Minione pół roku w wykonaniu piłkarzy Wisły Kraków przypominało jazdę na roller coasterze. Graczom „Białej Gwiazdy” brakło szczęścia i umiejętności, by awansować do upragnionej Ligi Mistrzów, a w rozgrywkach T-Mobile Ekstraklasy ekipa spod Wawelu zanotowała aż sześć porażek. Także przygoda krakowian z Ligą Europy nie zwiastowała szampańskich nastrojów po ostatnim meczu fazy grupowej.
Po przegranej batalii z APOEL-em Nikozja w eliminacjach Ligi Mistrzów losowanie składu grup Ligi Europy nie wzbudziło wśród fanów Wisły Kraków wielkiego zainteresowania. Nic dziwnego – wszyscy kibice klubu z ulicy Reymonta liczyli na wejście do piłkarskiego raju, a w zamian ich ukochanej drużynie przyszło grać w rozgrywkach pocieszenia. Jeśli weźmiemy pod uwagę, jak kończyły się poprzednie przygody Wisły z europejskimi pucharami, gra w fazie grupowej Ligi Europy nie była jednak złą perspektywą. Wybór rywali ekipy mistrza Polski – Odense, Twente Enschede, Fulham Londyn – został przyjęty z umiarkowanym optymizmem. Z wypowiedzi piłkarzy Wisły można było zrozumieć, że dla nich gra z zagranicznymi rywalami będzie tylko dodatkiem do krajowego podwórka.

Pierwsze dwa spotkania, jakie przyszło rozegrać w Lidze Europy podopiecznym Roberta Maaskanta, na pewno nie przynoszą im chwały. Z porażek z Odense i Twente można zapamiętać dziecinne błędy obrońców (celował w nich zwłaszcza Kew Jaliens), nieporadność w konstruowaniu ataków, grymas wściekłości na twarzy Siergieja Pareiki, a także kompletny brak pomysłu trenera na dokonanie jakichś roszad w składzie.
Wiślacy wydawali się pogodzeni z tym, że po sześciu meczach pucharowych przyjdzie im się skupić na krajowych rozgrywkach. – Nie wiem, co jesteśmy w stanie osiągnąć w Lidze Europy. Jeszcze przed startem tych rozgrywek założyliśmy, że dla nas najważniejsza jest liga i obrona tytułu mistrzowskiego – mówił po meczu z Odense Ivica Iliew. Także urazy wykluczające z gry Patryka Małeckiego, Maora Meliksona i Radosława Sobolewskiego nie dawały powodów do optymizmu.
Dopiero domowe starcie z Fulham w trzeciej kolejce pokazało, że krakowianie jednak umieją grać w piłkę. Oczywiście, można mówić, że Martin Jol oszczędzał swoich czołowych zawodników na mecz ligowy i nie zabrał do Polski Clinta Dempseya oraz Bobby’ego Zamory. Można też zarzucać Gervasio Nunezowi oszustwo, gdyż w rezultacie jego symulowania sędzia wyrzucił z boiska Moussę Dembele. Obie te tezy są prawdziwe. Wisła jednak zasłużenie odniosła skromne zwycięstwo, które przedłużyło nadzieję na awans krakowskiej drużyny. Piękną bramkę strzelił Dudu Biton, a Ivica Iliew był nie do zatrzymania na skrzydle.













