Za nami kolejny weekend zmagań i emocji na angielskich murawach. Chelsea wygodnie rozsiadła się na fotelu lidera i ani myśli z niego schodzić. Piłkarze Roberto Di Matteo spokojnie i na luzie rozbili Norwich City. W pogoni za „The Blues” nie ustają oba kluby z Manchesteru, doskakując na różnicę czterech punktów. Dalej wysoko stoją akcje West Bromwich Albion Steve’a Clarke’a, które jak na razie jest prawdziwą rewelacją tego sezonu. Zaciął się za to Everton, piłkarze Davida Moyesa ledwie zremisowali z Wigan. Bohaterska obrona Częstochowy przyniosła jeden punkt także Stoke, które tym razem zatrzymało galopujących Luisa Suareza i spółkę.
Rezerwowi:
Joe Hart – pierwsze czyste konto w tym sezonie. Jego Manchester City rozjechał gładko 3:0 Sunderland, a bramkarz kadry Anglii rozegrał dobry mecz. Pewny na przedpolu, świetny refleks, zero z tyłu. Chcielibyśmy mieć w tym momencie takiego piłkołapa w polskiej kadrze. Zazdrościć Anglikom bramkarza? Paradoks historii.

Eden Hazard – nowy książę Londynu wreszcie się obudził. Razem z Oscarem i Matą zaczynają tworzyć monolit i najbardziej kreatywną drugą linię w Premier League. Belg był szybki, aktywny, świetnie rozgrywał i strzelił piękną bramkę. Renesans formy.
Johnny Evans/Patrice Evra – idą niejako w duecie, ponieważ obaj rozegrali świetny mecz przeciwko Newcastle (3:0). Bezbłędni w odbiorze, strzelili podobne gole głową, więc można ich umieścić w zestawieniu niejako w pakiecie. Plus brawa dla Evansa za fantazję i bajeczne podanie piętką do Welbecka, spartaczone przez angielskiego napastnika.
Fernando Torres – naprawdę przyjemnie jest oglądać w tym sezonie „El Nino”. Wreszcie zdobywa bramki, odzyskał swobodę w grze, znów z wrodzoną łatwością czaruje stoperów przeciwników. Świetnie współpracuje z drugą linią Chelsea. Zdobył piękną bramkę w meczu z Norwich. Prawdziwy baby face killer.
Mieliśmy już rezerwowych, teraz czas na najlepszą jedenastkę ostatniej kolejki Premier League. Ustawiliśmy ich tym razem w formacji 3-5-2:
Asmir Begović – bośniacki gigant w bramce Stoke. Wzrostem pasuje do najlepiej zbudowanej drużyny Premier League. Od tego weekendu „człowiek, który zatrzymał Liverpool”. Świetne interwencje Asmira pomogły zatrzymać rozpędzony pociąg z czerwonej części Liverpoolu, wiozący na Britannia Stadium prezent w postaci worka bramek. Dzięki Bośniakowi ładunek nie wyjechał nawet z dworca.
Branislav Ivanović – miał być stoperem w Chelsea, wyszedł z niego, delikatnie mówiąc, nie najgorszy prawy defensor. Całkiem poważnie: Ivanović jest ostoją, podporą „The Blues”, która niestrudzenie biega od pola karnego do pola karnego. Bramka oraz asysta w spotkaniu z Norwich dobitnie tego dowodzą.











