W ostatni weekend w Premier League działo się mniej niż zwykle. Ze względu na półfinały FA Cup odbyło się tylko sześć ligowych spotkań. Mimo to wybraliśmy jak zwykle jedenastkę kolejki. Postanowiliśmy również wrócić do okresu świątecznego, kiedy dla odmiany wszystkie drużyny zagrały dwa razy w ciągu kilku dni.
Jeśli chodzi o poprzedni weekend, to oczywiście największym zaskoczeniem było zwycięstwo Wigan nad Arsenalem. Nic dziwnego, że w naszym zestawieniu jest czterech podopiecznych Roberto Martineza.Po trzech przedstawicieli mają Swansea oraz dwa kluby z Manchesteru, czyli zespoły, które swoich rywali zdemolowały. Całe zestawienie uzupełniają rodzynki z WBA i Wolverhampton.
Jedenastka kolejki:
Caldwell (z lewej) ostatnio gra wspaniale i ta forma przenosi się na zespół (fot. Skysports.com)
Ali Al Habsi – już kiedyś wspominaliśmy, że Omańczyk lubi grać z najlepszymi zespołami w lidze. I z Arsenalem tę tezę potwierdził. Zatrzymał van Persiego i spółkę, w dodatku na wyjeździe, puścił tylko jednego gola, przy którym nie miał większych szans, w innych sytuacjach spisywał się bez zarzutu, wspaniale też obronił główkę Benayouna na początku spotkania.
Gary Caldwell – kapitan Wigan prowadzi swój zespół do kolejnych wspaniałych zwycięstw. Tym razem gorycz porażki musiał przełknąć Arsenal, a to, że u siebie wbił „Latics” tylko jednego gola, to również wielka zasługa właśnie Cladwella.
Vincent Kompany – Belg zagrał tak, jak nas do tego w tym sezonie przyzwyczaił, czyli po prostu wspaniale. Był nie do przejścia dla napastników Norwich, prawdziwa skała.
Jonny Evans – Irlandczyk umacnia swoją pozycję w podstawowej jedenastce z Old Trafford. Tym razem jak profesor zagrał przeciwko Aston Villi, de Gea miał dzięki temu niewiele pracy. Dodatkowo zapędzał się czasem pod pole karne rywali i asystował przy trafieniu Naniego na 4:0.
Patrice Evra – Francuz w obronie harować nie musiał, więc hasał raz po raz lewym skrzydłem. Często wychodziło z tego wiele zagrożenia pod bramką rywali, a raz nawet asysta przy trafieniu Welbecka.
Graham Dorrans – świetny mecz przeciwko QPR. West Brom dzięki zwycięstwu nad londyńczykami zapewniło sobie spokojną końcówkę sezonu i niemała w tym zasługa Szkota. Rządził w środku pola, a swoim pięknym strzałem zapewnił „Baggies” trzy punkty.
Gylfi Sigurdsson – Islandczyk w ostatnim czasie jest naprawdę w dobrej formie, od przyjścia do Swansea w ciągu pół roku wyrósł na największą gwiazdę drużyny. Tym razem zatrzymać nie mogli go obrońcy ani bramkarz Blackburn, kiedy w 37. minucie udowodnił, że lewą nogą też potrafi uderzyć, oddając piękny, techniczny strzał pod poprzeczkę.
Jordi Gomez – te 120 sekund na samym początku spotkania na Emirates Stadium było po prostu zabójcze dla gospodarzy, a Gomez cały czas był w centrum tych wydarzeń. Przy pierwszym golu asystował, drugiego strzelił już samodzielnie.
Victor Moses – on co prawda ani gola, ani asysty nie zaliczył, ale i tak został wybrany piłkarzem meczu. Nic dziwnego, z obrońcami rywali robił, co chciał, a Sagny pewnie do teraz kręci się w głowie na samą myśl o pojedynkach z Anglikiem. Raz Moses wkręcił Francuza w ziemię przy drugiej bramce, po przerwie kilka razy to powtórzył, ale zabrakło mu później wykończenia. Mimo to zagrał wspaniale.
Carlos Tevez – piłkarz kolejki.
Sergio Aguero – chciał pokazać, że nie jest gorszy od swojego rodaka i udało mu się to. Co prawda strzelił „tylko” dwa gole, ale gdyby wziąć pod uwagę ich piękno, to można by uznać remis. Poza tym „Kun” miał jeszcze niemały udział przy szóstej bramce.
Ławka rezerwowych:
Wayney Hennessey – „Wolves” niespodziewanie przywieźli punkt ze Stadium of Light, a dodatkowo nie stracili gola, co drużynie, która przed ostatnią kolejką miała najgorszą obronę w lidze, rzadko się zdarza. Duża w tym zasługa indolencji przeciwników, ale również Hennesseya, który bardzo dobrze spisywał się w bramce. Szkoda tylko, że zerwał więzadła krzyżowe i przez najbliższe pół roku go nie zobaczymy.
Bohaterowie City, czyli Carlos Tevez oraz Sergio Aguero (fot. skysports.com)
Steven Caulker – w starciu z Blackburn wygrał większość pojedynków z Yakubu, co do łatwych zadań przecież nie należy. Rządził w powietrzu, był nie do przejścia, dzięki niemu i kolegom z obrony Vorm przez 90 minut się nudził.
