Jagiellonia Białystok po meczu niestojącym na wysokim poziomie pokonała Arkę Gdynia 1:0. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył wprowadzony na boisko od początku drugiej połowy Marcin Burkhardt. Dzięki temu zwycięstwu piłkarze Michała Probierza zbliżyli się do Wisły Kraków na sześć punktów. Arka natomiast ma już tylko jeden punkt przewagi nad ostatnią w tabeli Cracovią.
Pierwsze kilka minut meczu to typowe badanie się obu drużyn. Z boiska po prostu wiało nudą i ciężko było o jakąś dogodną okazję dla któregoś zespołu. Pierwszą akcję w 11. minucie meczu stworzyli piłkarze Arki, a konkretnie Skela. Jednak piłka po jego uderzeniu przeleciała obok bramki Sandomierskiego. 60 sekund później futbolówka wylądowała w siatce przyjezdnych, lecz okazało się, że Tomasz Frankowski znalazł się na pozycji spalonej i bramka nie została uznana.

Od 20. minuty inicjatywę przejęła Jagiellonia i była ona bardzo blisko zdobycia gola, chociażby po strzale z rzutu wolnego przez Frankowskiego. Piłka jednak trafiła w słupek i wyleciała na boisko. Moretto mógł odetchnąć z ulgą. Piętnaście minut później odpowiedzieli gdynianie. Również z rzutu wolnego, jednak z dużo dalszej odległości na bramkę strzelał Noll. Gdyby jego strzał był bardziej precyzyjny, arkowcy mogliby się cieszyć z gola. Na przeszkodzie stanęła jednak poprzeczka. Do końca połowy nic się na boisku godnego uwagi nie wydarzyło. Jagiellonia remisowała z Arką 0:0.
Trener Michał Probierz postanowił od samego początku drugiej części gry wprowadzić na boisko Marcina Burkhardta. Zastąpił on bezproduktywnego w pierwszej połowie Makuszewskiego.
Myśląc o drugiej połowie meczu pomiędzy Jagiellonią Białystok a Arką Gdynia, nasuwają się tylko i wyłącznie terminy, które nie przynoszą chluby obu drużynom. Mówiąc bardzo delikatnie, mecz nie stał na wysokim poziomie i bardzo mało było składnych akcji zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Gra non stop była przerywana i rozpoczynana ze stałego fragmentu gry. Nasuwała się myśl, że jeśli padnie bramka, to tylko z rzutu wolnego bądź rożnego. Właśnie w 57. minucie znowu z wolnego strzelał Noll, lecz prosto w ręce Sandomierskiego. Później szczęścia szukał Skela, ale trafił w mur stworzony przez piłkarzy „Jagi”.












