W trzecim spotkaniu 20. kolejki Piast Gliwice podejmuje Jagiellonię Białystok. Mecz drużyn środka tabeli, w której wyżej plasują się gospodarze sobotniego pojedynku.
Zaraz po święconce odkładamy koszyczki, łapiemy za pilota, odpalamy telewizor i włączamy mecz Piasta z Jagiellonią! Żartowałem. Świąteczną sobotę zaczynamy spotkaniem, które zapowiada się na mecz walki. A w polskiej ekstraklasie mecz walki to inaczej mówiąc, delikatna kopanina. Aczkolwiek można liczyć, że w spotkaniu Piast – Jagiellonia to gospodarze przejmą inicjatywę i postarają się o dobre widowisko. Ze strony przyjezdnych spodziewajmy się dużo zaangażowania, gdyż w grę wchodzi m.in. posada ich szkoleniowca – Tomasza Hajty.

Poprzednią kolejkę obie ekipy wspominają bardzo dobrze. Piast podejmował Lechię, Jagiellonia stołeczną Polonię, a mecze te zakończyły się wynikiem 2:0 dla gospodarzy. Dla „Piastunek” strzelali Podgórski (cudowna bramka z wolnego) i wracający do Polski Robak. Natomiast Mariusza Pawełka z Polonii pokonali Frankowski i Plizga.
Drużyna Marcina Brosza ma szczególny patent na drużyny z północy kraju – wygrywała wszystkie spotkania w tym sezonie z Lechią Gdańsk, Pogonią Szczecin, a także ze swoim jutrzejszym rywalem. Czy podtrzyma swoją serię zwycięstw? Tego z pewnością nie chce Tomasz Hajto, o którym coraz częściej mówi się, że straci swoją posadę w Białymstoku. Jednak statystyki są nieubłagane – w tym sezonie „Jaga” nie wygrała jeszcze dwóch meczów z rzędu, a przypomnijmy, że w poprzedniej kolejce pokonała Polonię…
Dodatkowo na niekorzyść gości działać będzie lista nieobecnych – oprócz leczącego poważną kontuzję Dzalamidzę na pewno nie zagrają Ugo Ukah i Dawid Plizga, którzy pauzują za kartki. Miejsce czarnoskórego obrońcy zajmie zapewne młody Adam Dźwigała, a za Plizgę zagra prawdopodobnie Tomasz Kupisz. Z kolei w drużynie z Gliwic nie zobaczymy na boisku Wojciecha Kędziory (jego w tej rundzie nie zobaczymy już wcale), Jakuba Świerczoka, Mido i Alvaro Jurado.

Szczególną uwagę podczas oglądania tego spotkania należy zwrócić na niewysokiego snajpera w żółto-czerwonej koszulce. Ten niepozorny strzelec ma okazję zapisać się w annałach polskiej piłki złotymi literami. Kim jest ten zawodnik i czego może dokonać? To oczywiście Tomasz Frankowski, którego dzieli już tylko jedna bramka od podium najlepszych strzelców wszech czasów na polskich boiskach. Czy ta sztuka mu się powiedzie?











