30. kolejka Premier League jak zwykle dostarczyła emocji. Mieliśmy piękne bramki, powiększenie przewagi lidera nad wiceliderem, kilka kolejnych rozstrzygnięć w walce na dole. Kto według nas był najlepszy, a kto najsłabszy w ostatni weekend? Zobaczcie sami.
Hitem miało być spotkanie na Stamford Bridge i rzeczywiście – tempo było, walka była, emocje były, tylko goli tak jakoś zabrakło. Wyróżniliśmy trzech piłkarzy biegających wtedy po murawie (dwóch z Chelsea i jednego z Tottenhamu) – jak się może domyślacie – wszystkich defensywnych. Na uznanie z pewnością zasługują dwaj zawodnicy z „Latics” oraz wygrana Wigan na Anfield. W zestawieniu nie mogło też zabraknąć Arsenalu i zabójczego niedzielnego duetu z Newcastle. Pozostałe kluby mają u nas w tym tygodniu po jednym przedstawicielu i są to: Bolton, Everton, Manchester City, Sunderland, Norwich i Stoke.
Jedenastka kolejki:

Petr Cech – to, że sobotnie derby Londynu zakończyły się bezbramkowym remisem, to głównie jego zasługa. Pod koniec pierwszej połowy świetnie zatrzymał strzał van der Vaarta, nie dał się również pokonać po przerwie. Kiedy było trzeba, popisywał się świetnymi interwencjami (m.in. po strzale z wolnego Bale’a), czasem dopisywało mu też szczęście, ale gola w końcu wbić sobie nie dał.
Kieran Gibbs – młody obrońca nie jest znany ze strzelania goli, ale tym razem, przy „pomocy” Shaya Givena, udało mu się w końcu otworzyć swoje konto bramkowe. W grze defensywnej może na początku raz czy dwa nie zdążył wrócić, gdy rywale kontratakowali, ale ogólnie spisał się bez zarzutu.
Gary Cahill – Anglik w końcu przestał trząść portkami, zeszła z niego presja i teraz gra tak, jak na środkowego obrońcę Chelsea przystało. W sobotę był jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, na boisku, popisał się fenomenalnym blokiem po strzale Adebayora.
David Wheater – po prostu bohater Boltonu. W obronie bardzo solidny, pod bramką rywala niezwykle groźny. Strzelił swoje dwa pierwsze gole dla „The Trotters”, oba niezwykle ważne, bo dały drużynie tak naprawdę nie trzy, ale sześć punktów oraz zapewniły zwycięstwo nad bezpośrednim rywalem w walce o utrzymanie miejsca w tabeli, w dodatku w derbach i to po tym, co się stało tydzień wcześniej z Fabricem Muambą.
Leighton Baines – gdy ustawia piłkę 20 metrów przed bramką, by wykonać rzut wolny, bramkarz powinien spodziewać się kłopotów. Tym razem przekonał się o tym Vorm, który po prostu nie miał szans na obronę strzału Anglika, gdyż był on tak precyzyjny. W obronie Baines, jak zwykle pewny, pomógł swojej drużynie zachować czyste konto na Liberty Stadium, co nie udało się m.in. Chelsea, Arsenalowi czy Tottenhamowi.











