Mateusz Kasowski i Hubert Ossowski· 6 min czytania
Fot. Grzegorz Rutkowski/iGol.pl
Jesień na polskich boiskach zakończona, czas więc na wszelkie podsumowania. A jak zaczynać, jak nie z wysokiego „C”? Wybraliśmy jedenastu najlepszych, którzy naszym zdaniem najbardziej błyszczeli podczas 19 serii gier. O dziwo kandydatów mogło być więcej i wcale nie najprostszym zadaniem był wybór tylko jedenastu.
Bramkarz:
Bartłomiej Drągowski (Jagiellonia Białystok) — wielkie, jeśli nie największe objawienie jesieni. Drągowski na 14 spotkań, w których zagrał, aż osiem kończył z czystym kontem. Rocznikowo nastolatek, ale na boisku bronił niezwykle dojrzale. Zaliczył świetną passę 312 minut bez straty gola. Do swojej drużyny wniósł spokój w defensywie — jego poprzednicy tracili bramki we wszystkich rozegranych spotkaniach. Jego nazwisko zaczyna powoli przewijać się w kontekście powołania do reprezentacji. Jeśli 17-latek utrzyma obecną dyspozycję, ma szansę zadebiutować w kadrze Adama Nawałki. Również głośno mówi się o jego możliwym transferze, jednak nastolatek jak na razie nie pali się do wyjazdu.
Obrońcy:
Tomasz Kędziora (Lech Poznań) — 20-latek wyrósł w tym sezonie na jednego z najlepszych polskich obrońców. Prawa strona „Kolejorza” przez większość rundy była solidnie obstawiona, a nie dość, że młody defensor doskonale zabezpieczał swoje regiony, lubił się zapędzić pod bramkę rywali, często tworząc groźne okazje dla swojej ekipy. Imponuje przede wszystkim doskonałą wręcz grą głową oraz chęcią włączania się do akcji ofensywnych. Strzelił w tym sezonie dwie bramki oraz dołożył trzy asysty. Kwestią czasu jest, kiedy zaczną się o niego pytać zagraniczne zespoły. Dobrze, że na razie mu się nie spieszy.
Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków) — choć nie strzelił żadnej bramki ani nie popisał się asystą, ta runda była kolejnym potwierdzeniem, że wcale nie jest „za stary”. Doskonale dowodził krakowską defensywą, a Franciszek Smuda mógł się skupić na poleceniach ofensywnych, bo tyły doskonale zabezpieczał „Głowa”. Aż trudno się dziwić, że swego czasu powrócił jego temat w reprezentacji, skoro w wieku 35 lat nadal tak się prezentuje na tle młodszych kolegów. Do swojego niebywałego doświadczenia dokłada dobre przygotowanie fizyczne, co tworzy go obrońcą idealnym dla „Białej Gwiazdy”.
Jakub Rzeźniczak (Legia Warszawa) — znajdą się pewnie tacy, którzy będą narzekać na jego grę. Ale wbrew pozorom nie ma się do czego przyczepić. Choć nie grał tak widowiskowo jak w poprzednim sezonie, swoje zadania wykonywał wyśmienicie. Pewny w obronie, groźny w ataku. Doskonale dogadywał się czy to z Dossą Juniorem, czy Inakim Astizem. Dowodził defensywą, a sam bardzo solidnie się prezentował. Zdobył w całym sezonie trzy gole, do tego dorzucił asystę, lecz Adam Nawałka najwyraźniej nawet nie chce słyszeć o obrońcach z rodzimej ekstraklasy.
Pomocnicy:
Darko Jevtić (Lech Poznań) — choć statystykami Szwajcar z pewnością nie powala, jego wartość jest praktycznie nie do określenia. Odkąd Maciej Skorża przesunął go na pozycję „dziesiątki”, stał się innym człowiekiem. A wcześniej również prezentował się wyśmienicie. Bardziej ofensywnie ustawiony, gra jednak jeszcze lepiej, co rusz pokazując, jak powinien grać zawodnik na tej pozycji. Jest widoczny i bardzo ruchliwy, co przy ustawieniu z jednym napastnikiem (i to jeszcze takim jak Sadajew) jest szalenie istotne. Staje się dla Lecha podobnym zawodnikiem jak swego czasu Semir Stilić. Doskonała lewa noga, do tego bardzo ambitny. Władze poznańskiego klubu powinny robić wszystko, co w ich mocy, aby zatrzymać na stałe Szwajcara. Ale Basel z pewnością łatwo go nie puści.
