No i w końcu sezon rozpoczęty. Jedni się cieszą, że będzie co oglądać, drugim to zwisa z tego samego powodu. Ale pierwsze mecze zaskoczyły, i to pozytywnie. Np. taka Legia potwierdziła swój gnój. Ale kilku graczy pokazało się z naprawdę dobrej strony, lecz wiadomo od lat, jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak samo jeden mecz nie czyni ich piłkarzami. Na razie jednak trafiają do jedenastki kolejki raczej zasłużenie.
Bramkarz:
Arkadiusz Malarz (GKS Bełchatów) – doświadczony golkiper od lat gra na dość przyzwoitym poziomie i po świetnej karierze zrobionej w Grecji udowadnia swoją klasę w Polsce. Najpierw awansował z klubem do ekstraklasy, a teraz już na starcie zatrzymał „wielką” Legię. Ale skoro nawet amatorzy z Irlandii potrafili sobie radzić, to raczej trudno ocenić klasę. Nie można jednak odjąć Malarzowi jego zasług, bo spisywał się znakomicie między słupkami i dawał spokój linii defensywnej.
Obrońcy:
Błażej Augustyn (Górnik Zabrze) – znany od dawna i ciężko raczej zapamiętać, żeby utrzymywał wysoką formę na miarę jego talentu. Rozegrał wspaniały mecz w pierwszej kolejce i po niemrawym poprzednim sezonie ten na razie zaczyna się dla niego świetnie. W obronie nie dał się nikomu, a na dodatek strzelił ładną bramkę, zdobywając miano zawodnika meczu, jeśli nie kolejki.
Luis Henriquez (Lech Poznań) – w poprzedniej rundzie miał problemy, żeby w ogóle zagrać w obliczu całkiem dobrej formy Barry’ego Douglasa. Teraz Szkot dopiero dochodzi do siebie po kontuzji, a Panamczyk wskoczył na jego miejsce i spisał się znakomicie. Świetnie współpracował z Keitą, a na dodatek liczne rajdy lewą stroną zakończył dwoma asystami.
https://twitter.com/hamogg/status/490861073273454592
Paweł Baranowski (GKS Bełchatów) – wydawało się, że strata Macieja Wilusza to ogromny problem dla beniaminka, ale okazuje się, że w Bełchatowie mają czym go zastąpić. Nam w oko wpadł 23-latek, który w debiucie w ekstraklasie grał jak stary wyga. Ma predyspozycje, żeby podążyć drogą byłego kolegi z zespołu i zagościć u najlepszych nad Wisłą.
Pomocnicy:
Tomasz Nowak (Górnik Łęczna) – w przeszłości wyśmiewany, gdy nie wiadomo za co zagrał w kadrze, tym razem po czterech latach udowodnił za co. Jeździł wiślaków jak chciał i pokazał, że teksty typu „Górnik nie ma czym straszyć” to zwykła gadka szmatka. Zdobył przepiękną bramkę, po której graczy z Krakowa zwyczajne zatkało.











