Nawet takiego twardziela jak Jacek Góralski spotkała kontuzja. Niestety podobnie jak u Krystiana Bielika okazała się na tyle poważna, że „Góral” może zapomnieć o Euro. Nie jest to dobra informacja dla nowego selekcjonera, Paulo Sousy, któremu wylatuje kolejny piłkarz przed ważnym turniejem.
Dzisiaj PZPN podał informację, że Jacek Góralski zerwał więzadło krzyżowe przednie i czeka go wielomiesięczna przerwa od gry. Zresztą nazwa więzadła nie kojarzy się nam dobrze, bo w ostatnich tygodniach z powodu podobnych problemów wyleciał Krystian Bielik. Cała sytuacja stała się podczas spotkania treningowego Kajratu Ałmaty z białoruskim Ruchem Brześć. Niestety, ale według lekarza naszej kadry, Jacka Jaroszewskiego, Góralskiego na 100% ominie Euro.
Nawet Jacka Góralskiego spotykają kontuzje
Włosi nazwali go piłkarskim brutalem po tym, jak bezpardonowo wjechał w nogi Lorenzo Inisgne. W Polsce był jednak bardzo ceniony pomimo tego, że gra w dość niepopularnej lidze kazachskiej. U Jerzego Brzęczka miał pewne powołanie, ale był także ważną postacią w szatni. Na boisku przede wszystkim nieustępujący i nieodpuszczający do samego końca. Takich zawodników jest już coraz mniej w nowoczesnym futbolu. Gdy gdzieś się gotowało na murawie, to zawsze był tam „Góral”, dlatego został jednym z największych wygranych kadencji Jerzego Brzęczka.
Jacek Góralski obierał dosyć nietypowe kierunki swojej kariery. W 2017 roku przeniósł się z Jagiellonii do Ludogortsa Razgrad. Zdobył ze swoim klubem jedno mistrzostwo Bułgarii, a nawet udało mu się zagrać w Lidze Europy. Jego największym sukcesem było jednak powołanie do reprezentacji Adama Nawałki na mundial. W spotkaniach z Senegalem i Japonią rozegrał po 90 minut.
Na początku 2020 roku zdecydował się obrać jeszcze bardziej egzotyczny kierunek dla polskiego kibica. Przeniósł się do Kajratu Ałmaty, a ostatnio zdobył nieoczekiwane mistrzostwo, będąc jednym z najważniejszych graczy. Rozegrał 11 spotkań, w których zaliczył jedno ostatnie podanie. Ponadto zdobył pięć żółtych kartek, co jest dla niego powszechne, wręcz jego znakiem rozpoznawalnym – ale za to go pokochaliśmy.