Sebastian Mila (Śląsk Wrocław) — kto wie, czy to nie jeden z najbardziej spektakularnych powrotów ostatnich lat w polskiej piłce. Jeszcze niedawno na futbolowym marginesie, strasznie zaniedbany i „powiększony”. W końcu przy asyście Adama Nawałki złapał się za jaja, schudł i wrócił nawet na lepszy poziom niż przed dwoma laty. Stał się zawodnikiem niezbędnym, inicjującym praktycznie każdą akcję ofensywną. Zagrał we wszystkich 19 spotkaniach Śląska i skończył z pięcioma bramkami i sześcioma asystami. Swoją doskonałą formę tylko potwierdził w reprezentacji, w której w końcu się sprawdził.
Semir Stilić (Wisła Kraków) — druga przygoda z Polską tylko potwierdziła, że najwyraźniej to nasz kraj jest jego ziemią obiecaną. Bośniak znów potwierdził swoją wartość. W zagranicznych przygodach zabrakło mu przede wszystkim szansy, bo technik to doskonały. Pod opieką Smudy zaczął też więcej biegać, co było jego mankamentem. Zagrał we wszystkich spotkaniach, tylko raz został przedwcześnie zdjęty, co potwierdza, ile znaczy dla „Białej Gwiazdy”. Siedem goli i sześć asyst to wynik godny uwagi i to nie przypadek, że Stilić znów chce spróbować swoich sił za granicą. Gdyby w grę wchodziły tylko umiejętności…
Miroslav Radović (Legia Warszawa) — cała jego kariera w polskiej stolicy jest warta napisania książki. Od zawsze świetnie dysponowany, nieschodzący poniżej określonego poziomu. Od kilku lat jest wręcz na fali rosnącej i cholera wie, kiedy przestanie. W tym sezonie jego grę przerwała na kilka tygodni kontuzja, ale mimo to w dziesięciu spotkaniach strzelił pięć bramek i dorzucił do tego trzy asysty. I jak tu nie chcieć takiego piłkarza. Nie trzeba mu patrzeć w metryczkę, bo tego na boisku nie widać. Gra lepiej niż duża większość dwudziestokilkulatków. Żaden rywal mu niestraszny, a w każdym meczu jest w stanie zrobić różnicę. I to znaczącą.
https://www.youtube.com/watch?v=efj4-dKapxA
Ondrej Duda (Legia Warszawa) — mimo że lepsze statystyki ma m.in. Fedor Cernych, zdecydowaliśmy się właśnie na wystawienie młodego Słowaka. A wszystko za sprawą jego solidności. Niemal co mecz robił swoją robotę, a jego wpływ na grę zespołu, szczególnie przy obecności Radovicia, jest nieoceniony. A tak martwili się w Warszawie, gdy „Rado” doznał kontuzji. I po co, skoro tak fantastycznie spisuje się właśnie ten 20-latek. To kwestia czasu, kiedy on wyjedzie, ale z pewnością będziemy mieli satysfakcję, że to właśnie nad Wisłą naprawdę rozbłysnął.
Mateusz Piątkowski (Jagiellonia Białystok) — 30-latek debiutował w ekstraklasie późno, bo raptem dwa lata temu. Dzisiaj jest współliderem klasyfikacji najlepszych strzelców ligi, a na koncie ma 12 goli. Gdyby nie kariera piłkarska, pewnie pracowałby na roli. Kiedyś już mieliśmy podobną historię, a jej głównym bohaterem był Grzegorz Piechna. Piątkowski zasłużył na miano najlepszego napastnika rundy jesiennej. Prawdziwy lis pola karnego, którego piłka szuka przez cały czas. On sam stał się prawdziwym liderem drużyny. To głównie dzięki jego bramkom zespół Jagiellonii znajduje się tak wysoko, zaś kibice w Białymstoku przestali tęsknić za Danim Quintaną. Jeśli utrzyma swoją kapitalną dyspozycję, wiosną z pewnością będzie faworytem do zdobycia korony króla strzelców.
Flavio Paixao (Śląsk Wrocław) — jaki Marco, taki Falvio. Jak to bliźniacy, praktycznie nie różnili się od siebie. Miał zastąpić swojego brata i wywiązał się z tego nadspodziewanie dobrze — 12 bramek zdobytych jesienią pozwala mu realnie myśleć o koronie króla strzelców. Reklamą umiejętności Portugalczyka mógł być mecz z Lechią Gdańsk, który skończył z czterema golami. Mało osób interesujących się ekstraklasą traktuje bliźniaków poważnie, jednak Flavio tej jesieni potwierdził, że drzemie w nim olbrzymi potencjał, podobnie jak w Marco. Jesień zdecydowanie należała jednak to tego pierwszego. Razem z Sebastianem Milą decydował o grze wrocławian. Swoją grą sprawił, że o braciach Paixao jest coraz głośniej nie tylko w Polsce, ale również w ich ojczyźnie. Aż strach się bać, jak Marco dojdzie do pełnej sprawności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Jesień na polskich boiskach zakończona, czas więc na wszelkie podsumowania. A jak zaczynać, jak nie z wysokiego „C”? Wybraliśmy jedenastu najlepszych, którzy naszym zdaniem najbardziej błyszczeli podczas 19 serii gier. O dziwo kandydatów mogło być więcej i wcale nie najprostszym zadaniem był wybór tylko jedenastu.