Nathan Dyer – niewysoki Anglik po prostu robił z rywalami z Blackburn, co chciał. Był bardzo groźny, nie dawał przeciwnikom chwili wytchnienia. Swój dobry występ okrasił golem na 2:0.
Wayne Rooney – Anglik nie składa broni w wyścigu o tytuł króla strzelców. Obecnie traci do van Persiego trzy bramki, ale przed zeszłą kolejką różnica wynosiła pięć goli. Co prawda pierwsze trafienie „Wazza” zaliczył z wątpliwego karnego, ale czy to jego wina? Z boiska zszedł na kwadrans przed końcem, a swój występ zdążył okrasić jeszcze jednym golem.
Piłkarz kolejki:
Carlos Tevez – Argentyńczyk w wielkim stylu powraca do Manchesteru City. Banita zesłany na, wydawałoby się nieuniknione, wygnanie znowu czaruje na boiskach Premier League. I to jak! Hat-trick i asysta w 81 minut przeciwko Norwich to wynik wręcz wspaniały.
Gol kolejki:
Graham Dorrans. Piękne uderzenie z 30 metrów, które dało WBA zwycięstwo nad QPR (do obejrzenia TUTAJ).
Wpadka kolejki:
Najwięcej kontrowersji wywołał chyba rzut karny dla United w meczu z Aston Villą. Niektórzy twierdzą, że sędzia dobrze zrobił, wskazując na wapno, inni, że źle, bo Young nurkował. My jednak skłaniamy się ku drugiej opinii, na pewno przeciwko byłemu klubowi Ashley mógł zachować się bardziej przyzwoicie, a nie w stylu Toma Daleya. Tak po prostu nie wypada.
Wojciech Szczęsny miał udane święta (fot. Skysports.com)
Jeśli chodzi o okres świąteczny, to tutaj jest większa różnorodność. Mimo to również jeden klub ma aż czterech zawodników – jest to Arsenal. Trzy miejsca należą do graczy Newcastle, po dwa – Fulham i Wigan. Do tego dochodzą piłkarze Chelsea, Stoke, Evertonu i Manchesteru City.
Jedenastka kolejek:
Wojciech Szczęsny – Polak ostatnie święta na pewno będzie wspominał lepiej niż Sławomir Peszko. Jego Arsenal wygrał dwa mecze, zdobył sześć punktów, a sam Wojtek zachował w obu starciach czyste konta. Co prawda przeżywał już w życiu większe obstrzały niż przeciwko Manchesterowi City i Wolverhampton, ale i tak kilka razy musiał popisać się swoimi umiejętnościami. Szczególnie jego interwencja ze starcia z tym drugim zespołem, po główce Doyle’a, palce lizać.
Branislav Ivanović – Serb zaliczył dwa udane występy, choć jego zespół stracił dwa cenne punkty w derbach z Fulham, w których sam zawodnik jednak nie zawiódł. Przeciwko Wigan Ivanović zagrał również bardzo dobrze, często zagrażał bramce rywala i w końcu trafił do siatki. Co prawda ze spalonego, ale sędzia nie widział, a gol to w końcu gol. Serb zaliczył całkiem dobre kilka dni.
Robert Huth – niespodziewanie to Niemiec strzelił dwie z trzech bramek, które zdobył jego zespół podczas okresu świątecznego. Huth był solidny w obronie i bardzo niebezpieczny pod bramką rywali, udowadniając, że przy stałych fragmentach gry w Stoke mogą liczyć nie tylko na Croucha.
Gary Caldwell – kapitan bohaterskiego zespołu Wigan w święta grał dobrze albo bardzo dobrze. Z Chelsea kierował obroną, która dzielnie broniła się praktycznie do samego końca, sam miał szansę na zapewnienie „Latics” zwycięstwa, ale zamiast tego przeciwnicy wyprowadzili kontrę i to oni zdobyli (niesłusznego) gola. Później przyszedł czas na niespodziankę i pokonanie Manchesteru United, a zachowanie czystego konta przeciwko ówczesnemu najskuteczniejszemu zespołowi w lidze może być tylko powodem do dumy.
John Arne Riise – zaliczył dwa bardzo dobre występy w barwach Fulham. Grał ja za dawnych lat, robiąc sobie z lewej strony boiska prywatną autostradę i co chwila nękając defensywę rywali. Przeciwko Boltonowi zaliczył asystę, pojedynek z Chelsea był już dużo trudniejszy, ale i tak piłkarz dał się zapamiętać z kilku świetnych wejść ofensywnych.
Theo Walcott – w meczu z Manchesterem City jedyny gol padł już po jego zejściu z boiska, ale to nie oznacza, że Anglik nie miał udziału w zwycięstwie. Skrzydłowy co chwila nękał obronę rywali, a trzy dni później z „Wolves” było jeszcze lepiej, kiedy w 11 minut wspólnie z van Persie’em rozbił praktycznie outsidera ligi. Anglik najpierw wywalczył rzut karny i czerwoną kartkę dla rywala, a 120 sekund później sam wbił gola na 2:0.
