Kolejka numer 26. dostarczyła nam jak zwykle masę emocji i przyśpieszonego pulsu, wrażeń było bowiem co niemiara. Zbłaźnił się Manchester City, nieoczekiwanie poległ także Liverpool. Swoje mecze wygrały za to Chelsea oraz Manchester United, który prawdopodobnie postawił decydujący krok w walce o tytuł mistrzowski. Zapraszam na najlepszą jedenastkę ostatniej kolejki Premier League.
Zacznijmy od rezerwowych:
Ben Foster – parę niezłych interwencji w sensacyjnie wygranym meczu z Liverpoolem (2:0). Nie pierwszy już raz w naszym zestawieniu.
Frank Lampard & Cesar Azpilicueta – pierwszy znów strzelił bramkę, drugi siał zamęt niczym wiatrak na swojej prawej flance, biegając niestrudzenie od jednej „szesnastki” do drugiej. Lampard był mózgiem, a Azpilicueta płucami „The Blues” w wygranym 4:1 meczu z Wigan.

Christian Benteke – stały bywalec tego rankingu. Walczył, biegał, strzelił karnego, zrobił, co do niego należało. Bohater Aston Villi numer jeden w tym przecież wyjątkowo marnym dla niej sezonie.
Podstawowa jedenastka:
Artur Boruc – umówmy się, że występ Artura nie był może jakiś wybitny, Polak nie miał bowiem wielu okazji do wykazania się, ale co miał wybronić, to wybronił. Przy golu Edina Dzeko był bez szans, w pozostałych sytuacjach bardzo pewny w swoich interwencjach. Niemniej jednak jego „Święci” sprawili niespodziankę weekendu i to wypromowało Artura do naszej jedenastki kolejki. Polak i Southampton rosną w siłę.
Gareth McAuley – nowa twarz w zestawieniu. Niezbyt znany, niezbyt popularny, a rozgrywa świetny sezon w barwach WBA. W poniedziałek strzelił śliczną bramkę na 1:0 w meczu przeciwko „The Reds”, a jego drużyna pokonała Liverpool aż 2:0. Pewny z tyłu, dołożył gola w ofensywie, występ marzenie. Brawa dla irlandzkiego stopera.
Robert Huth – gdy Niemiec strzela gola, kibice na Britannia Stadium kwitują to przeciągłym „Huuuuuuuuuuth”. Tak było i tym razem, kiedy wieżowiec z kraju Goethego zdobył piękną bramkę głową na 1:0 w meczu przeciwko Reading (2:1). Robert wielkiej kariery w barwach Chelsea nie zrobił, jednak znakomicie odnalazł się w Stoke, w którym pasuje jak ulał do tej mocno specyficznej drużyny drwali i koszykarzy.
Angel Rangel – Hiszpan z urodzenia, Walijczyk z duszy. Prawy defensor „Łabędzi” od dłuższego czasu czaruje swoją grą na Liberty Stadium. Angel tak bardzo wrósł w walijskie miasteczko, że rozważa grę dla reprezentacji tego kraju. Przeciwko QPR strzelił gola poprzedzonego ładnym rajdem na prawej flance. Swansea wygrała 4:1, a Rangel nie po raz pierwszy był jednym z bohaterów drużyny Michaela Laudrupa.













