Premier League dopiero zaczęła swoje rozgrywki i w sierpniu rozegrano zaledwie dwie kolejki, ale i tak postanowiliśmy podsumować ten pierwszy miesiąc sezonu i wybrać jego najlepszą jedenastkę. W końcu, mimo niewielu meczów, wiele się działo.
Najlepszy start zaliczyły ekipy Chelsea i Swansea, nic więc dziwnego, że to przedstawiciele tych dwóch drużyn zdominowali nasz zespół, bo jest ich w nim po czterech. Dwa razy mniej zawodników mają Everton, Manchester City i Fulham. Całą kadrę uzupełnia natomiast rodzynek z Arsenalu.
Jedenastka miesiąca:

Michel Vorm – Holender jako jedyny, oprócz Petra Cecha, dwa razy zachował czyste konto. Tyle że Vormowi potrzeba było na to dwóch meczów, a golkiperowi Chelsea – trzech. Co prawda piłkarze QPR częściej pudłowali, niż celnie uderzali na jego bramkę, podobnie jak gracze West Hamu, ale kilka razy musiał się wysilić. Do tej pory nie zawiódł, gdy trzeba było, stawał na wysokości zadania, dzięki czemu na razie jest w tym sezonie niepokonany.
Angel Rangel – kolejny filar obrony drużyny Swansea, która w dwóch meczach nie straciła jeszcze gola. Świetnie radzi sobie na prawej stronie, jest na razie pewnym punktem defensywy, a do tego coraz częściej wyrywa się do przodu. Efektem jednego z takich wypadów była bramka na 1:0 w meczu z West Hamem.
Branislav Ivanović – Serbowi wystarczyło zaledwie kilkadziesiąt sekund, by otworzyć swoje konto bramkowe w tym sezonie. W spotkaniu z Wigan wyszedł sam na sam i pewnie pokonał Al-Habsiego. W starciu z Reading dla odmiany ustalił wynik golem w ostatniej minucie. Ivanović zawsze był skuteczny, ale tego, że po dwóch meczach będzie miał dwie bramki, chyba nikt się nie spodziewał. W pojedynku z Newcastle już do siatki nie trafił, ale wraz z kolegami na tyle uprzykrzył życie napastnikom rywali, że ci nie mogli trafić do siatki.
Phil Jagielka – był jednym z bohaterów niespodziewanego zwycięstwa Evertonu nad Manchesterem United. Wszędobylski obrońca był po prostu zaporą nie do przejścia i bardzo obrzydził debiut w nowym zespole van Persiemu. Gdy rywalem była pięć dni później Aston Villa, pokazał swoje umiejętności ofensywne, zaliczając piękną asystę przy trafieniu Fellainiego.
John Arne Riise – zagrał co prawda tylko raz, ale za to jak! Jak za swoich najlepszych lat w Liverpoolu, całkowicie zawładnął lewą stroną w meczu z Norwich. Do tego przy trafieniu Duffa zaliczył po prostu cudowną asystę, której nie powstydziliby się najlepsi rozgrywający świata. Jego brak był widoczny na Old Trafford. Wprawdzie nie można z całą pewnością stwierdzić, że z nim w składzie Fulham zdobyłoby chociaż punkt, ale na pewno byłoby to bardziej prawdopodobne.