Bramkarz:
Bartłomiej Drągowski (Jagiellonia Białystok) — wielkie, jeśli nie największe objawienie jesieni. Drągowski na 14 spotkań, w których zagrał, aż osiem kończył z czystym kontem. Rocznikowo nastolatek, ale na boisku bronił niezwykle dojrzale. Zaliczył świetną passę 312 minut bez straty gola. Do swojej drużyny wniósł spokój w defensywie — jego poprzednicy tracili bramki we wszystkich rozegranych spotkaniach. Jego nazwisko zaczyna powoli przewijać się w kontekście powołania do reprezentacji. Jeśli 17-latek utrzyma obecną dyspozycję, ma szansę zadebiutować w kadrze Adama Nawałki. Również głośno mówi się o jego możliwym transferze, jednak nastolatek jak na razie nie pali się do wyjazdu.
Obrońcy:
Tomasz Kędziora (Lech Poznań) — 20-latek wyrósł w tym sezonie na jednego z najlepszych polskich obrońców. Prawa strona „Kolejorza” przez większość rundy była solidnie obstawiona, a nie dość, że młody defensor doskonale zabezpieczał swoje regiony, lubił się zapędzić pod bramkę rywali, często tworząc groźne okazje dla swojej ekipy. Imponuje przede wszystkim doskonałą wręcz grą głową oraz chęcią włączania się do akcji ofensywnych. Strzelił w tym sezonie dwie bramki oraz dołożył trzy asysty. Kwestią czasu jest, kiedy zaczną się o niego pytać zagraniczne zespoły. Dobrze, że na razie mu się nie spieszy.
Arkadiusz Głowacki (Wisła Kraków) — choć nie strzelił żadnej bramki ani nie popisał się asystą, ta runda była kolejnym potwierdzeniem, że wcale nie jest „za stary”. Doskonale dowodził krakowską defensywą, a Franciszek Smuda mógł się skupić na poleceniach ofensywnych, bo tyły doskonale zabezpieczał „Głowa”. Aż trudno się dziwić, że swego czasu powrócił jego temat w reprezentacji, skoro w wieku 35 lat nadal tak się prezentuje na tle młodszych kolegów. Do swojego niebywałego doświadczenia dokłada dobre przygotowanie fizyczne, co tworzy go obrońcą idealnym dla „Białej Gwiazdy”.
Jakub Rzeźniczak (Legia Warszawa) — znajdą się pewnie tacy, którzy będą narzekać na jego grę. Ale wbrew pozorom nie ma się do czego przyczepić. Choć nie grał tak widowiskowo jak w poprzednim sezonie, swoje zadania wykonywał wyśmienicie. Pewny w obronie, groźny w ataku. Doskonale dogadywał się czy to z Dossą Juniorem, czy Inakim Astizem. Dowodził defensywą, a sam bardzo solidnie się prezentował. Zdobył w całym sezonie trzy gole, do tego dorzucił asystę, lecz Adam Nawałka najwyraźniej nawet nie chce słyszeć o obrońcach z rodzimej ekstraklasy.
Pomocnicy:
Darko Jevtić (Lech Poznań) — choć statystykami Szwajcar z pewnością nie powala, jego wartość jest praktycznie nie do określenia. Odkąd Maciej Skorża przesunął go na pozycję „dziesiątki”, stał się innym człowiekiem. A wcześniej również prezentował się wyśmienicie. Bardziej ofensywnie ustawiony, gra jednak jeszcze lepiej, co rusz pokazując, jak powinien grać zawodnik na tej pozycji. Jest widoczny i bardzo ruchliwy, co przy ustawieniu z jednym napastnikiem (i to jeszcze takim jak Sadajew) jest szalenie istotne. Staje się dla Lecha podobnym zawodnikiem jak swego czasu Semir Stilić. Doskonała lewa noga, do tego bardzo ambitny. Władze poznańskiego klubu powinny robić wszystko, co w ich mocy, aby zatrzymać na stałe Szwajcara. Ale Basel z pewnością łatwo go nie puści.
