Jagiellonia Białystok w meczu otwierającym 31. kolejkę PKO Ekstraklasy zremisowała na własnym boisku ze Śląskiem Wrocław. Drużyna z Podlasia nie zagrała wybitnego spotkania, jednak może sobie pluć w brodę. Chociaż w jej przypadku brak trzech punktów nie ma aż takiego znaczenia, jak dla jej rywala, który musi wygrzebać się ze strefy spadkowej.
Jagiellonia Białystok dzięki udanemu początkowi pracy Adriana Siemieńca w roli trenera oddaliła się od strefy spadkowej i w zasadzie zmniejszyła szansę na relegację do blisko 0%. Ma osiem punktów przewagi nad Śląskiem, który jest pierwszą drużyną spod kreski. „Dumie Podlasia” udało się w cztery meczy awansować z 15. pozycji na miejsce numer 8, choć teraz ze względu na remis istnieje prawdopodobieństwo drobnego spadku w tabeli. Wciąż jednak nie zagrażający Jagielloni spadkiem.
Mecz podzielony na fazy
W pierwszym spotkaniu 31. kolejki PKO Ekstraklasy ciężko jest wskazać drużynę, która była lepsza. Spotkały się dwie ekipy z pomysłem na to spotkanie, a remis jest wynikiem sprawiedliwym. Z początku kontrolę nad rywalizacją miała Jagiellonia, która naprawdę efektownie potrafiła konstruować swoje ataki. Dla białostocczan niestety nic z nich nie wychodziło, z dobrych pozycji nie było nawet celnych strzałów. Marc Gual w jednej sytuacji był bliski szczęścia, Szromnika nie było w bramce, ale musiał działać szybko, strzelać zza pola karnego i przy asyście kilku obrońców Śląska. Była to jednak dobra okazja do zdobycia bramki. No i kiedy już wydawało się, że Jagiellonia wbije piłkę do siatki wrocławian, piłkę na oślep wybił Diogo Verdasca, fatalnie zachował się Michał Pazdan, a do siatki trafił John Yeboah.
Do końca pierwszej połowy Śląsk wyszedł odważniej pressigiem i uniemożliwiał rywalom atak. W drugiej części spotkania Jagiellonia niby miała piłkę pod kontrolą, jednak kompletnie nie przekładało się to na okazje. I wtedy Victor Garcia postanowił sfaulować piłkarza Jagielloni w polu karnym. Choć z początku sędzia nie wskazał na „jedenastkę”, zmienił decyzję po interwencji VAR-u. Karnego pewnie na gola zamienił Marc Gual, i żeby podkreślić to, jak brakowało celności gospodarzom, był to pierwszy celny strzał. Aby piłkę skierować w światło bramki Szromnika, „Jaga” potrzebowała karnego, a było to już po 60. minucie. Jagiellonia odzyskała realną przewagę, ale wszystko posypało się po czerwonej kartce Pazdana i wtedy to Śląsk przejął inicjatywę.











