19. kolejka Premier League za nami. Niekwestionowanym hitem tej serii spotkań okazało się starcie „Czerwonych Diabłów” ze „Srokami” na Old Trafford. Niejednego grającego, oczywiście ku uciesze bukmacherów, puściło w samych skarpetkach Stoke, pokazując liverpoolczykom z czerwonej części Merseyside, na czym polega męskie granie. Kto zasłużył na największe pochwały, a kto na dodatkowe pompki po treningu?
Kolejka numer 19, rozgrywana w Boxing Day, nie zawiodła, a prezenty przygotowane przez graczy w tym roku okazały się wyjątkowo bogate i wykwintne. Prawdziwie epicką batalię zgotowały nam ekipy Newcastle i Manchesteru United, mecz ten będzie jeszcze długo wspominany. Tottenham nie zwalnia tempa, a spokojne 4:0 zadowoliło z pewnością nawet największych malkontentów wśród fanów „Kogutów”. Nietęgą minę miał za to Roberto Mancini, którego City przegrało bardzo ważne w kontekście pogoni za United spotkanie z Sunderlandem. Swoje zrobił także Everton, przynosząc w prezencie cenne trzy punkty menedżerowi Davidowi Moyesowi. Spójrzmy zatem na naszą ławkę rezerwowych.

Brad Guzan – niełatwą robotę ma amerykański bramkarz. W dwóch ostatnich meczach puścił aż 12 bramek, a paradoksalnie był najlepszym graczem swojej drużyny. Gdyby nie on, Aston Villa straciłaby jeszcze więcej goli. Jedyny jasny punkt w degrengoladzie z Villa Park.
Morgan Schneiderlin – płuca i mózg Southamptonu. Francuz mozolnie budował swoją pozycję na St. Mary’s Stadium, rozwijając swoje umiejętności wraz z całą drużyną, pnącą się do góry małymi kroczkami w królestwie angielskiej piłki. Świetna partia w zremisowanym meczu 1:1 z Fulham. Duża przyszłość przed tym chłopakiem.

Johnny Evans – bohater i antybohater hitu kolejki na Old Trafford. Wyrównał stan meczu na 1:1, by zaraz potem wpakować piłkę do własnej bramki, przecinając strzał Danny’ego Simpsona. Niemniej jednak świetny występ, a Irlandczyk jest materiałem na następcę zarówno Vidicia, jak i Ferdinanda.
Javier „Chicharito” Hernandez – złote dziecko meksykańskiego futbolu szturmem wzięło w zeszłym sezonie Premier League. W obecnej kampanii gra jednak mniej, na stałe wrósł bowiem w rolę superzmiennika, nowego Solskjaera. Garnitur ten pasuje chyba jednak „Groszkowi” jak ulał, wywiązuje się on bowiem ze swojego zadania znakomicie, tocząc batalię wraz z Edinem Dzeko o miano dżokera numer jeden w całej BPL. W epickiej kanonadzie na Old Trafford wystąpił wyjątkowo od pierwszej minuty, ale bramkę zdobył i tak w końcówce meczu, pieczętując trzy punkty dla „Czerwonych Diabłów”.

















