Jagiellonia zremisowała na własnym stadionie z Górnikiem Zabrze. 1:1 to nie tylko bilans zdobytych bramek, ale też czerwonych kartek w tym spotkaniu. Dla białostoczan ten wynik może być jednak porażką, gdyż po pierwsze nie wykorzystali oni atuty własnego boiska, a po drugie przez połowę meczu grali z przewagą jednego zawodnika.
Początek spotkania nie zachwycił. Obie drużyny dość długo wchodziły w mecz. Po dziesięciu minutach marazmu zabrzanie zaaplikowali kibicom potężny zastrzyk emocji. W roli głównej wystąpił Arkadiusz Milik, który popisał się ładnym uderzeniem głową po podaniu Przybylskiego. Piłka wpadła jednak wprost w ręce dobrze ustawionego Skowrona. Kilka chwil później mieliśmy pierwszą zmianę. Kontuzji doznał sprowadzony niedawno z Widzewa Łódź Ugochukwu Ukah, którego zmienił Rafał Grzyb. Nigeryjczyk z pewnością nie zaliczy tego spotkania do udanych.

Po tej zmianie zarysowała się optyczna przewaga Jagiellonii. Trzy akcje białostoczan nie przyniosły jednak ani jednego strzału, który mógłby poważnie zagrozić bramce Łukasza Skorupskiego. Zabrzanie jeśli już poszli do ofensywy, to gospodarze przeżywali chwile grozy. W 23. minucie Milik raz jeszcze przestraszył białostockich fanów, jednak Skowron zachował czujność i wyłapał pozornie trudną do obrony piłkę.
Przysłowie mówi „do trzech razy sztuka” i właśnie za trzecim razem Milik zdobył świątynię Łukasza Skowrona. W tej akcji młody zabrzanin nie strzałem głową, a uderzeniem bezpośrednio z rzutu wolnego trafił do siatki. Bramka była dość niespodziewana, ale kibice byli jeszcze bardziej zaskoczeni tym, co wydarzyło się po chwili. Mączyński sfaulował przed własnym polem karnym jednego z piłkarzy rywali, za co od razu obejrzał czerwoną kartkę. Grający w dziesiątkę Górnik nie pozwolił się zdominować do końca pierwszej połowy i do szatni schodził z jednobramkowym prowadzeniem.
Druga połowa rozpoczęła się interesująco, Górnik nie zamierzał się bronić, a Jagiellonia nie chciała się pogodzić z brakiem punktów. Z czasem coraz bardziej widoczny był fakt, że siły nie są wyrównane. Być może właśnie to zdecydowało o błędzie defensywy zabrzan, który okazał się brzemienny w skutkach. Po dośrodkowaniu w pole karne defensorzy Górnika wybili piłkę przed „szesnastkę”, ale tam zabrakło zawodnika, który mógłby przejąć futbolówkę. Znalazł się za to Rafał Grzyb, który przyjął piłkę i uderzył ją w kierunku bramki, futbolówka odbiła się jeszcze od Makuszewskiego i Dancha, po czym wpadła do siatki.
Niewiele brakowało, by odpowiedź Górnika wstrząsnęła Białymstokiem. Jak zwykle bohaterem akcji ofensywnej był Milik, który po ciekawej akcji trafił w słupek. Zabrzanie jeszcze usiłowali dobić piłkę, ale dwie próby zakończyły się niepowodzeniem. Od tej pory na boisku rządziła już tylko Jagiellonia. Dwie dobre sytuacje do zdobycia gola miał Maciej Makuszewski, lecz młody zawodnik może tłumaczyć się brakiem szczęścia i świetnym refleksem Skorupskiego. Górnik nie potrafił przeprowadzić składnej kontry, choć miał ku temu okazje. Cieniem samego siebie był Nakoulma, który jeśli już doszedł do futbolówki, to tracił ją z dziecinną łatwością.