Sebastian Mila (Śląsk Wrocław) — kto wie, czy to nie jeden z najbardziej spektakularnych powrotów ostatnich lat w polskiej piłce. Jeszcze niedawno na futbolowym marginesie, strasznie zaniedbany i „powiększony”. W końcu przy asyście Adama Nawałki złapał się za jaja, schudł i wrócił nawet na lepszy poziom niż przed dwoma laty. Stał się zawodnikiem niezbędnym, inicjującym praktycznie każdą akcję ofensywną. Zagrał we wszystkich 19 spotkaniach Śląska i skończył z pięcioma bramkami i sześcioma asystami. Swoją doskonałą formę tylko potwierdził w reprezentacji, w której w końcu się sprawdził.
Semir Stilić (Wisła Kraków) — druga przygoda z Polską tylko potwierdziła, że najwyraźniej to nasz kraj jest jego ziemią obiecaną. Bośniak znów potwierdził swoją wartość. W zagranicznych przygodach zabrakło mu przede wszystkim szansy, bo technik to doskonały. Pod opieką Smudy zaczął też więcej biegać, co było jego mankamentem. Zagrał we wszystkich spotkaniach, tylko raz został przedwcześnie zdjęty, co potwierdza, ile znaczy dla „Białej Gwiazdy”. Siedem goli i sześć asyst to wynik godny uwagi i to nie przypadek, że Stilić znów chce spróbować swoich sił za granicą. Gdyby w grę wchodziły tylko umiejętności…
Miroslav Radović (Legia Warszawa) — cała jego kariera w polskiej stolicy jest warta napisania książki. Od zawsze świetnie dysponowany, nieschodzący poniżej określonego poziomu. Od kilku lat jest wręcz na fali rosnącej i cholera wie, kiedy przestanie. W tym sezonie jego grę przerwała na kilka tygodni kontuzja, ale mimo to w dziesięciu spotkaniach strzelił pięć bramek i dorzucił do tego trzy asysty. I jak tu nie chcieć takiego piłkarza. Nie trzeba mu patrzeć w metryczkę, bo tego na boisku nie widać. Gra lepiej niż duża większość dwudziestokilkulatków. Żaden rywal mu niestraszny, a w każdym meczu jest w stanie zrobić różnicę. I to znaczącą.
https://www.youtube.com/watch?v=efj4-dKapxA
Ondrej Duda (Legia Warszawa) — mimo że lepsze statystyki ma m.in. Fedor Cernych, zdecydowaliśmy się właśnie na wystawienie młodego Słowaka. A wszystko za sprawą jego solidności. Niemal co mecz robił swoją robotę, a jego wpływ na grę zespołu, szczególnie przy obecności Radovicia, jest nieoceniony. A tak martwili się w Warszawie, gdy „Rado” doznał kontuzji. I po co, skoro tak fantastycznie spisuje się właśnie ten 20-latek. To kwestia czasu, kiedy on wyjedzie, ale z pewnością będziemy mieli satysfakcję, że to właśnie nad Wisłą naprawdę rozbłysnął.
Mateusz Piątkowski (Jagiellonia Białystok) — 30-latek debiutował w ekstraklasie późno, bo raptem dwa lata temu. Dzisiaj jest współliderem klasyfikacji najlepszych strzelców ligi, a na koncie ma 12 goli. Gdyby nie kariera piłkarska, pewnie pracowałby na roli. Kiedyś już mieliśmy podobną historię, a jej głównym bohaterem był Grzegorz Piechna. Piątkowski zasłużył na miano najlepszego napastnika rundy jesiennej. Prawdziwy lis pola karnego, którego piłka szuka przez cały czas. On sam stał się prawdziwym liderem drużyny. To głównie dzięki jego bramkom zespół Jagiellonii znajduje się tak wysoko, zaś kibice w Białymstoku przestali tęsknić za Danim Quintaną. Jeśli utrzyma swoją kapitalną dyspozycję, wiosną z pewnością będzie faworytem do zdobycia korony króla strzelców.
Flavio Paixao (Śląsk Wrocław) — jaki Marco, taki Falvio. Jak to bliźniacy, praktycznie nie różnili się od siebie. Miał zastąpić swojego brata i wywiązał się z tego nadspodziewanie dobrze — 12 bramek zdobytych jesienią pozwala mu realnie myśleć o koronie króla strzelców. Reklamą umiejętności Portugalczyka mógł być mecz z Lechią Gdańsk, który skończył z czterema golami. Mało osób interesujących się ekstraklasą traktuje bliźniaków poważnie, jednak Flavio tej jesieni potwierdził, że drzemie w nim olbrzymi potencjał, podobnie jak w Marco. Jesień zdecydowanie należała jednak to tego pierwszego. Razem z Sebastianem Milą decydował o grze wrocławian. Swoją grą sprawił, że o braciach Paixao jest coraz głośniej nie tylko w Polsce, ale również w ich ojczyźnie. Aż strach się bać, jak Marco dojdzie do pełnej sprawności.