Rozdanie numer 24 za nami. Przy stole zostali już tylko najwytrawniejsi gracze, a sytuacja zdaje się coraz bardziej klarowna. United zwiększył przewagę nad City już do siedmiu punktów, niesamowitym powrotem popisał się za to Arsenal, odrabiając dwubramkową stratę w meczu przeciwko „The Reds”. Sprawdźmy, kto błyszczał w środku tygodnia, zapierając nam dech w piersiach.
Rezerwowi:
Artur Boruc – polski diament w Premier League. Niesamowity kozak w bramce, coraz równiejsza forma. Przy obu golach bez szans, za to obrona główki van Persiego nosiła znamiona klasy światowej. Zaczyna doceniać go wreszcie angielska prasa. Serce rośnie, gdy patrzymy na Boruca w bramce „Świętych”.

Gareth Bale – szybszy niż wiatr. Bardzo dobra forma w tym sezonie zarówno jego, jak i całego Tottenhamu. Bramka Walijczyka na 1:1 uciszyła całe Carrow Road. Nie istnieją „Koguty” bez Bale’a.
Olivier Giroud – były król Montpellier powoli budzi się z letargu, udowadniając wszystkim tym, którzy postawili już dawno na niego lagę, że trochę na to jednak za wcześnie. Giroud zdobył kontaktowego gola w meczu z „The Reds” (2:2), dając katalizator swojej drużynie. Okrzepł chłopak na angielskiej ziemi.
Podstawowa jedenastka:
Julio Cesar – Włosi to sentymentalni ludzie. Mancini chciał nawiązać do tradycji świąt, które dopiero za nami, i wysłał drużynie z Loftus Road prezent w postaci worka bramek. Dzięki znakomitej postawie brazylijskiego bramkarza ten swoisty upominek od serca nie wjechał nawet na stadion. Julio Cesar to absolutny światowy top. Tylko on zablokował Borucowi wejście do jedenastki kolejki.
Ryan Shawcross – świetny w defensywie, skuteczny w ataku. Strzelił gola na 1:0 w meczu z Wigan (2:2). Coraz mniej straszy swoją brutalnością i wrodzoną skłonnością do ostrych zagrań, a coraz częściej czaruje efektywną grą. Rośnie nam nowy Rio Ferdinand i bardzo dobry reprezentant Anglii. Pasuje jak ulał do gry Stoke City.
Leighton Baines – dwie bramki w meczu z WBA, wygranym 2:1 na Goodison Park. Najlepszy lewy obrońca tej ligi. Piszę to zawsze i wszędzie, ale niepojęte dla mnie jest, że notorycznie przegrywa walkę o reprezentację Anglii z bardziej medialnym, ale gorszym Ashleyem Cole’em. Baines to świetny defensor i prawdziwy potwór w ofensywie.
Ryan Nelsen – 36 lat na karku, forma godna dwudziestolatka. Był to prawdopodobnie ostatni mecz w karierze Nowozelandczyka, gdyż został on właśnie mianowany menedżerem zespołu MLS, Toronto FC. Cała sytuacja nie jest jednak zbyt klarowna, gdyż tak naprawdę Nelsen ma wciąż ważny kontrakt z QPR i niewykluczone, że zostanie jednak w Londynie do końca sezonu i pomoże drużynie w walce o utrzymanie. Wszystko w rękach zarządu klubu i samego gracza. Nelsen to profesjonalista pełną gębą, w dalszym ciągu pokazuje młodym, gdzie ich miejsce. Pewnie dowodził blokiem defensywnym QPR w meczu z aktualnym mistrzem z niebieskiej części Manchesteru. Co prawda uciekł mu raz czy dwa Aguero, ale ogólnie Nelsen genialnie się ustawiał i skutecznie rozbijał ataki City.











