Takie to nadeszły czasy, gdy w trakcie kolejnych okienek transferowych ze zwiększającym się niepokojem zerkamy na kolejne szalone inwestycje Chińczyków. I chociaż ta myśl przychodzi nam z trudem, stajemy się coraz bardziej świadomi rosnącej potęgi. Dowodem oczywiście są mocniejsze nazwiska zawodników uciekających do chińskiej Superligi, gdyż okres, w którym „europejskich emerytów” wysyłano do Chin na dokończenie kariery, dobiega już końca. Tu już nie tylko mowa o wypalonych gwiazdach, lecz zawodnikach młodszych, takich, którymi większość europejskich klubów z pewnością by nie pogardziła. Pytanie brzmi, jak w rzeczywistości wygląda ich gra? Czy rozpatrując casusy Hulka, Teixeiry lub Pelle możemy mówić o piłkarzach, którzy zdominowali tamtejsze rozgrywki? Postanowiliśmy prześledzić występy zagranicznych gwiazd w zakończonym już sezonie Superligi.
Gwiazdy mistrza
Próbując zdefiniować czołówkę ligi, postanowiliśmy się skupić na zespołach z miejsc 1-4, zważywszy na fakt, że różnice między 5. a 16. ekipą wynosiły już tylko 13 punktów. Uznaliśmy więc, że najbardziej miarodajne będzie docenienie wysokiej lokaty klubów, które w tej dość wyrównanej lidze zdołały się wybić na tle rywali.
Na pierwszy ogień najbardziej utytułowany chiński klub ostatnich lat, Guangzhou Evergrande. Patrząc na skład, klub ten nieprzypadkowo zgarnął kolejny tytuł mistrzowski. O jego sile spośród obcokrajowców przede wszystkim decydują Brazylijczycy. Wśród nich, powinniśmy kojarzyć przede wszystkim Paulinho, niegdyś rozchwytywanego w Europie. O jego istotnej roli niech świadczy liczba rozegranych spotkań dla Guangzhou w tym sezonie – aż 47, najwięcej w zespole. Jeśli zaś były gwiazdor ŁKS-u Corinthians określić można mianem gwiazdy środka pola, głównego kreatora, to rolę jego głównych adresatów pełnią dwaj rodacy – Ricardo Goulart i Alan. Dość powiedzieć, że zabójczy duet to nic, Ci goście razem w tym roku dla swojego klubu ustrzelili ponad 40 goli. Ten pierwszy, kompletnie anonimowy, w Chinach robi furorę, zgarniając najbardziej prestiżowe statuetki. Alana kojarzy możemy już zdecydowanie bardziej. W końcu przed pięć lat bezskutecznie próbował przedostać się do bram Ligi Mistrzów w barwach Salzburga. Jak widać, na pewnym etapie już miał dość i teraz podbija Azję.
Żeby nie było, że Chińczycy inwestują cały czas mądrze, im też przytrafia się szrot. Przykład? Otóż wygląda na to, że wielkie eldorado okaże się sportową klapą dla Jacksona Martineza, którego dorobek strzelecki na tle wyżej wymienionych kolegów prezentuje się mizernie, żeby nie powiedzieć słabo. Tylko cztery bramki. To z pewnością daje do myślenia, zwłaszcza gdy przypomnimy sobie jego nieudany epizod w Atletico. Można przypuszczać, że nie tylko samo madryckie powietrze odegrało tu rolę. Ani filozofia Diego Simeone.
Aha, jeszcze w zeszłym roku w Guangzhou występował również Robinho. Zimną postanowiono się go jednak bez żalu pozbyć.
Reszta czołówki
Zimą zeszłego roku zrezygnował z Liverpoolu na rzecz Jiangsu Suning. I prawie zdołał z nim zdobyć pierwsze, historyczne mistrzostwo Chin. Zrezygnował z gry dla Juergena Kloppa, wybierając chiński ryż. Szaleniec? Wiele osób dostrzegło w transferze pewien schyłek dominacji Europy, a także porażkę futbolowych ideałów. Tymczasem były zawodnik Shakhtara nie tylko z miejsca zyskał status ligowej gwiazdy, lecz zdołał ją udokumentować dziewiętnastoma bramkami. Do pomocy z pewnością przydali mu się rodacy, i .











