Jagiellonia Białystok pokonała Lecha Poznań 2:0. Gospodarze wygrali po raz pierwszy od czasu, gdy ich szkoleniowcem jest Tomasz Hajto. Nerwowo może być za to w Lechu Poznań, gdyż goście praktycznie stracili szansę na awans do europejskich rozgrywek przez rozgrywki ligowe.
Ciężko było wskazać jednoznacznego faworyta tego spotkania. Gospodarze pod wodzą Tomasza Hajty zdobyli zaledwie jeden punkt, jednak ich gra predysponowała do znacznie większej zdobyczy. Najbardziej kulała defensywa, głównie przez tragiczną formę Gusicia i Nawotki. Z tego powodu obu tych graczy zabrakło w pierwszym składzie Jagiellonii. Goście za to przeżywają poważny kryzys i wątpliwe jest, by mieli szybko z niego wyjść.
Od początku do ataku ruszyli gospodarze. Już w drugiej minucie znakomitą sytuację miał Makuszewski. Najpierw ładnym zagraniem do Pejovicia popisał się Dżalamidze, jednak gdy ten spróbował podać do wspomnianego wcześniej Polaka, zrobił to zbyt niedokładnie i minął się z piłką. Chwilę później groźnie było pod bramką Sandomierskiego. Po rzucie różnym najwyżej w polu karnym wyskoczył Artiom Rudniew, jednak jego strzał minimalnie minął słupek.
W 14. minucie na strzał z dalszej odległości zdecydował się Makuszewski. Zawodnik ten od początku spotkania był niezmiernie aktywny, jednak tym razem nie zdołał odpowiednio przymierzyć i nie trafił.
Jedenaście minut później ładną akcję przeprowadził trójkąt ofensywny Lecha, Stilić – Ubiparip – Rudniew, jednak pomimo świetnych zagrań partnerów ten ostatni nie popisał się w końcowej fazie i zmarnował dogodną okazję.
Niewykorzystana sytuacja zemściła się błyskawicznie. W 30. minucie kolejnym dobrym zagraniem popisał się Makuszewski, który podał do Kupisza, a ten wystawił piłkę znajdującemu się w polu karnym Tomaszowi Frankowskiemu, a ten spokojnie zdobył bramkę, wykorzystując bierność defensorów Lecha.
Tuż przed przerwą „Kolejorz” zdobył gola, jednak sędzia zdecydował się odgwizdać spalonego. Po analizie powtórek należy przychylić się do decyzji arbitra.
W 41. minucie Tomasz Frankowski mógł podwoić swój dorobek. Po rzucie rożnym zakotłowało się w polu karnym Lecha i to właśnie napastnik Jagiellonii odnalazł się najlepiej w tym chaosie. Zabrakło jednak dokładności i pierwsza część gry zakończyła się wynikiem 1:0.
Druga połowa nie zaczęła się zbyt efektownie. Tomasz Hajto, pamiętający błędy z poprzednich meczów, nakazał swoim podopiecznym uściślenie defensywy, a że rywale nie mieli specjalnego pomysłu na sforsowanie defensywy gospodarzy, to mecz w tym fragmencie nie prezentował się zbyt efektownie.
W 62. minucie czujność w bramce zachował Grzegorz Sandomierski, popisując się cudowną paradą po uderzeniu z dalszej odległości Marcina Kamińskiego. Chwilę później spory błąd popełnił Luis Henriquez, który musiał naprawiać Jasmin Buric śmiałym wyjściem. Bramkarz zdołał uprzedzić nabiegającego Makuszewskiego.
W 74. minucie kolejną znakomitą okazję miał Frankowski. Po raz kolejny odnalazł się w polu karnym i uderzył z woleja, ale przebłysk geniuszu Buricia uchronił Lecha przed utratą bramki.