Steven Pienaar – pomocnik rodem z RPA nie mógł grać w FA Cup, więc jako jeden z niewielu graczy Evertonu zagrał w obu meczach w okresie świątecznym. I w obu, dodajmy, bardzo dobrze. Najpierw miał niemały udział w wywalczeniu punktu na Carrow Road, kiedy asystował przy drugim trafieniu Jelavicia. Poza tym był wiodącą postacią swojej drużyny, napędzał jej ataki, tak samo jak 48 godzin później, gdy „Toffees” rozbili Sunderland. Pienaar zdobył na dodatek pięknego gola. Jego brak widoczny był również w sobotę w derbach z Liverpoolem.
Hatem Ben Arfa – ostatnio Francuz jest na ustach wszystkich. W meczu ze Swansea może nie był najbardziej wyróżniającą się postacią na boisku, ale pretensji do niego mieć nie można. Natomiast w poniedziałek, kiedy jego zespołowi nie szło w spotkaniu z Boltonem, przejął w końcu piłkę na własnej połowie i przeprowadził cudowną indywidualną akcję, która dała prowadzenie jego drużynie.
Clint Dempsey – jak Amerykanin wrócił do formy, to wróciła i cała drużyna. Z Boltonem na wyjeździe był najlepszy na murawie, już przed przerwą swoimi dwoma golami zapewnił Fulham trzy punkty. W derbach z Chelsea mało widoczny, ale w najważniejszym momencie odpalił. Urwanie się obrońcom w polu karnym, wyskok do góry i precyzyjna główka w 82. minucie dały „Cottagers” bardzo cenny punkt.
Sergio Aguero – praktycznie nie było go widać w meczu z Arsenalem i to bynajmniej nie z powodu jego niskiego wzrostu. Za swoją słabą postawę zrehabilitował się jednak w pełni w spotkaniu z WBA. Wspaniała gra, okraszona dwoma bramkami i dwoma asystami – dzięki takiemu występowi Argentyńczyk trafił do naszego zestawienia.
Papiss Cisse – piłkarz kolejek.
Ławka rezerwowych:
Tim Krul – Holender również w ani jednym z rozegranych przez święta meczu nie puścił gola. W każdym z nich musiał się przynajmniej trochę wysilić. Mimo że Newcastle szybko objęło prowadzenie w spotkaniu ze Swansea, to później rywale kilkukrotnie groźnie atakowali. Natomiast w starciu z Boltonem zaraz po przerwie prowadzenie dla „Trotters” mógł zdobyć Mark Davies, gdyby nie świetna obrona Krula. Nie wiadomo, jak by się potoczyły losy spotkania, gdyby ta sytuacja skończyła się bramką.
Maynor Figueroa – Honduranin do naszego zestawienia trafił z powodów bardzo podobnych, praktycznie identycznych, co Gary Caldwell. Z tą tylko różnicą, że on kapitanem Wigan nie jest. Ale za to świetnie z nim współpracował w spotkaniach z Chelsea i Manchesterem.
Mikel Arteta – można powtórzyć – dwa bardzo dobre występy. Jego gol w końcówce meczu przeciwko City znacznie zmniejszył szansę rywali na zdobycie mistrzostwa, później Hiszpan zagrał na wysokim poziomie przeciwko „Wolves”, miał udział przy golu numer trzy.
Robin van Persie – z City jakimś cudem piłka po jego strzałach do bramki wpaść nie chciała. Na Molineux udało się od razu, bo już w 9. minucie, a Holender miał przecież udział w wywalczeniu karnego. Później jeszcze asystował przy trafieniu Walcotta, stworzył też kolegom w ciągu tych 90 minut kilka innych okazji do zdobycia gola, które ci jednak marnowali.
Piłkarz kolejek:
Papiss Cisse – łatwiej wyliczyć, jakie komplementy pod jego adresem jeszcze nie padły. Senegalczyk jest po prostu niesamowity, strzela nawet wówczas, jeśli przez cały mecz gra piach (patrz: spotkanie z Boltonem). Inaczej było ze Swansea, kiedy był po prostu wspaniały i nie do zatrzymania.
Gol kolejek:
Wspaniałym rajdem przez pół boiska i świetnym wykończeniem w meczu z Boltonem popisał się Hatem Ben Arfa. Francuz pokazał, że nie tylko Messi obecnie tak potrafi.
Wpadka kolejek:
Sędziowanie. Z listy pomyłek arbitrów po świętach wyszłaby długa litania. Niektórzy chyba zbyt hucznie świętowali Wielkanoc i przełożyło się to na ich boiskową formę. Chelsea dwa gole i trzy punkty dostała w prezencie kosztem Wigan. United miał łatwą przeprawę z QPR dzięki karnemu i czerwonej kartce na samym początku. Liverpool powinien wykonać przeciwko Aston Villi co najmniej jednego karnego, a Mario Balotelli po kilku minutach wylecieć z murawy Emirates Stadium. Włoch jest jednak niezawodny i chociaż w jego przypadku sprawiedliwości stało się zadość.