Właśnie skończyłem czytać autobiografię sir Aleksa Fergusona, autorstwa znanego brytyjskiego dziennikarza Patricka Barclaya (jakże wymowne nazwisko). Po tym, jak opisał on furię, w jaką potrafi wpaść SAF, wyobraziłem sobie, co musiało się dziać w szatni United po przegranym meczu z Norwich. A ci zza miedzy już zacierają ręce…
12. kolejka emocji, euforii, a także Fergusonowych suszarek za nami. Manchester City wrócił na znane sobie tory z zeszłej kampanii, deklasując Aston Villę 5:0. Nędzną passę kontynuuje za to Chelsea. Drużyna Romana Abramowicza przegrała 1:2 z rewelacją rozgrywek, West Bromwich Albion, które pod wodzą Steve’a Clarke’a prezentuje się doprawdy sensacyjnie. Takiemu stanowi rzeczy car Roman powiedział „niet” i już wiemy, że RDM pożegnał się z posadą.
John Ruddy (fot. Skysports.com)
Świat zna jednak i nie takie dziwy, dlatego nie wiadomo, dlaczego w dalszym ciągu szkoleniowcem QPR jest Mark Hughes. Gdyby to był Football Manager, straciłby pracę już z miesiąc temu. Właściciel Queens Park Tony Fernandes musi zatem wiedzieć coś, o czym my nie wiemy. Albo nie wie tego, co wiemy my, czyli że jak tak dalej pójdzie, to ta drużyna spadnie z ligi. Trzęsie się także coraz bardziej krzesło pod Alanem Pardew. Wygodnie ze szklaneczką szkockiej w dłoni może za to się rozsiąść w fotelu Sam Allardyce, bo jego West Ham wciąż zadziwia.
Jak tak dalej pójdzie, to do świąt Luis Suarez rozstrzela wszystkie drużyny w Premier League i zgłosi się po niego klub oferujący tygodniówkę rzędu 200 tysięcy funtów. Podpowiadam, iż nie będzie to Liverpool. „El Pistolero” deklaruje miłość do ekipy z Anfield, ale nie tacy jak on kochali, kochali i kochali i wiadomo, jak to się skończyło. Kto zatem zaparł nam dech w piersiach w miniony weekend, a kto spowodował masową produkcję laleczek voodoo ze swoją podobizną?
Rezerwowi:
Simon Mignolet – krótko. Kto widział, ten wie. Bronił jak w transie, to dzięki niemu Sunderland utrzymał prowadzenie 3:1 i nie oddał go aż do końcowego gwizdka. Nie pierwszy raz ten pan ląduje w naszym zestawieniu, dobry bramkarz średniego klubu.
Santi Cazorla (fot. Skysports.com)
Stephane Sessegnon – reprezentant Beninu dał czadu w ten weekend. Petarda, którą odpalił, strzelając na 3:1, porozbijała bębenki w uszach wszystkim na Craven Cottage. Doprawdy świetna gra tego ofensywnego pomocnika. Martin O’Neill wisi mu wielkie piwo.
Lukas Podolski – nasz Łukasz coraz lepszy. Lewy, fałszywy skrzydłowy, zamieniający się w napastnika. Tak gra także w kadrze Niemiec. Trochę wolny, trochę chaotyczny, ale powolutku idzie do przodu. Kolejny eksperyment Wengera, który zaczyna wypalać. Zobaczymy, czy to tendencja rosnąca czy jedynie wyjątek od reguły. Cztery gole w 11 grach, nie tak źle. Kibicujemy „Poldiemu”!
Olivier Giroud/Peter Odemwingie – obaj się obudzili, obaj strzelili kolejne gole. Giroud zaczyna przypominać tego Giroud, który trząsł całym Montpelier, a „Peter Snow” tego Petera, który czarował w zeszłym sezonie.
Rezerwowi w komplecie, czas zatem na jedenastkę herosów ostatniej kolejki Premier League:
Luis Suarez (fot. skysports.com)
John Ruddy – kolejny raz zaapeluję, aby dać mu więcej szans w kadrze. Klasę Harta każdy zna, ale John Ruddy to także poziom światowy, jeśli chodzi o piłkołapów, a zwłaszcza tych angielskich. Bezbłędny w meczu z United, zasłużył na miejsce między słupkami w naszej drużynie marzeń. Zdecydowanie, tak jak w przypadku Mignoleta, za dobry bramkarz jak na klasę tego zespołu.
