Jagiellonia Białystok nie zwalnia tempa. Mistrzowie rundy jesiennej wygrali trzeci mecz z rzędu. Tym razem ofiarą podopiecznych Michała Probierza był Górnik Zabrze.
Jagiellonia przed meczem z Górnikiem marzyła jeszcze o doścignięciu liderującej Wisły Kraków. Ostatnie dwa zwycięstwa, w których białostoczanie zachowali czyste konto po stronie strat, mogły rozbudzić u piłkarzy i kibiców płonne nadzieje, że jeszcze nie wszystko stracone. Zabrzanie z kolei wciąż mają szansę na europejskie puchary i również nie zamierzali odpuszczać, więc fani zasiedli na trybunach z nadzieją na emocjonujące widowisko.

Jagiellonia zaczęła powoli, starając się długo i rozważnie rozgrywać akcje. Można było dojść do wniosku, że białostoczanie podeszli do tego meczu z wielkim respektem dla rywala, lecz nic bardziej mylnego. Podopieczni Michała Probierza zostali zmuszeni do stosowania ataku pozycyjnego i już w 8. minucie mogli zdobyć gola. Po długo rozgrywanej akcji zza pola karnego huknął Tomasz Kupisz, Adam Stachowiak nie zdołał sięgnąć piłki, lecz ta odbiła się od poprzeczki i wróciła na plac gry. Kilka minut później po raz kolejny Tomasz Kupisz rozerwał szyki obronne zabrzan i po szybkiej akcji z lewego skrzydła posłał piłkę tuż obok zabrzańskiej bramki. Minęło niewiele ponad 60 sekund, a Stachowiaka strzałem z dystansu po raz kolejny przetestował Grzyb. Skończyło się tylko rzutem rożnym, ale można było wyraźnie wyczuć, że bramka dla mistrza jesieni wisi w powietrzu. Nos nie zawiódł, bo 20. minuta przyniosła bramkę. Na prawej stronie podanie otrzymał Seratlić, który łatwo poradził sobie z obrońcą Górnika i dośrodkował piłkę do Tomasza Frankowskiego, a supersnajper z Białegostoku nie zwykł marnować tak dogodnych sytuacji i z odległości pięciu metrów strzałem głową pokonał golkipera gości.
„Jaga” poszła za ciosem. Kilka chwil po strzeleniu gola groźnie z rzutu wolnego strzelał Frankowski. Później pierwszy strzał w tym spotkaniu oddali zabrzanie, lecz uderzenie Daniela Sikorskiego było zbyt lekkie, żeby sprawić problem Grzegorzowi Sandomierskiemu. Minęło zaledwie parę minut i Sikorski miał kolejną sytuację i tym razem zachował się znacznie lepiej. Napastnik Górnika doskonale wyszedł do piłki zagranej przez Roberta Jeża i w sytuacji sam na sam z golkiperem „Jagi” posłał piłkę tuż obok lewego słupka. Tym razem zabrakło dosłownie centymetrów. Później oglądaliśmy głównie walkę w środku pola, ofensywnych akcji było niewiele, a w poczynaniach piłkarzy nie było widać pasji napędzającej ich do walki o każdy kąt boiska. Trzeba jednak przyznać, że pierwsza odsłona spotkania mogła się podobać, choć oczywiście bardziej zadowoleni byli kibice Jagiellonii.











