Za nami kolejne cztery mecze Euro 2016. Po raz ostatni na tym turnieju mieliśmy okazję kibicować naszej reprezentacji, z wielkich potęg pożegnaliśmy Włochów. W odróżnieniu od poprzednich etapów imprezy tym razem w najlepszej jedenastce trudno było zmieścić najlepszych graczy ofensywnych, w defensywie zaś wybór był w miarę oczywisty. Nie przedłużajmy. Oto jedenastka marzeń ćwierćfinałów tegorocznych mistrzostw Europy.
Gianluigi Buffon (Włochy)
Ćwierćfinały nie były wybitnie spektakularne w wykonaniu bramkarzy. Wyróżniamy więc największą możliwą legendę na tej pozycji. „Gigi” zanotował w czasie meczu kilka udanych interwencji, do tego w zasadzie zawsze wyczuwał intencje Niemców przy strzałach z rzutów karnych. Odrobina szczęścia i to właśnie ikona włoskiej piłki cieszyłaby się z kolejnego triumfu nad historycznym rywalem.
Pepe (Portugalia)
Obawialiśmy się faktu, że znany z rzeźnickich zachowań Portugalczyk zrobi krzywdę czy to Lewandowskiemu, czy Milikowi. Tak się nie stało, a piłkarz Realu Madryt spełnił obietnicę sprzed meczu, kiedy to powiedział, że występ przeciwko Polsce będzie jego najlepszym z dotychczasowych na tegorocznych mistrzostwach. Niezwykle pewny w swoich interwencjach, zadziwiająco spokojny, w dodatku kierujący swoim zespołem w tylnych formacjach. Właśnie takiego Pepe chcielibyśmy oglądać na co dzień.
Kamil Glik (Polska)
Tym razem bezkonkurencyjny w naszym bloku defensywnym, nawet w porównaniu z kultowym w ostatnim czasie Michałem Pazdanem. O jego formie powinien świadczyć fakt, że w pewnym momencie meczu Cristiano Ronaldo robił wszystko, by unikać starć z Polakiem, który w zasadzie zawsze wychodził z takowych zwycięsko. Pewność w grze, świetna współpraca z całą formacją, skuteczność interwencji. Glik po raz kolejny pokazał, że jest stoperem europejskiego formatu.
Ashley Williams (Walia)
Trudno nie wyróżnić kogoś z defensywy Walijczyków, którzy bardzo boleśnie i bezkompromisowo obili faworyzowanych Belgów. Od lat uchodzący za lidera obrony w kadrze Ashley Williams w ćwierćfinale wzniósł się na prawdziwe wyżyny swoich umiejętności. Przypominający swoją posturą działo przeciwlotnicze stoper Swansea właśnie w taki sposób grał w piątek – niszczył rywalom skrzydła, nie pozwalał im wzbić się w powietrze. Ocenę w górę podnosi oczywiście bramka wyrównująca stan meczu, po której Walia o wiele łatwiej mogła realizować plan swojej gry.
Renato Sanches (Portugalia)
Jedno z większych zaskoczeń ćwierćfinałów. Powiedzmy sobie szczerze: gdyby nie fantastyczna postawa osiemnastolatka, Portugalia nie miałaby prawa wyeliminować Polaków z turnieju. Sanches w spotkaniu z Polską był wszędzie – świetnie spełniał zarówno obowiązki defensywne, jak i ofensywne. Zdobył bramkę, co rusz niepokoił naszą obronę, do tego sam aktywnie angażował się w odbiór piłki. Przy słabszej dyspozycji Cristiano Ronaldo na usta ciśnie się znane powiedzenie. Umarł król, niech żyje król.
Aaron Ramsey (Walia)
Będzie miała problem ostatnia brytyjska reprezentacja w zbliżającym się półfinale. Bez Aarona Ramseya triumf nad Belgią nie byłby możliwy, pomocnik Arsenalu asystował bowiem przy dwóch bramkach swoich kolegów. W taktyce drużyny Chrisa Colemana Ramsey odgrywa absolutnie kluczową rolę, będąc łącznikiem między atakiem a obroną. Belgowie nie znaleźli na Walijczyka żadnego sposobu, przybliżając go niejako do miejsca w jedenastce całego turnieju.










