Kolejne Campeonato Sudamericano de Selecciones za nami. Teraz pora na komentarze i opinie specjalistów w tej dziedzinie. Zespół redakcyjny iGol.pl zdecydował się namówić na wyrażenie swojej opinii na tematy związane z Copa America komentatora TVP Sport, Macieja Iwańskiego. Według dziennikarza, największym rozczarowaniem całego turnieju była postawa Argentyny, natomiast objawieniem była gra Wenezueli. Komentator relacjonujący większość meczów tegorocznych mistrzostw Ameryki Południowej zdradził też, że trzymał kciuki za reprezentację Urugwaju.
Turniej Copa America za nami. Jakie są Pana wrażenia po triumfie Urugwaju w całych rozgrywkach?
Od ubiegłego roku trzymam kciuki za ten zespół. Nie chodzi tylko o walory piłkarskie, choć wrażenia z jego występów i wywiadów z zawodnikami były wyjątkowe. Świetne osoby. Urugwajczycy to bardzo rodzinni, zżyci ze sobą i wspierający się ludzie, dumni z własnych i piłkarzy osiągnięć. Dlatego miałem nadzieję, że to będzie ich dobry turniej, choć przed jego startem wiele wskazywało na to, że nie będą grali głównych ról – Godin kontuzjowany, Forlan bez formy, Muslera miewa wielkie chwile, ale i czasem gra poniżej poziomu kolegów. Tymczasem Victorino, a potem znakomity Coates załatwili problem w obronie: Forlan zagrał jak przed rokiem, a Muslera rozegrał wielki mecz wtedy, kiedy było trzeba, czyli z Argentyną. Bez dwóch zdań Oscar Tabarez jest dziś selekcjonerem doskonałym. Gdy ogrywa się Argentynę na jej stadionie, triumf w turnieju jest w pełni zasłużony.
W mediach wciąż jest głośno o słabej postawie Brazylijczyków oraz Argentyńczyków podczas 43. edycji Copa America. Czy słusznie podejmuje się temat drużyn, które rozczarowały?

Pewnie. Nie może być inaczej. Jeszcze długo będzie się wypominało jednym i drugim fatalną grę i wynik. Przecież dla Brazylii to najgorsze mistrzostwa w historii. Argentyna zaś po to organizowała Copa America, by zdobyć złoto.
Zaskoczeniem i chyba też objawieniem całych rozgrywek była postawa reprezentacji Wenezueli. Proszę o komentarz dotyczący tej drużyny.
Tego, co zrobiła Wenezuela, nie spodziewał się nikt. Cesar Farias, człowiek zaledwie 38-letni, zbudował świetny zespół. Nie ma przypadku w tym historycznym sukcesie drużyny z kraju, gdzie kocha się baseball. Jej siłą był wyrównany skład, wiele opcji personalnych w pomocy i ataku oraz brak kompleksów. Gorzej z obroną, bo w meczu o trzecie miejsce Rey zastępujący Perrozo zawiódł, ale i tak ten turniej to wielki sukces Wenezuelczyków. Oni wierzyli w siebie od początku do końca. Potrafili zdominować każdego rywala, ale zawiodła skuteczność. Gdyby nie Justo Villar i błąd sędziego, graliby zamiast Paragwaju w wielkim finale… Zapowiadają awans na mundial, będzie więc więcej okazji, by ciepło o nich mówić, jeśli potwierdzą swój wielki skok naprzód regularnością w eliminacjach. Zyskali szacunek i siłę wewnętrzną.












