Jak obejmował Karabach, to Raków był w II lidze i nawet nie marzył o tym, że 15 lat później może mierzyć się z nim w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów. Zresztą wówczas Karabach też był w niemałych kłopotach, bo prawdziwe sukcesy przyszły dopiero za kadencji Qurbanova. Jak to się stało, że na piłkarskim pustkowiu powstał klub, o którym usłyszała cała Europa i zaczął fikać najlepszym? Nie można go nazwać jednosezonowcem, bo Karabach Agdam nieprzerwanie od dziewięciu lat awansuje do fazy grupowej europejskich pucharów. Nie udałoby się to, gdyby nie Qurban Qurbanov i jego twardy charakter. To on stoi za wszystkimi sukcesami mistrza Azerbejdżanu.
Azerski Marek Papszun na jeszcze większą skalę. Qurban Qurbanov także zaczynał praktycznie od podstaw i w Karabachu jest postacią kluczową. Wszystko jest tak, jak on chce. Na ten status jednak zapracował sobie genialnymi wynikami. Zrobić awans z klubem z Azerbejdżanu do fazy grupowej jakiegokolwiek pucharu to wielka sprawa, a zespół z Kaukazu zrobił to jeszcze w Lidze Mistrzów. Dla niego Liga Europy to normalna sprawa. Cel minimum. Zatrudniając 15 lat temu byłego piłkarza, nikt nie spodziewał się, że Karabach kilkanaście lat później będzie najważniejszą drużyną w kraju. Ważniejszą od reprezentacji.
Qurban Qurbanov – nie od razu Karabach zbudował
Przed erą Karabachu mieliśmy do czynienia z kilkoma azerskimi klubami. Były to jednak kluby zdecydowanie słabsze od naszych. Nie siały takiego postrachu jak zespół Qurbanova. Inter Baku postraszył Lecha w 2010 roku w legendarnych rzutach karnych, w których bohaterem okazał się Krzysztof Kotorowski, a w 1997 Neftci Baku zebrało niezły oklep od Widzewa, bo aż 10:0 w dwumeczu. Futbol w Azerbejdżanie powoli się odradzał po tym, jak kraj odłączył się od ZSRR, ale to, co dzieje się w ostatnich latach, jest pewną anomalią. Karabach przyszedł i zdominował nie tylko azerski rynek, ale zaczął rozpychać się w Europie.
Qurban Qurbanov przejmował popularnych „Ogierów”, gdy te miały tylko jedno mistrzostwo na koncie. Od 2014 z roczną przerwą w 2021 zdobywają nieprzerwanie mistrzostwo Azerbejdżanu. Teraz mają już 10 mistrzostw na koncie i są najbardziej utytułowanym klubem w państwie byłego ZSRR. Zdominowanie rynku azerskiego to jednak nic wielkiego. Karabach zaczął wojować także w Europie. To już było wielkim zaskoczeniem, a awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów odbił się dużym echem. Także w naszym kraju. Klub z Azerbejdżanu może, a my nie? Ten klub z Azerbejdżanu co rok awansuje do fazy grupowej.
Niemniej Qurban Qurbanov przejął Karabach w 2008 roku, a na szerokie wody zespół wypłynął dopiero w 2014 roku. Złota dekada „Ogierów”. Wcześniejsze sześć lat to było mądre budowanie podstaw. Zespół z Kaukazu powoli zadomowił się w azerskiej czołówce, aby w końcu przejąć ten rynek i ruszyć po grube ryby.
Zaczęło się powoli, od zwycięstw nad Rosenborgiem, Wisłą Kraków, Piastem Gliwice czy wreszcie Twente, żeby wejść po raz pierwszy do fazy grupowej Ligi Europy w sezonie 2014/2015. To był powolny proces. Przed tym wydarzeniem Karabach cztery sezony dochodził co najmniej do trzeciej rundy. Budował ranking i odbijał się od naprawdę wielkich klubów, jak Borussia Dortmund czy Eintracht Frankfurt.