Javier Garrido – no to nam się zadomowił tutaj chłopak na dobre. Nie mamy nic przeciwko. Kolejne świetne zawody w wykonaniu Hiszpana. W obronie na pięć, w ataku na solidne cztery. Były gracz City – może to go tak zmobilizowało w starciu przeciwko United?
Jose Enrique – im bliżej styczniowego okienka transferowego, tym lepszy. A zanosiło się już na to, że będzie musiał sobie szukać nowego pracodawcy. Brendan Rodgers postraszył kiedyś w wywiadzie jego oraz Stewarta Downinga, iż nie ma zmiłuj się i jeśli dalej będą słabi, to w styczniu odejdą. Hiszpan musiał się porządnie wystraszyć, bo przeciwko Wigan rozegrał kapitalne zawody, okraszając swój obfity tort piękną wisienką w postaci gola.
Shane Long (fot. skysports.com)
Per Mertesacker – blisko dwa metry solidności. Ostatnio wyznał, że na Emirates czuje się jak w domu, i bardzo dobrze, bo stoper to świetny. Troszkę trwała jego aklimatyzacja w Premier League, ale w tym sezonie monolit w obronie Arsenalu. Plus bramka na 1:0 w derbach z Tottenhamem.
Santi Cazorla – veni, vidi, vici. Przyznam szczerze, iż podchodziłem do jego transferu sceptycznie. Myślałem, że nie jest wart tych pieniędzy i to będzie akurat ten Hiszpan, który nie zaskoczy. Zwracam honor, Santi, zdobyłeś nasze serca. Mózg Arsenalu, idealnie dopełnia się wraz z cofniętym Artetą. To piłkarz, którego brakowało Arsenalowi. Na tle kolegów, tych wybitnych technicznie przecież graczy, wygląda, jakby myślał tempo, dwa szybciej. Matador, jakich mało. Reżyser wygranych derbów 5:2 z „Kogutami”.
David Silva – wszyscy zaczynali się już zastanawiać, gdzie ten David się podział? Gdyby kręcono remake „Przebudzeń” z Robertem De Niro opowiadający o ludziach budzących się ze śpiączki, to David Silva śmiało mógłby się zgłosić. Gol plus asysta podczas egzekucji Aston Villi i mały maestro ponownie czaruje.
Emmanuel Adebayor (fot. Skysports.com)
Theo Walcott – bohater przeboju The Clash „Should I Stay or Should I go?”. Do tej pory obejrzeliśmy z 346 odcinków epopei dotyczącej Theo i jego wygasającego kontraktu. Jedno jest pewne, nieważne, czy zostanie czy zmieni klub, ktoś będzie miał z niego pożytek, i to gigantyczny. Kolejny „Kanonier” w zestawieniu. Gol i asysta w meczu z Tottenhamem.
Luis Suarez – rozbójnik, jakich mało. Krnąbrny, miewa kłopoty z błędnikiem i szybko się przewraca, jeśli poczuje czyjąś rękę na plecach. Sędziowie go raczej nie lubią, gracze przeciwnych drużyn raczej też, kocha go za to bezgranicznie publiczność na Anfield. Już dziesięć goli w tym sezonie. Kibice „The Reds”, dajcie na mszę, aby go Wam nie wykupili, bo bez solidnej podwyżki dla Luisa może być trudno. Co prawda prezes Liverpoolu Tom Werner zapewnia, że dopiero co podpisano nowy kontrakt w lecie i Luis nigdzie się nie rusza, ale nie takie rzeczy już widzieliśmy.
Carlos Tevez – następny krnąbrny, do tego znany miłośnik golfa. Ulubiony film Carlosa to chyba „Mistrz kierownicy ucieka”, o czym przekonali się ostatnio policjanci w Anglii. Od tego tygodnia musi już jednak zatrudnić osobistego kierowcę, bo raczej prędko po angielskich drogach nie pojeździ. Jeśli będzie jednak dalej grał tak jak w weekend, może być spokojny o swoje zarobki i zatrudnić sobie choćby Felipe Massę. Wielki powrót do formy i dwa gole w deklasacji AV (5:0).
