Strzelając wczoraj gola otwierającego wynik meczu z Wigan Athletic, Branislav Ivanović podniósł stan swojego konta bramkowego w tym sezonie do pięciu trafień – to o jedno mniej niż w jego najlepszym dotychczas, poprzednim sezonie. Warto zaznaczyć, że była to jego czwarta bramka w sześciu ostatnich występach, co jest imponującym wynikiem jak na obrońcę.
Wcześniej 28-latek trafił w dogrywce arcyważnego meczu z Napoli, dzięki czemu londyńczycy awansowali do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Nieco ponad dwa tygodnie później defensor dwukrotnie pokonał bramkarza Aston Villi, dokładając swoją cegiełkę do wywalczenia przez „The Blues” istotnych punktów.
– Czasami tak się dzieje. Czujesz się inaczej i wiesz, że możesz zdobyć bramkę – powiedział z ulgą Ivanović po zakończeniu meczu z Wigan.
Jak się okazało, jego gol nie powinien zostać uznany, ponieważ znajdował się na spalonym. Sam zawodnik nie był w stanie jednak skomentować decyzji sędziego:

– Nie widziałem całej sytuacji, byłem skupiony na tym, aby umieścić piłkę w siatce. Szczerze mówiąc, ten mecz był dla nas bardzo trudny. O wiele trudniejszy niż się spodziewaliśmy. Wigan rozegrało znakomite spotkanie, ale udało nam się zdobyć bramkę w ostatniej minucie i dzięki temu wywalczyliśmy cenne trzy punkty.
– To było trudne, ponieważ w pierwszej połowie nie graliśmy dobrze. Wiedzieliśmy, że musimy strzelić, ale obrona Wigan prezentowała się świetnie. W pierwszej połowie nie mieliśmy wielu szans do zdobycia bramki.
– Fernando znów był bliski strzelenia gola. On zasługuje na mnóstwo trafień, zagrał znakomicie. Dużo biegał i dodawał nam energii. Myślę, że on będzie wciąż lepszy i lepszy.
– Wygraliśmy wiele spotkań po zmianie trenera. Po paru meczach znów uwierzyliśmy w siebie. Uwierzyliśmy, że zasługujemy na miejsce gwarantujące grę w przyszłorocznej Lidze Mistrzów. Uwierzyliśmy, że możemy wygrać FA Cup i Champions League. Musimy wygrać jeszcze wiele spotkań, ale postaramy się tego dokonać.











