Podopieczni Piotra Stokowca wygrali 1:0 z Widzewem Łódź. Bramkę w końcowych fragmentach zdobył Maciej Gajos, który wcześniej wszedł z ławki rezerwowych. Jagiellonia była o wiele lepszym zespołem i górowała nad łodzianami w każdym aspekcie gry.
Spotkanie w Białymstoku było dla obu drużyn bardzo ważne. Jagiellonia w przypadku zwycięstwa mogła wskoczyć do pierwszej ósemki ligowej tabeli, a Widzew miał okazję poprawić swoją trudną pozycję w dolnej części stawki. Piłkarze podeszli do tego meczu bardzo zmotywowani, chcieli osiągnąć końcowy triumf.

W pierwszych fragmentach spotkania inicjatywę próbowali przejąć piłkarze dowodzeni przez Piotra Stokowca, którzy bardzo ambitnie wyprowadzali swoje kontrataki. Jednak drużyna Widzewa Łódź grała bardzo rozważnie w obronie i nie pozwalała przeciwnikom na skutecznie rozegranie. Defensorzy gości mieli świadomość, że jeden najmniejszy błąd może pogorszyć ich sytuację, dlatego nie bali się podjąć ryzyka i próbowali również atakować. Formacja obronna Jagiellonii tworzyła monolit trudny do przejścia i trudno było się przedostać. Mimo to cały czas podopieczni Rafała Pawlaka atakowali, mając nadzieję, że uda się w końcu przełamać. Najlepszą okazję miał Eduards Visnakovs, który z okolic szesnastu metrów oddał strzał, lecz piłka minimalnie minęła światło bramki.
Jagiellonia lepiej wyglądała w budowaniu kontrataków. Mogły się podobać ich dośrodkowania ze skrzydeł, siejące spustoszenie w defensywie przeciwnika. Bardzo aktywny był Dawid Plizga, który brał udział w każdej akcji ofensywnej i bardzo ciężko pracował na boisku. Gospodarze mieli swoje sytuacje w pierwszej połowie, lecz żadnej z nich nie wykorzystali. Do przerwy na stadionie w Białymstoku kibice nie byli świadkami bramek. Mieli nadzieję, że po przerwie sytuacja ulegnie poprawie.
Po zmianie stron do ataku od razu ruszył Widzew, lecz jego pragnienie do zdobycia gola zmniejszyło się po kilku minutach, kiedy Jagiellonia zaczęła dyktować warunki gry. Białostoczanie przeważali pod każdym aspektem, ciągle próbując dośrodkowań w pole karne, lecz cały czas bramka Macieja Mielcarza była niepokonana. Golkiper Widzewa w kilku sytuacjach swoim doświadczeniem ratował zespół przed stratą gola. Z pewnością nie mógł być zadowolony z postawy swoich kolegów z defensywy, którzy popełniali liczne błędy.
Piotr Stokowiec, widząc, że czegoś brakuje w ataku jego drużyny, postanowił wpuścić Macieja Gajosa. Okazało się to chwilę później strzałem w dziesiątkę, bo ten zawodnik pokonał głową z kilku metrów bramkarza Widzewa i wyprowadził w 78. minucie Jagiellonię na prowadzenie. Goście się starali w jakikolwiek sposób odpowiedzieć przed zmianą stron, ale obrońcy białostockiej drużyny prezentowali wysoki poziom i nie pozwolili na to, aby rywale wyrównali. Widzew musiał pogodzić się z trudną rzeczywistością, która odzwierciedliła się w piątkowym meczu. Jagiellonia była lepszym zespołem w wielu aspektach i wygrała zasłużenie.