Shane Long – ależ on tych obrońców Chelsea przestawiał na murawie. Mały irlandzki czołg! I ten szczupak na 1:0, palce lizać. Piłkarz utalentowany, umiejący zagrać jeden na jeden, wykreować sobie sytuację do zdobycia bramki. Mocny na nogach, pokazał Davidowi Luizowi, jak gra się w Anglii. West Brom idzie jak burza!
Piłkarz kolejki (i tu mała niespodzianka):
Adam le Fondre – nie, to nie odmiana fondue ani żandarm z Saint Tropez. Nasz popularny AlF to nie dość, że rodowity Anglik, to jeszcze całkiem skuteczny snajper z Reading. „Królewscy” wygrali pierwszy mecz w sezonie (2:1 z Evertonem), a nasz Adam zdobył dwie bramki. Nic dodać, nic ująć, czekamy na więcej! Chapeu bas! A raczej good job mate!
Bramka:
Petarda Sessegnona. Zszedł do środka, odpalił, obił słupek Schwarzera i można było się cieszyć z wyniku 3:1. Futbol to taka prosta gra, nieprawdaż?
Wpadka:
Oj, Emmanuelu, coś Ty narobił? Adebayor, ilekroć gra w meczu podszytym większą dozą emocji, a nie daj Boże wspomnień i różnego rodzaju zadr z przeszłości, pęka. Po przejściu do City urządził sobie prowokację fanów Arsenalu po strzelonym golu, tym razem dostał czerwoną kartkę za brutalny faul. Bohater pierwszych 18 minut w derbach Arsenal – Tottenham. Gol na 1:0, a później czerwona kartka. Nie można odmówić klasy „Kanonierom”, ale przyznajmy uczciwie, że różnie ten mecz mógł się potoczyć. Emmanuelu, gratulacje. Ustawiłeś derby.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Właśnie skończyłem czytać autobiografię sir Aleksa Fergusona, autorstwa znanego brytyjskiego dziennikarza Patricka Barclaya (jakże wymowne nazwisko). Po tym, jak opisał on furię, w jaką potrafi wpaść SAF, wyobraziłem sobie, co musiało się dziać w szatni United po przegranym meczu z Norwich. A ci zza miedzy już zacierają ręce…
12. kolejka emocji, euforii, a także Fergusonowych suszarek za nami. Manchester City wrócił na znane sobie tory z zeszłej kampanii, deklasując Aston Villę 5:0. Nędzną passę kontynuuje za to Chelsea. Drużyna Romana Abramowicza przegrała 1:2 z rewelacją rozgrywek, West Bromwich Albion, które pod wodzą Steve’a Clarke’a prezentuje się doprawdy sensacyjnie. Takiemu stanowi rzeczy car Roman powiedział „niet” i już wiemy, że RDM pożegnał się z posadą.
John Ruddy (fot. Skysports.com)
Świat zna jednak i nie takie dziwy, dlatego nie wiadomo, dlaczego w dalszym ciągu szkoleniowcem QPR jest Mark Hughes. Gdyby to był Football Manager, straciłby pracę już z miesiąc temu. Właściciel Queens Park Tony Fernandes musi zatem wiedzieć coś, o czym my nie wiemy. Albo nie wie tego, co wiemy my, czyli że jak tak dalej pójdzie, to ta drużyna spadnie z ligi. Trzęsie się także coraz bardziej krzesło pod Alanem Pardew. Wygodnie ze szklaneczką szkockiej w dłoni może za to się rozsiąść w fotelu Sam Allardyce, bo jego West Ham wciąż zadziwia.
Jak tak dalej pójdzie, to do świąt Luis Suarez rozstrzela wszystkie drużyny w Premier League i zgłosi się po niego klub oferujący tygodniówkę rzędu 200 tysięcy funtów. Podpowiadam, iż nie będzie to Liverpool. „El Pistolero” deklaruje miłość do ekipy z Anfield, ale nie tacy jak on kochali, kochali i kochali i wiadomo, jak to się skończyło. Kto zatem zaparł nam dech w piersiach w miniony weekend, a kto spowodował masową produkcję laleczek voodoo ze swoją podobizną?
