Co prawda od meczu pomiędzy Lechem Poznań a Juventusem Turyn minął już niespełna tydzień, to jednak trudno sobie przyswoić fakt, iż polski zespół wyeliminował bardziej utytułowaną drużynę z rozgrywek Europa League. Jedno jest pewne, hasło, iż pieniądze na murawie nie mają żadnego znaczenia, jest absolutnie prawdziwe. Działacze turyńskiej drużyny mogli się o tym przekonać na własnej skórze.
Mróz pierwszego grudniowego wieczoru był odczuwalny zarówno na płycie boiska przy ulicy Bułgarskiej jak i na trybunach obiektu. Murawa pokryta śniegiem, do tego po kwadransie zupełnie niewidoczna była futbolówka. To z pewnością nie tłumaczy ostatecznego wykluczenia z rozgrywek ekipy ze stolicy Piemontu, ale z pewnością świadczy o nieprofesjonalnym przygotowaniu się władz klubu z Poznania do meczu. W miejscu, gdzie warunki atmosferyczne nie były tak dokuczliwe jak w Poznaniu, czyli w niedalekiej Austrii, podczas spotkania wiedeńczyków ze „Smokami” z Porto, udało się jednak na czas przygotować pomarańczową piłkę. W Polsce pomyślano o tym dopiero po trzech kwadransach gry. Czy naprawdę to takie trudne zadanie, aby piłka dla widzów przed telewizorami mogła być także widoczna? Tak na dobrą sprawę zabrzmi to dość ironicznie, lecz niestety taka jest bolesna prawda, że mecz w Poznaniu bardziej przypominał słabe spotkanie hokejowej ligi, gdzie krążek na tafli lodowej był ledwo widoczny, aniżeli konfrontację w ramach europejskich pucharów.
Innym problemem z kolei jest fakt, iż w Polsce nie można reklamować hazardu. Jeśli naprawdę nie można, to dlaczego kilka tygodni temu podczas siatkarskich rozgrywek, gdzie Skra Bełchatów podejmowała Bet Click Treviso, nie był to istotny problem? Niektórzy powiedzą, że to wymuszone przez UEFA, władze europejskiej piłki o tym decydują. Kompletna bzdura! Przecież Olympique Marsylia występuję z logiem sponsora dokładnie takim samym jak „Biało-czarni” i nie wywołuje to żadnych problemów. „Juve” z logiem sponsora wystąpić nie mogło i już. Brzmi to pewnie jak czepianie się szczegółów, ale warto rozważyć te istotne elementy. Gdyby te fakty dotyczyły naszej drużyny, to w polskich mediach ta sprawa z pewnością została by rozdmuchana. Takim już jesteśmy krajem, popadamy ze skrajności w skrajność. Albo chwalimy albo krytykujemy. Albo coś jest czarne, albo białe, nic pośrodku. Lech awansował i to był już powód do hurraoptymizmu. Lecz nigdzie nie można było zauważyć rozłożenia sukcesu poznaniaków na czynniki pierwsze. A wracając jeszcze do koszulek, pamiętacie, jak głośno było o t-shirtach reprezentacji? Czy nie sądzicie, że ta sprawa aż zanadto została sztucznie rozdmuchana?
Warto odnotować jednak to, iż działacze poznańskiego zespołu nie chełpią się remisem z drużyną z Włoch. Widoczne jest, że mają świadomość, iż dopisało im szczęście i warunki atmosferyczne. Bardziej szczycą się świetnymi meczami z Dnipro Dnipropietrowsk oraz Manchesterem City. Czego dowodem są słowa jednego z przedstawicieli Lecha podczas niedzielnej gali tygodnika „Piłka Nożna”, który właśnie wyszczególnił oba te spotkania, jako najlepsze w wykonaniu „Kolejorza”.
Jedni się cieszą, inni trochę mniej. Tak to już w sporcie bywa. Dla Lecha awans był jak złapanie pana Boga za nogi. Dla „Juve” nie byłby on niczym specjalnym. Po prostu miałoby tak być, bo drużyna uważana była za faworyta. Ale tym razem to klub z Polski mógł wznieść ręce w geście triumfu, czego można pogratulować. Z tym, że „Bianconeri” tak na dobrą sprawę nie przegrali żadnego meczu, a mimo to awansu nie wywalczyli. Widać gołym okiem, iż piłka na świecie się wyrównała, każdy może wygrać z każdym. Jest to spowodowane większą liczbą rozgrywek, meczów a także podróży. I z pełną świadomością używanych słów można odnotować, iż ten ostatni argument może być najbardziej meczącym. Coś o tym wiedzą także polscy piłkarze…










