W marcu zawodnicy klubów Premier League nie mieli zbyt wiele czasu na odpoczynek. Wszystkie kluby (oprócz Boltonu i Aston Villi) rozegrały po pięć ligowych spotkań, a niektórzy przecież jeszcze męczyli się w pucharach. A kto był najlepszy, jeśli chodzi o same rozgrywki angielskiej ekstraklasy? Przekonajcie się sami.
Sezon coraz większymi krokami zbliża się ku końcowi. W marcu przede wszystkim zmienił się lider tabeli. Do tytułu bardzo zbliżył się Manchester United. „Czerwone Diabły” wygrały wszystkie spotkania, tracąc tylko jednego gola, co zaowocowało naszym wyróżnieniem dla czterech podopiecznych Aleksa Fergusona. Jednego zawodnika mniej ma Arsenal, który dopiero w ostatni dzień zeszłego miesiąca zaliczył pierwszą i jedyną wpadkę. Na nasze uznanie zasłużył sobie pewien świetnie ostatnio spisujący się duet z Newcastle. Po jednym przedstawicielu mają natomiast Chelsea, Swansea, Fulham, Blackburn, Bolton i Manchester City.
Jedenastka miesiąca:

David de Gea − Hiszpan we wszystkich pięciu meczach w marcu puścił tylko jednego gola, w starciu z Tottenhamem. Później nie mogli go pokonać napastnicy WBA, Wolverhampton, Fulham i Blackburn. Ktoś powie, że piłkarze przedni to nie są, ale de Gea bynajmniej nie był w tych spotkaniach bezrobotny. Niejednokrotnie ratował swój zespół przed utratą goli i punktów. Hiszpan z każdym kolejnym występem zaczyna udowadniać, że wart był wydanych na niego pieniędzy.
Jonny Evans − dla Irlandczyka marzec był bardzo udanym miesiącem. Przede wszystkim na dobre chyba zadomowił się w składzie i teraz jest podstawowym stoperem, przynajmniej dopóki do zdrowia nie wróci Vidić. A kto wie, czy nawet nie dłużej, jeśli nadal będzie tak grał. Oczywiście, za stratę jednego gola również jest „odpowiedzialny”. Poza tym w końcu otworzył swoje bramkowe konto w barwach United, a w spotkaniu z Fulham zaliczył asystę przy jedynym golu.
Gary Cahill − on również wskoczył do pierwszego składu Chelsea i zaczął w końcu regularnie wybiegać na boisko. Jeśli nie od początku, to wchodził z ławki. Trochę pomogły mu kontuzje (przede wszystkim Terry’ego), ale mimo wszystko pokazał, że warto na niego stawiać. Przeciwko Manchesterowi City zdobył gola, przeciwko Tottenhamowi uratował nadzieję swojego zespołu na awans do Ligi Mistrzów. W pozostałych spotkaniach również grał dobrze, na miejsce w zestawieniu zdecydowanie zasłużył.
Thomas Vermaelen − ten miesiąc dla Belga mógł być po prostu perfekcyjny. Mógł, bo w ostatni dzień marca Vermaelen zawalił dwa gole i „Kanonierzy” przegrali z QPR. Lista jego wcześniejszych zasług jest jednak dość długa. W defensywie był twardy jak skała, a w meczach z Newcastle i Evertonem zapewniał londyńczykom swoimi trafieniami zwycięstwa. Nieźle jak na środkowego obrońcę, co? Tak że wpadkę z QPR wybaczamy, tylko te dobre mecze będziemy pamiętać.