Rezerwowi:
Simon Mignolet – krótko. Kto widział, ten wie. Bronił jak w transie, to dzięki niemu Sunderland utrzymał prowadzenie 3:1 i nie oddał go aż do końcowego gwizdka. Nie pierwszy raz ten pan ląduje w naszym zestawieniu, dobry bramkarz średniego klubu.
Santi Cazorla (fot. Skysports.com)
Stephane Sessegnon – reprezentant Beninu dał czadu w ten weekend. Petarda, którą odpalił, strzelając na 3:1, porozbijała bębenki w uszach wszystkim na Craven Cottage. Doprawdy świetna gra tego ofensywnego pomocnika. Martin O’Neill wisi mu wielkie piwo.
Lukas Podolski – nasz Łukasz coraz lepszy. Lewy, fałszywy skrzydłowy, zamieniający się w napastnika. Tak gra także w kadrze Niemiec. Trochę wolny, trochę chaotyczny, ale powolutku idzie do przodu. Kolejny eksperyment Wengera, który zaczyna wypalać. Zobaczymy, czy to tendencja rosnąca czy jedynie wyjątek od reguły. Cztery gole w 11 grach, nie tak źle. Kibicujemy „Poldiemu”!
Olivier Giroud/Peter Odemwingie – obaj się obudzili, obaj strzelili kolejne gole. Giroud zaczyna przypominać tego Giroud, który trząsł całym Montpelier, a „Peter Snow” tego Petera, który czarował w zeszłym sezonie.
Rezerwowi w komplecie, czas zatem na jedenastkę herosów ostatniej kolejki Premier League:
Luis Suarez (fot. skysports.com)
John Ruddy – kolejny raz zaapeluję, aby dać mu więcej szans w kadrze. Klasę Harta każdy zna, ale John Ruddy to także poziom światowy, jeśli chodzi o piłkołapów, a zwłaszcza tych angielskich. Bezbłędny w meczu z United, zasłużył na miejsce między słupkami w naszej drużynie marzeń. Zdecydowanie, tak jak w przypadku Mignoleta, za dobry bramkarz jak na klasę tego zespołu.
Javier Garrido – no to nam się zadomowił tutaj chłopak na dobre. Nie mamy nic przeciwko. Kolejne świetne zawody w wykonaniu Hiszpana. W obronie na pięć, w ataku na solidne cztery. Były gracz City – może to go tak zmobilizowało w starciu przeciwko United?
Jose Enrique – im bliżej styczniowego okienka transferowego, tym lepszy. A zanosiło się już na to, że będzie musiał sobie szukać nowego pracodawcy. Brendan Rodgers postraszył kiedyś w wywiadzie jego oraz Stewarta Downinga, iż nie ma zmiłuj się i jeśli dalej będą słabi, to w styczniu odejdą. Hiszpan musiał się porządnie wystraszyć, bo przeciwko Wigan rozegrał kapitalne zawody, okraszając swój obfity tort piękną wisienką w postaci gola.
Shane Long (fot. skysports.com)
Per Mertesacker – blisko dwa metry solidności. Ostatnio wyznał, że na Emirates czuje się jak w domu, i bardzo dobrze, bo stoper to świetny. Troszkę trwała jego aklimatyzacja w Premier League, ale w tym sezonie monolit w obronie Arsenalu. Plus bramka na 1:0 w derbach z Tottenhamem.
Santi Cazorla – veni, vidi, vici. Przyznam szczerze, iż podchodziłem do jego transferu sceptycznie. Myślałem, że nie jest wart tych pieniędzy i to będzie akurat ten Hiszpan, który nie zaskoczy. Zwracam honor, Santi, zdobyłeś nasze serca. Mózg Arsenalu, idealnie dopełnia się wraz z cofniętym Artetą. To piłkarz, którego brakowało Arsenalowi. Na tle kolegów, tych wybitnych technicznie przecież graczy, wygląda, jakby myślał tempo, dwa szybciej. Matador, jakich mało. Reżyser wygranych derbów 5:2 z „Kogutami”.
