Za nami drugi weekend Italiady, która obfitowała w dwa hitowe spotkania. W pierwszym z nich w iście spektakularnym stylu Juventus pokonał Napoli, z kolei w derbach Rzymu padł remis. Ponadto dobry start kontynuują Torino oraz Inter, a Domenico Berardi deklasuje ekipę Polaków. To i jeszcze więcej w podsumowaniu 2. kolejki.
Ten, kto uważał, że liga włoska nie dostarcza tylu emocji co Premier League czy La Liga, powinien jak najszybciej spojrzeć na wyniki i tabele rozgrywek w Italii. Piłkarze znów nas nie zawiedli i zaserwowali nam sporą dawkę wrażeń oraz zwrotów akcji. Kibice nie mogli również narzekać na liczbę bramek, a biorąc pod uwagę średnią goli na mecz wynoszącą 3,9, śmiało wysuwają się wnioski, że Serie A staje się ligą niezwykle atrakcyjną. Gdy do tego dołączyć gwiazdy światowego futbolu na co dzień reprezentujące włoskie drużyny, otrzymamy prawdziwie teatralny majstersztyk.
Apogeum emocji i comeback Napoli
To, co działo się w Turynie podczas 2. kolejki Serie A, przeszło najśmielsze oczekiwania. Takiego widowiska pełnego dramaturgii z pewnością nikt się nie spodziewał. Owszem, pojedynki pomiędzy Juventusem a Napoli od zawsze cieszyły się największą oglądalnością, lecz teraz piłkarze dostarczyli swoim fanom i również całej Europie fantastycznego show. Można by nawet powiedzieć, że najlepsi reżyserzy nie pogardziliby takim scenariuszem, który na Allianz Stadium napisał piłkarski los.
„Stara Dama” już od pierwszych minut narzuciła swoje warunki przyjezdnym. Strzelecki festiwal rozpoczął Danilo, który w 15. minucie zastąpił kontuzjowanego Mattię De Sciglio. Prawdziwe wejście smoka i sprowadzony z Manchesteru City Brazylijczyk strzela w debiucie pierwszego gola. Nie minęło kilka minut, a Gonzalo Higuain przypomina o sobie turyńskim kibicom. Napoli z Piotrem Zielińskim w składzie i nieobecnym Arkadiuszem Milikiem, jakby zahipnotyzowane, tuż po przerwie dostawało kolejne baty. Tym razem katem „Azzurrich” był nie kto inny jak sam Cristiano Ronaldo.
Jednak radość „Bianconerich” nie trwała długo, chwilę później kontaktowego gola zdobył bowiem nowy nabytek Napoli, Kostas Manolas. Grek dał nadzieje niebieskiej części publiczności na odwrócenie losów meczu. Dobrym przeczuciem kierował się Carlo Ancelotti, który wprowadzając Hirvinga Lozano tuż po zmianie stron, mógł cieszyć się z kolejnej bramki. Zakupiony z PSV Eindhoven Meksykanin odpłacił się szkoleniowcowi za daną mu szansę. Warto dodać, że przy uderzeniu Lozano swój udział miał polski pomocnik, zaliczając asystę. Po drugiej stronie Wojciech Szczęsny, który wbrew pozorom rozgrywał dobry mecz, lecz w tym spotkaniu czyste konto nie było mu pisane. W 81. minucie skapitulował po raz trzeci, gdy Giovanni Do Lorenzo w dramatycznych okolicznościach doprowadza do wyrównania. Euforia w obozie Napoli, niedowierzanie na twarzach gospodarzy. „Bianconeri” po swoich błędach w szybkim tempie roztrwonili trzybramkową przewagę.
Emocji zaplanowanych na sobotni wieczór jeszcze nie był koniec. W doliczonym czasie gry Kalidou Koulibaly, po rzucie wolnym egzekwowanym przez Miralema Pjanica, niefortunnie skierował piłkę w stronę własnej bramki. Tego nie da się opisać słowami, ile zwrotów akcji oraz napięcia towarzyszyło w tym hicie kolejki. Obrońca tytułu szczęśliwie zwyciężył z wicemistrzem poprzedniego sezonu. Bynajmniej nie można odmówić hartu ducha zawodnikom Ancelottiego, którzy niczym feniks z popiołów wrócili do gry i zaliczyli niesamowity comeback. Aczkolwiek fortuna tego dnia była po stronie Juventusu.











