Tytuł mistrza Polski zobowiązuje – przynajmniej czasowo. Triumf w rozgrywkach ekstraklasy wiąże się najczęściej z proporcjonalnym wzrostem oczekiwań wobec kolejnego sezonu. Niekiedy sukces potrafi jednak przytłoczyć. A jeśli nie on, to chociaż związane z nim reprezentowanie polskiej ekstraklasy w Europie. Sprawdziliśmy, jak radzili sobie dotąd na inaugurację nowego sezonu mistrzowie Polski, odnosząc to jednocześnie do udanego startu Jagiellonii Białystok.
Podopieczni trenera Adriana Siemieńca bezbłędnie zainaugurowali nowe rozgrywki ligowe. Niecały miesiąc po rozpoczęciu rundy jesiennej (a po trzech rozegranych spotkaniach) mistrzowie Polski każdorazowo opuszczali boisko z kompletem punktów. Białostoczanie wypunktowali już Puszczę Niepołomice (2:0), Radomiaka Radom (3:2) oraz Stal Mielec (2:0). Który z triumfatorów rozgrywek inaugurował następny sezon najlepiej? Dlaczego postawę Jagiellonii można by już dziś określić przełamaniem wstydliwego schematu?
Niepowtarzalna seria „Białej Gwiazdy”
Zacznijmy chronologicznie, od pamiętnego przykładu sprzed równo dwóch dekad – w tym przypadku przykładu absolutnie niebagatelnego. Po wywalczeniu dziewiątego w historii, a zarazem drugiego z rzędu mistrzostwa Polski „Biała Gwiazda” przystępowała do rozgrywek w roli absolutnego faworyta. Mowa tu przecież o złotych latach klubu z Krakowa, koronowanych do tego sporadyczną grą na europejskiej arenie.
Mistrzowie Polski z roku 2004 dokonali w kolejnej kampanii wyczynu wręcz niesłychanego. Otóż w ligowym sezonie 2004/2005 „Biała Gwiazda” pozostała nieposkromiona przez, uwaga, dziesięć miesięcy z rzędu. Aby zobrazować to nieco dokładniej, mowa o 22 kolejkach bez jakiejkolwiek porażki na koncie. Warto dodać, że rozgrywki składały się wówczas z 26 serii gier – do zaszczytnego miana drużyny niepokonanej zabrakło zatem całkiem niewiele.
Jak przystało na imponującą passę, również jej zwieńczenie należało do całkiem spektakularnych. Pod koniec maja „Biała Gwiazda” poległa przy Łazienkowskiej aż 1:5, ku uciesze licznie zgromadzonej, trzynastotysięcznej publiki. I choć Legia zaserwowała Wiśle prawdziwy nokaut, nic nie powstrzymało już ekipy z Krakowa przed sięgnięciem po jubileuszowe, dziesiąte mistrzostwo Polski.











