Jagiellonia Białystok pokonała na wyjeździe Lechię Gdańsk 1:0. Jedyną bramkę zdobył Grzegorz Rasiak.
Spotkanie Lechii z Jagiellonią nie zapowiadało się szczególnie interesująco. Goście słyną w polskiej lidze ze słabej postawy na wyjazdach, za to gospodarze znajdują się w niespecjalnie dobrej dyspozycji. Pierwsze minuty potwierdziły te przypuszczenia. Na murawie królowały nieporadność i niedokładność. Za to jakiekolwiek zagrożenie pod którąś z bramek wynikało z błędów obrońców, a nie składnych akcji zawodników ofensywnych.

Początkowo dominowali gospodarze, lecz mieli problemy z przełożeniem przewagi w posiadaniu piłki na konkretne akcje. Najaktywniejszym graczem był zdecydowanie Traore, który raz po raz niepokoił defensywę ekipy z Białegostoku.
W 17. minucie doszło do spięcia pomiędzy wspomnianym wyżej graczem Lechii a Alexisem Norambueną. Traore przeszkadzał Chilijczykowi przy wznowieniu gry z autu, za co ten odpłacił się odpychaniem rywala, sytuacja zakończyła się uderzeniem, po którym Alexis padł na murawę. Sędzia okazał się jednak wyrozumiały i nagrodził obu krewkich zawodników tylko żółtymi kartkami.
W 20. minucie zrobiło się groźnie po rzucie wolnym wykonywanym przez Traore, jednak piłkarz Lechii minimalnie przestrzelił. Chwilę później doskonałe podanie w polu karnym otrzymał Ivans Lukjanovs, który uderzył obok interweniującego Ptaka, lecz zrobił to zbyt lekko i defensorzy Jagiellonii zdołali zablokować strzał.
W 31. minucie na prowadzenie mogli wyjść goście. Tragicznie zachował się Janicki, który praktycznie wystawił piłkę Tomaszowi Kupiszowi, ten wyszedł sam na sam z bramkarzem gdańszczan, jednak Wojciech Pawłowski popisał się kapitalną interwencją i zapobiegł utracie bramki.
Siedem minut później okazję na zdobycie gola mieli gospodarze. Po dośrodkowaniu Traore zakotłowało się w polu karnym „Jagi”, z piłką minął się Łukasz Surma i instynktownie odbił ją bramkarz gości. Początek drugiej połowy wiązał się z intensywniejszym atakami Lechii. Trzy minuty po wznowieniu gry strzał oddał Lukjanovs, lecz Ptak pewnie złapał piłkę.
Niedługo później swojego szczęścia spróbował Tadic, który musnął futbolówkę po prostopadłym podaniu Traore, lecz nie wystarczyło to do zdobycia gola. Przez długie fragmenty gry na murawie nie działo się nic specjalnego. Obie drużyny próbowały uderzeń z dystansu, co nie przynosiło praktycznie żadnego efektu. Do tego masa nieudanych zagrań, jak choćby uderzenie z rzutu wolnego etatowego wykonawcy stałych fragmentów gry w ekipie Lechii zakończone trafieniem w… jednoosobowy mur.











