Już tylko godziny dzielą nas od derbów Manchesteru! Cały piłkarski świat o 21:00 zwróci oczy na miasto północno-zachodniej Anglii. Siedzący w fotelu lidera zespół „Czerwonych Diabłów” wybierze się na Etihad Stadium, by zagrać z Manchesterem City. Po raz pierwszy mecz pomiędzy tymi dwoma drużynami będzie miał tak olbrzymie znaczenie. Relacja LIVE z tego spotkania rozpocznie się już o godzinie 18:00 w poniedziałek.
Do końca sezonu pozostały trzy kolejki. Manchester United ma nad „The Citizens” trzy oczka przewagi. Dla obydwu zespołów komplet punktów zdobyty podczas poniedziałkowego starcia ma istotne znaczenie i może przybliżyć City bądź United do tytułu mistrzowskiego. Jeśli podopiecznym Manciniego uda się pokonać odwiecznego rywala, to wskoczą na pierwszą pozycję z powodu lepszego bilansu bramkowego i zostaną im do rozegrania dwa mecze (Newcastle na wyjeździe i QPR u siebie). Jeśli natomiast starcie wygrają piłkarze sir Aleksa Fergusona, kwestia tytułu będzie niemalże rozwiązana. Z sześcioma punktami przewagi „Czerwonym Diabłom” wystarczy jeden punkt, który będą mogli zdobyć ze Swansea na Old Trafford lub z Sunderlandem na wyjeździe.
Jak do tego doszło?

Pisząc o nadchodzącym spotkaniu, nie można zapomnieć o pierwszym z meczów pomiędzy tymi drużynami w lidze (relację z tamtego wydarzenia możecie przeczytać tutaj). Spotkanie rozegrane 23 października 2011 roku zostanie zapamiętane przez kibiców obu klubów na długie lata bez względu na to, jak zakończy się poniedziałkowy szlagier. Manchester United przegrał na własnym stadionie aż 1:6. Dla jego fanów było to największe upokorzenie w epoce Premier League, dla sympatyków „The Citizens” – powód do chluby, układania zgryźliwych przyśpiewek i żartów. Przed meczem zupełnie nikt nie spodziewał się, że taki rezultat jest w ogóle możliwy. Jednak był. City umocniło się na szczycie tabeli i od siódmej kolejki przez 27 rund wygodnie spoglądali na swojego utytułowanego rywala z pozycji lidera. „Diabły” jednak dotrzymywały kroku i dopięły swego w 28. kolejce. W równolegle odbywających się spotkaniach 11 marca Manchester United pokonał WBA na Old Trafford, a Manchester City sensacyjnie poległ na Liberty Stadium w meczu z beniaminkiem. Od tamtego momentu miało być już z górki…
Mówimy oczywiście o 19-krotnym mistrzu Anglii. United odzyskali fotel lidera na dziesięć spotkań przed zakończeniem sezonu i wydawało się, że wszystko potoczy się po myśli klubu z Old Trafford. Czyli tak jak zwykle. Na początku było obiecująco. Jeszcze w marcu „The Citizens” gubili punkty ze Stoke i Sunderlandem, a na początku kwietnia polegli na Emirates. United nie dawali ekipie Manciniego złudzeń i powiększyli swoją przewagę do ośmiu punktów, pokonując po drodze Wolves, Fulham, Blackburn oraz QPR. Na sześć kolejek przed końcem mieli osiem punktów przewagi, ale wtedy to piłkarze sir Aleksa Fergusona ulegli presji, którą umiejętnie ze swoich piłkarzy próbował zdejmować Mancini. „Czerwone Diabły” sensacyjnie przegrały z Wigan Athletic, by dwie kolejki później wypuścić trzy punkty i zmarnotrawić w trzy minuty dwubramkowe prowadzenie z Evertonem (historia lubi się powtarzać). W tym samym czasie Manchester City w trzech meczach zdobył komplet punktów, pakując rywalom 12 goli i tracąc przy tym zaledwie jednego.












