Tym razem naprawdę trudno było wybrać najlepszą jedenastkę minionej kolejki T-Mobile Ekstraklasy. Dlaczego? Ano dlatego, że dwa mecze ledwo nadawały się do emisji. Mowa o pojedynkach Jagiellonii z Bełchatowem i Cracovii z Polonią Warszawa, a w pozostałych spotkaniach brakowało wyrazistych postaci. Mimo to udało nam się wybrać tych kilku wyróżniających się na tle pozostałych.
Bramkarz:
Wojciech Pawłowski – to chyba jedyna pozycja, przy obsadzie której mogliśmy mówić o kłopocie bogactwa. Bo dobrze bronił też Łukasz Skorupski z Górnika i Maciej Mielcarz z Widzewa, ale jednak najlepiej, bo najskuteczniej, bronił Pawłowski. Młody golkiper Lechii ma imponujące wejście do dorosłej piłki. Odkąd stanął między słupkami gdańskiego klubu, nie wpuścił jeszcze bramki. Trzy kolejne mecze bez straty gola to bardzo dużo jak na zawodnika, który ma dopiero osiemnaście lat!
Obrońcy:

Michał Żewłakow – Pewny, spokojny, doświadczony. To chyba najlepsze określenia tego piłkarza. Daje defensywie Legii potrzebny spokój. Nie przez przypadek drużyna prowadzona przez Macieja Skorżę od czterech ligowych kolejek nie straciła bramki.
Marcin Kamiński – Może odrobinę na wyrost, może troszkę na zachętę, ale jednak zdecydowaliśmy się wyróżnić obrońcę Lecha. Dobra gra przeciwko Lechii, na zero z tyłu, kilka udanych, spokojnych interwencji. To na plus. Czasem widać jednak było nerwowość i brak doświadczenia, ale to z kolei Kamiński nadrabiał ambicją. Zresztą im wcześniej nabierze doświadczenia, tym lepiej.
Costa Nhamoinesu – W 11. kolejce TME bezsprzecznie najlepszy skrajny obrońca. Oprócz niego nie wyróżnił się na tej pozycji już chyba nikt. Poprawny występ w obronie, kilka udanych ofensywnych wejść, a do tego gol. Piłkarz Zagłębia po prostu musiał się znaleźć wśród najlepszych w minionej kolejce.
Pomocnicy:
Marko Cetković – Zdecydowanie najlepszy zawodnik meczu Jagiellonia – GKS Bełchatów. Pomocnik „Jagi” kilkakrotnie popisał się bardzo dobrymi prostopadłymi zagraniami do partnerów. Właściwie każda akcja zaczepna podopiecznych Czesława Michniewicza przechodziła przez nogi tego zawodnika. Czarnogórzec wziął na siebie ciężar gry i z tego zadania wywiązywał się wręcz wzorowo. Nie bał się dryblingu, nie bał się strzału, w ogóle się nie bał. Tylko grał. I trzeba powiedzieć, że wyszło mu to na dobre.
Janusz Gol – Człowiek, który w ostatnich tygodniach z zawodnika wyśmiewanego, trochę zagubionego, wyrasta na pierwszoplanową postać w Legii. Z Widzewem zagrał bardzo odpowiedzialnie i był jednym z głównych architektów zwycięstwa Legii z łódzkim klubem.












