentowała dobry europejski futbol. Cała sytuacja zaczęła być groteskowa. Wicemistrz Polski przegrywał w niezbyt dobrym stylu kolejne spotkania z teoretycznie słabszymi zespołami, ale Norweg konsekwentnie na konferencji prasowej zarzekał się, że jest bardzo zadowolony z postawy swoich podopiecznych. Kibice i prezesi Legii mieli już tego serdecznie dosyć. Berg bujał w obłokach i nawet nie zorientował się, kiedy z hukiem spadł na ziemię. W Warszawie krąży anegdota, że dwa dni po ogłoszeniu decyzji o zwolnieniu go ze stanowiska on wciąż nie mógł w to uwierzyć i… szykował treningi, które miały się odbywać podczas przerwy na reprezentację. Cóż, nie mówimy jednak o byłym stoperze Manchesteru United, ale o Czerczesowie. To zamordysta, który wymaga maksymalnej dyscypliny na treningach. Miał dawać wycisk piłkarzom i pokazywać, że solidna praca na treningach przynosi wymierne efekty. Dał się on poznać również jako dowcipniś, potrafiący z konferencji prasowej zrobić one man show. Jak się jednak okazało, nie tylko w dobrym znaczeniu tego stwierdzenia. Wiem, jak gra Tomasz Jodłowiec. Nie jest dla mnie zaskoczeniem, że zaliczył trzy asysty. Cena za Jodłowca? 15 milionów euro! Zobaczycie, że będzie w świetnej formie na Euro – zapewnił na konferencji prasowej po meczu z Cracovią. Zapachniało Bergiem.

15 milionów euro. To niepojęte. Taka kwota działa chyba na każdego – od piłkarskiego laika po wytrawnego eksperta, który zjadł sobie zęby na futbolu. Trudno powiedzieć, czy Rosjanin wybrał sobie w głowie jedną z liczb od 1 do 20 i po prostu dodał do tego słowa „milionów euro”, czy założył się z podopiecznym, jak kiedyś Krychowiak ze Szczęsnym, czy może mówił naprawdę. Nie wiadomo i prawdopodobnie nigdy się tego już nie dowiemy, ale załóżmy, że taki miał zamysł i wszystko, co powiedział, jest prawdą. W konfrontacji z rzeczywistością słowa nowego szkoleniowca ekipy z Łazienkowskiej nie wypadają najlepiej.
Tomasz Jodłowiec nie należy na pewno do piłkarskich wirtuozów. Na pozycję, na której występuje, nadaje się jednak idealnie. Imponuje warunkami fizycznymi, jest dobrze zbudowany, bardzo silny, nie ma problemów z destrukcją. W defensywie bardzo trudno go przejść, bo wyróżnia się nieustępliwością i walecznością. To cenią w nim trenerzy. W Warszawie grał w Polonii i teraz w Legii darzony jest dużym szacunkiem, ale ogólnopolska opinia na jego temat nie jest już taka pozytywna. Wynika ona z tego, że zazwyczaj na boisku futbolista ten się nie wyróżnia. Kiedy jest przy piłce, zagrywa zazwyczaj do boku lub do tyłu. Nie grzeszy kreatywnością, więc sztab szkoleniowy ustawia obok niego rozgrywającego, który potrafi wziąć na siebie ciężar rozdzielania futbolówki pomiędzy kolegów. Dziś takim graczem jest Dominik Furman. Niższy, gorzej zbudowany, pasywny w obronie, ale za to dobrze wyszkolony technicznie. Rola Jodłowca jest odwrotna. Ma podawać najbliższemu partnerowi, asekurować linię pomocy i pomagać stoperem, kiedy ofensywnie usposobieni boczni obrońcy włączą się do ataku. Robi to od lat. Skutecznie.













