Z racji tego, iż mecze kadry coraz bliżej, warto podjąć rozważania związane z personaliami drużyny występującej z białym orzełkiem na piersi. Temat ten, co ciekawe, ściśle powiązany jest z calcio. Na Półwyspie Apenińskim gra obecnie trzech polskich piłkarzy i każdy z nich wciąż uczy się piłkarskiego rzemiosła na najwyższym poziomie. Czy im się to udaje? Warto się temu bliżej przyjrzeć. Z pewnością jeden zawodnik ma już za sobą niejedno doświadczenie i to nie tylko związane z piłką.
Franciszek Smuda w wystąpieniach przed kamerami ogłasza wszem i wobec, że w Polsce nie ma żadnych godnych uwagi środkowych obrońców. Na dodatek myśli i to dość poważnie o powołaniu naturalizowanych zawodników. Czy nie ma w tym krzty przesady? O ile powołanie Damiena Perquisa ma jakiś sens, bo to piłkarz rokujący jeszcze na przyszłość, to inaczej ma się sprawa z Kolumbijczykiem Manuelem Arboledą. Czarnoskóry gracz po turnieju na Starym Kontynencie będzie miał 33 lata na karku i bliżej mu będzie do końca kariery aniżeli godnego reprezentowania biało-czerwonych barw. Dowodzący polską reprezentacją piłkarską od dawien dawna powtarzał, iż do Arboledy czuje szczególny sentyment. Można taką okoliczność zrozumieć, ale nie może to być motyw przewodni przy selekcji najlepszych piłkarzy z 38-milionowego kraju. Czy w sporcie w ogóle jest miejsce na sentymenty? Jakby tak było, to Adamek nie zadałby Gołocie nokautującego ciosu, a Stoch nie skakałby dalej niż Małysz, bo to ten drugi jest królem skoczni! Taki tok rozumowania, co prawda ironiczny, ma swój sens. Nie ma co ukrywać, Arboleda to zawodnik, którego nie da się nie lubić. Ale jak słusznie stwierdził w jednym z programów telewizyjnych pewien dziennikarz sportowy, miejsce piłkarza urodzonego w Buenaventura Valle jest w reprezentacji Kolumbii. Tam może grać u boku takich piłkarzy jak chociażby Cordoba czy Rodallega.

My mamy swoich piłkarzy, więc dawajmy im szansę. Skoro Franciszek Smuda postawił kiedyś na Bartosza Salomona, niech teraz będzie konsekwentny w swoich wyborach i da okazję pokazania swoich umiejętności kolejnym zawodnikom. Przecież selekcjoner kadry wciąż twierdzi, iż wybór trwa. We Włoszech, gdzie defensywę stawia się na pierwszym planie, gra obecnie trzech Polaków: Artur Boruc, Błażej Augustyn i Kamil Glik. O ile w pierwszym przypadku wszystko wskazuje na to, że już nic się nie zmieni, to dwaj defensorzy chyba są nadal w grze. Błażej Augustyn to zaledwie 23-letni zawodnik reprezentujący obecnie barwy Catanii Calcio. Piłkarskiej taktyki i szlifu ma się od kogo uczyć. Jego trenerem klubowym jest Diego Simeone, który zęby zjadł na piłce. Z kolei zespołowymi kolegami wychowanka Strzelinianki Strzelin są między innymi: Alejandro Gomez, Raphael Martinho czy Maxi Lopez. Ten ostatni to były piłkarz przede wszystkim słynnej Barcelony, z którą święcił między innymi triumf w Champions League.












