Nie będę ukrywał, że ostatnia ligowa kolejka w 2012 roku była jedną z najtrudniejszych, jeśli chodzi o wytypowanie 11. kolejki. I nie był to ból głowy spowodowany nadmiarem wyróżniających się postaci, oj nie. Raczej mieliśmy do czynienia z brakiem piłkarzy, którzy wybijali się ponad przeciętność. Cóż, myślami większość graczy była już pewnie na urlopie. Na szczęście nie wszyscy.
Bramkarz:
Wojciech Pawłowski – Ten młokos wdarł się do bramki Lechii przebojem i za nic nie zamierza swojego miejsca oddawać. Czasami widać jeszcze w jego grze brak doświadczenia, ale nadrabia to młodzieńczą odwagą i często ratuje swój zespół przed utratą bramki. W meczu z Jagiellonią co prawda nie udało mu się zachować czystego konta, ale w przekroju całego spotkania spisał się naprawdę świetnie.
Obrona:

Marek Wasiluk – Lewy obrońca Śląska pojawił się na boisku dopiero w 65. minucie meczu, ale to nie przeszkodziło mu w tym, by stać się wyróżniającą postacią w meczu z ŁKS-em. Wasiluk zdobył zwycięską bramkę dla zespołu trenera Lenczyka, a to z kolei sprawia, że we Wrocławiu mogą się cieszyć już z czteropunktowej przewagi nad Legią Warszawa.
Ugo Ukah – Ten zawodnik zasługuje na ogromny szacunek. Podobnie zresztą jak cała defensywa łódzkiego klubu. Ukah gra pewnie, twardo, ale czysto. Daje spokój, jakiego potrzebuje formacja defensywna. Trener Mroczkowski dał mu szansę, a Nigeryjczyk w pełni ją wykorzystuje. W meczu z Górnikiem zatrzymał będącego w świetnej formie Nakoulmę.
Marcin Baszczyński – Powrócił na stadion Wisły w niezłym stylu. Poprawny mecz w defensywie plus kilka dobrych akcji z przodu, przy stałych fragmentach gry.
Jakub Bartkowski – Ewidentnie na zachętę. Radził sobie dobrze w obronie, prawie przez całą rundę. Widać, że się rozwija i gra coraz pewniej. Na pewno miał swój wkład w zwycięstwo Widzewa nad Górnikiem.
Pomoc:
Marek Zieńczuk – Jak się strzela hattricka w 13 minut, to miejsce w 11. kolejki ma się niejako z urzędu. Majstersztykiem była bramka na 2:0. To był pokaz doświadczenia i sprytu Zieńczuka, który zachował się tak, jakby grał całe życie na pozycji środkowego napastnika.
Adrian Budka – Płuca, serce i nie wiemy co jeszcze Widzewa. Tym razem trafił do siatki, dość przypadkowo co prawda, ale bramka się liczy.












