Początek w Manchesterze miał wprost rewelacyjny – kiedy wszedł do drużyny z czterema bramkami w czterech kolejnych spotkaniach, zamknął usta wielu krytykom jego transferu. Od tamtego czasu trwa jednak posucha – od września Martial strzelił w lidze zaledwie jedną bramkę. Kupiony jako recepta na brak napastnika, rzucany jest przez Louisa van Gaala po skrzydłach. Czy takie powinno być jego przeznaczenie w klubie?
Kiedy Manchester United dopinał 50-milionowy transfer nastolatka (dziś już dwudziestolatka, ale w dniu transferu piłkarz miał 19 lat), cały futbolowy świat łapał się za głowy. Szerzej nieznany i wcale nie zabójczo skuteczny młokos przechodzi za taką kwotę? Ruch był postrzegany jako heroiczna próba uratowania wizerunku sztabu i zarządu klubu, do którego przymierzano w lecie wielu, ale koniec końców nie udało się sprowadzić żadnego napastnika „z nazwiskiem”.
Pierwszy mecz Martiala to domowe starcie z Liverpoolem. Jest lepszy moment na debiut w barwach klubu z czerwonej części Manchesteru niż „bitwa o Anglię”? Pewnie nie, zwłaszcza jeżeli ów debiut kończy się z fantastyczną bramką. Martial 20 minut po wejściu na murawę dostał piłkę, nie zastanawiając się długo, przedryblował całą defensywę liverpoolczyków i strzelił obok bezradnego Mignoleta niemal identycznie, jak przed laty zrobił to jego wielki rodak, Thierry Henry.
Kolejne spotkanie ligowe to dwie bramki z Southampton, po których nawet najbardziej zagorzali krytycy „Czerwonych Diabłów” zaczęli mieć wątpliwości co do słuszności swojego łajania Martiala. Na następnego gola w Premier League Francuz musiał jednak poczekać aż do 19 grudnia i przegranego spotkania z Norwich. Czy możemy znaleźć przyczynę takiego przestoju?
Filozofia bez napastnika
Anthony Martial miał być odpowiedzią na sprzedaż van Persiego i Hernandeza (nad tą sprawą pochyliliśmy się tutaj) oraz alternatywą dla Wayne’a Rooneya, który najlepsze lata wydaje się mieć za sobą, mimo zaledwie 30 wiosen na karku. Jedynym snajperem poza Anglikiem i Francuzem pozostawał James Wilson, który został jednak wypożyczony pod koniec listopada do Brighton & Hove Albion. Naturalne wydawało się więc, że nasz bohater będzie grał na dziewiątce, zresztą ten właśnie numer dostał na koszulce, co samo przez się powinno świadczyć o jego boiskowej pozycji.












