Dla obu zespołów dzisiejsze spotkanie było meczem o przysłowiową pietruszkę. Było bowiem pewne, że ŁKS niezależnie od wyniku spada z ligi, natomiast Jagiellonia bez problemu się w niej utrzyma.
Jako pierwsi okazję do zdobycia bramki mieli goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego futbolówka spadła na głowę Gieragi, a po chwili znalazła się pod nogami Saganowskiego, który próbował pokonać Sandomierskiego. Górą był jednak młody bramkarz białostoczan.

Chwilę później w pole karne zagrywał Grzyb. Po zamieszaniu piłka wypadła poza „szesnastkę”, gdzie ustawiony był Marcin Burkhardt. Zawodnik „Jagi” uderzył, ale precyzja tego strzału pozostawiała wiele do życzenia.
W 23. minucie zakotłowało się w polu karnym gospodarzy. Kilku piłkarzy ŁKS-u próbowało oddać strzał, lecz za każdym razem byli blokowani przez defensorów zespołu z Białegostoku. Łodzianie chcieli godnie pożegnać się z najwyższą klasą rozgrywkową, co było widać w ich poczynaniach. Grali bardzo ambitnie i raz po raz stwarzali zagrożenie pod bramką Sandomierskiego. Momentami brakowało im jednak dokładnego ostatniego podania.
Choć optyczną przewagę mieli goście, to jednak w końcówce pierwszej połowy gospodarze stworzyli sobie najlepszą do tego momentu okazję do objęcia prowadzenia. Górną piłkę z lewej strony otrzymał Frankowski. „Łowca bramek” przyjął ją na klatkę piersiową, a po chwili pokonał golkipera łodzian. Arbiter dopatrzył się jednak zagrania ręką w momencie przyjęcia i gola nie uznał, a w dodatku ukarał „Franka” żółtą kartką.
Nim sędzia zakończył pierwszą połowę, doskonałą sytuację miał jeszcze Łukasiewicz. Z dośrodkowaniem w pole karne minął się Sandomierski. Do strzału świetnie złożył się zawodnik gości, ale trafił tylko w słupek.
Druga połowa rozpoczęła się w najgorszy możliwy sposób dla Tomasza Frankowskiego. Idol białostockiej publiczności po zagraniu Makuszewskiego próbował ręką umieścić piłkę w bramce. Nie umknęło to czujnemu oku sędziego, który bez skrupułów ukarał napastnika drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką.
Pomimo gry w osłabieniu gospodarze w 59. minucie zdołali objąć prowadzenie. Dośrodkowanie z rzutu rożnego trafiło pod nogi Pejovicia. Ten dość szczęśliwie strącił futbolówkę do znajdującego się w polu bramkowym Plizgi. Pierwszą próbę obronił Olszewski, ale przy dobitce nie miał już szans.
ŁKS ambitnie dążył do odrobienia strat. Zepchnął podopiecznych Tomasza Hajty do defensywy. Łodzianie nie musieli długo szukać wyrównującego trafienia. W 70. minucie dośrodkowanie z rzutu rożnego dotarło do stojącego na długim słupku Bonina, który pięknym strzałem z pierwszej piłki z woleja umieścił futbolówkę w bramce.