David Silva – wszyscy zaczynali się już zastanawiać, gdzie ten David się podział? Gdyby kręcono remake „Przebudzeń” z Robertem De Niro opowiadający o ludziach budzących się ze śpiączki, to David Silva śmiało mógłby się zgłosić. Gol plus asysta podczas egzekucji Aston Villi i mały maestro ponownie czaruje.
Emmanuel Adebayor (fot. Skysports.com)
Theo Walcott – bohater przeboju The Clash „Should I Stay or Should I go?”. Do tej pory obejrzeliśmy z 346 odcinków epopei dotyczącej Theo i jego wygasającego kontraktu. Jedno jest pewne, nieważne, czy zostanie czy zmieni klub, ktoś będzie miał z niego pożytek, i to gigantyczny. Kolejny „Kanonier” w zestawieniu. Gol i asysta w meczu z Tottenhamem.
Luis Suarez – rozbójnik, jakich mało. Krnąbrny, miewa kłopoty z błędnikiem i szybko się przewraca, jeśli poczuje czyjąś rękę na plecach. Sędziowie go raczej nie lubią, gracze przeciwnych drużyn raczej też, kocha go za to bezgranicznie publiczność na Anfield. Już dziesięć goli w tym sezonie. Kibice „The Reds”, dajcie na mszę, aby go Wam nie wykupili, bo bez solidnej podwyżki dla Luisa może być trudno. Co prawda prezes Liverpoolu Tom Werner zapewnia, że dopiero co podpisano nowy kontrakt w lecie i Luis nigdzie się nie rusza, ale nie takie rzeczy już widzieliśmy.
Carlos Tevez – następny krnąbrny, do tego znany miłośnik golfa. Ulubiony film Carlosa to chyba „Mistrz kierownicy ucieka”, o czym przekonali się ostatnio policjanci w Anglii. Od tego tygodnia musi już jednak zatrudnić osobistego kierowcę, bo raczej prędko po angielskich drogach nie pojeździ. Jeśli będzie jednak dalej grał tak jak w weekend, może być spokojny o swoje zarobki i zatrudnić sobie choćby Felipe Massę. Wielki powrót do formy i dwa gole w deklasacji AV (5:0).
Shane Long – ależ on tych obrońców Chelsea przestawiał na murawie. Mały irlandzki czołg! I ten szczupak na 1:0, palce lizać. Piłkarz utalentowany, umiejący zagrać jeden na jeden, wykreować sobie sytuację do zdobycia bramki. Mocny na nogach, pokazał Davidowi Luizowi, jak gra się w Anglii. West Brom idzie jak burza!
Piłkarz kolejki (i tu mała niespodzianka):
Adam le Fondre – nie, to nie odmiana fondue ani żandarm z Saint Tropez. Nasz popularny AlF to nie dość, że rodowity Anglik, to jeszcze całkiem skuteczny snajper z Reading. „Królewscy” wygrali pierwszy mecz w sezonie (2:1 z Evertonem), a nasz Adam zdobył dwie bramki. Nic dodać, nic ująć, czekamy na więcej! Chapeu bas! A raczej good job mate!
Bramka:
Petarda Sessegnona. Zszedł do środka, odpalił, obił słupek Schwarzera i można było się cieszyć z wyniku 3:1. Futbol to taka prosta gra, nieprawdaż?
Wpadka:
Oj, Emmanuelu, coś Ty narobił? Adebayor, ilekroć gra w meczu podszytym większą dozą emocji, a nie daj Boże wspomnień i różnego rodzaju zadr z przeszłości, pęka. Po przejściu do City urządził sobie prowokację fanów Arsenalu po strzelonym golu, tym razem dostał czerwoną kartkę za brutalny faul. Bohater pierwszych 18 minut w derbach Arsenal – Tottenham. Gol na 1:0, a później czerwona kartka. Nie można odmówić klasy „Kanonierom”, ale przyznajmy uczciwie, że różnie ten mecz mógł się potoczyć. Emmanuelu, gratulacje. Ustawiłeś derby.