Kibice, którzy sympatyzują z piłkarską reprezentacją Włoch, od jakiegoś czasu mają powody, aby wierzyć w to, iż przyszłość mistrza Europy z 1968 roku może rysować się w jaskrawych barwach. Wszystko to jest konsekwencją zmiany na stanowisku opiekuna drużyny narodowej. Nie tak dawno minął rok od kiedy selekcjonerem „Squadra Azurra” został Cesare Prandelli. Trener, który wcześniej był utożsamiany przede wszystkim z pracą w ACF Fiorentina, teraz ma za zadanie, aby dowodzeni przez niego piłkarze odnieśli sukces na imprezie, która już za niespełna rok odbędzie na stadionach w Polsce i na Ukrainie. Czy mu się to uda? Tego nie wiadomo, ale można już teraz przeanalizować dotychczasową pracę trenera, który lada chwila skończy 54 lata.
Cesare Prandelli to postać nietuzinkowa. I to nie ze względu na to, że robi szum w mediach. Wręcz przeciwnie. Do tej pory każdy selekcjoner reprezentacji Włoch był na świeczniku. Prandelli to człowiek, który ceni sobie swoją prywatność. We włoskich mediach znalezienie czegoś na temat życia prywatnego trenera jest w istocie raczej niemożliwe. Od czasu do czasu znajdzie się jakiś paparazzi, który zrobi fotkę trenerowi, aczkolwiek nigdy nie zdarzyło się, aby spowodowała ona jakąkolwiek aferę. Obecny szkoleniowiec czterokrotnego mistrza świata jest poukładany, wręcz pedantyczny we wszystkim, co robi. I to się przydaje w pracy trenerskiej.
Pierwszy mecz włoskiej reprezentacji pod dowództwem Prandellego nie był wymarzony. Ba, można nawet uznać, że były to złe miłego początki. Porażka z zespołem Wybrzeża Kości Słoniowej dała selekcjonerowi wiele do myślenia. Warte odnotowania jest to, że każdy do kadry miał otwarte drzwi i wchodził w jej szeregi z przysłowiową „czysta kartką”. Nie miało znaczenie, że Balotelli czy Cassano to, nie ma co ukrywać, enfant terrible całego calcio. W kadrze otrzymali szansę i trzeba przyznać, że ten drugi piłkarz chyba ją wykorzystuje. Dla wychowanka AS Bari występy w reprezentacji kraju są czymś wyjątkowym, a grę z herbem Włoskiej Federacji Piłkarskiej traktuje niezwykle poważnie.
Analizując tę reprezentację, którą prowadzi urodzony w Orzinuovi trener, warto odnotować, iż wystąpiło w niej do tej pory 29 zawodników. W porównaniu z polskim selekcjonerem widać kolosalną różnicę. Być może jest to spowodowane tym, że piłkarze z Półwyspu Apenińskiego muszą wywalczyć sobie awans na Euro 2012, natomiast nasi gracze mają już to zapewnione z racji tego, iż są gospodarzami całej imprezy, ale mimo wszystko jest to ciekawe…
Trener Włochów od początku wiedział, że w bramce numerem jeden będzie Gianluigi Buffon. Jego zmiennikami są odpowiednio – nowy nabytek PSG – Salvatore Sirigu i prawdopodobnie drugi bramkarz Interu Mediolan, Emiliano Viviano. W obwodzie pozostają jeszcze tacy fachowcy od bronienia bramki, jak Morgan De Sanctis czy Federico Marchetti. Tu można zatem powiedzieć, że selekcjoner z obsadą bramkarza kłopotów mieć nie powinien. Zresztą o tym, jakie umiejętności ma Salvatore Sirigi, wszyscy uważni kibice mogli przekonać się w ostatni weekend, gdy jego obecna drużyna grała z Rennes. Gdyby nie talent tego 24-letniego bramkarza, można przypuszczać, że zespół ze stolicy Francji opuszczałby murawę bez zdobyczy nawet jednego punktu. Jednakże były już golkiper Palermo udowodnił, iż pieniądze, jakie francuski klub musiał wydać na transfer, nie zostały roztrwonione.










