19. kolejka angielskiej Premier League była dziwna. Trochę ostatnia w roku 2011, trochę pierwsza w 2012 i tak pełna niespodzianek, a raczej, trzymając się terminologii sylwestrowej – fajerwerków – że prędko kolejnej takiej zapewne nie zobaczymy.
Większość faworyzowanych drużyn traciła punkty, nikt z czołowej czwórki (jeśli spojrzymy na tabelę przed tą serią gier) nie wygrał, jedynie Tottenham wywalczył punkt w Swansea. Nic więc dziwnego, że w naszej minikadrze aż roi się od zawodników z niżej notowanych ekip. Prawie połowę stanowią gracze dwóch ekip, które sprawiły największe z wielkich sensacji – jest czwórka z Sunderlandu i trio z Blackburn. Ci faworyci, którzy nie zawiedli, tzn. Arsenal i Liverpool, doczekali się po dwóch przedstawicieli. Tylu ma również Everton, z tą tylko różnicą, że obydwaj są w pierwszym składzie. Znalazło się również miejsce dla jednego piłkarza Aston Villi i jedynego gracza United, który w sobotę nie dostosował się do poziomu kolegów.
Jedenastka kolejki:

Simon Mignolet – Belg wskoczył do bramki w miejsce kontuzjowanego Westwooda. Sam musiał grać w masce ochraniającej nos, ale mimo to zaliczył bardzo udany występ. Może obeszło się bez spektakularnych interwencji pretendujących do miana parady sezonu i dwukrotnie uratowała go poprzeczka, ale ogólnie nie zawiódł. Był więcej niż solidny, obronił wszystko, co musiał, a kilka razy świetnie zatrzymał napastników rywali, ratując swój zespół przed utratą gola. Całkowicie zasłużył na zachowanie czystego konta w starciu z najlepszym atakiem ligi.
Craig Gardner – nominalnie to pomocnik, ale w starciu z Manchesterem City musiał zagrać na prawej obronie. I zmiana ta wyszła mu tylko na dobre. W obronie był praktycznie nie do przejścia, kilkukrotnie też popisywał się fenomenalnymi blokami po strzałach rywali.
Sylvain Distin – Francuz ostatnio imponuje formą. Tym razem, w pojedynku z WBA, był wszędzie, czyścił wszystko, był po prostu nie do przejścia, w jednej z sytuacji perfekcyjnie wymierzonym wślizgiem zatrzymał w ostatniej chwili szarżującego Odemwingiego. Przypominał ruchomą, mierzącą 191 centymetrów skałę. Wczoraj nie do skruszenia.
Chris Samba – kolejny wielki wzrostem obrońca, który zaliczył może nie wielki, ale za to bardzo dobry wysęp. W obronie przeważnie bardzo pewny, był też jednym z największych zagrożeń pod bramką przeciwnika, wszystkie stałe fragmenty gry były rozgrywane tak, by piłka spadała w okolicy Samby. Gola co prawda nie zdobył, ale wywalczył rzut karny, po którym Rovers objęli prowadzenie.
Leighton Baines – znowu wstawiamy Anglika do naszej jedenastki, ponieważ znowu na to zasłużył. Po raz kolejny pokazał to, z czego słynie w całej lidze, czyli szybkie rajdy lewym skrzydłem i pewną grę w defensywie. To wszystko złożyło się na bardzo udany występ, który znalazł uznanie w naszych oczach.











