Nawiązując nieco do ostatnich głośnych wydarzeń i medialnych informacji związanych z ewentualnymi przenosinami Kaspra Hamalainena do Legii Warszawa, przedstawiamy propozycje transferowe, które są całkowicie nielogiczne, ale jednak wykonalne.
Michał Probierz w Legii Warszawa
Każdy doskonale pamięta sceny, które wydarzyły się w końcówce zeszłego sezonu ekstraklasy. Prowadzona przez Henninga Berga Legia po sporych kontrowersjach w doliczonym czasie gry wydziera trzy punkty na własnym stadionie i w dalszym ciągu zachowuje szanse na zdobycie mistrzostwa Polski. Automatycznie z walki o tytuł odpada Jagiellonia. Oburzenia po sędziowskich decyzjach nie krył jej trener, Michał Probierz, który został zapamiętany głównie ze słynnej konferencji prasowej z „whisky” w roli głównej. Nikt nie wmówi, że właścicieli Legii Warszawa na obecnego trenera „Jagi” nie stać, a przy ewentualnym niepowodzeniu Stanisława Czerczesowa, to on może stać się głównym kandydatem do objęcia po nim schedy. Z wyższą pensją starczy na lepszy alkohol, którego w Warszawie nie brakuje.
Dusan Kuciak w Lechu Poznań
Z ekipy mistrzów Polski zimą odszedł bohater interwencji z Gdańska na miarę mistrzostwa, Maciej Gostomski. Władze Lecha nie znaleźli ewentualnego zastępstwa z zewnątrz, bo postanowili dać szansę młodemu Mateuszowi Lisowi. Mówiło się, że „Kolejorz” będzie robił podchody pod obecnego bramkarza Wisły, Radosława Cierzniaka, ale my proponujemy innego kandydata. Kuciak, któremu wygasa kontrakt, z pewnością chciałby spróbować życia w innym mieście niż Warszawa. Pamiętam, jak w poprzednim roku Dusan wraz z rodziną wybrał się na mecz Lecha – teraz dokładnie nie mam w pamięci z kim – ale już plotkowano, że za wizytą golkipera Legii musi stać transfer. Może warto spróbować?
Jakub Kosecki w Jagiellonii Białystok
Inny bohater pozastadionowej afery z udziałem Legii oraz Jagiellonii. „Kosa”, ubrany w niezbyt męskie ubrania, szalenie nerwowy, wybrał się sam – a co, bohaterski czyn – pod szatnię gości i chciał wymierzyć sprawiedliwość Igorsowi Tarasovsowi. Przypomnijmy, że wówczas po końcowym gwizdku obrońca Jagiellonii kopnął bidon z wodą przed siebie i akurat trafił nim w panią rzecznik warszawskiego klubu. Wracając do sytuacji po meczu. Pech chciał, że akurat wszyscy piłkarze byli zajęci i kierownictwo zamknęło drzwi przed skrzydłowym wicemistrzów Polski. W sumie może i dobrze się stało – nie chcielibyśmy być w skórach podopiecznych Michała Probierza, gdyby do nich wparował wściekły Jakub Kosecki. Co by się tam działo… Od tamtych wydarzeń minęło sporo czasu, a Kosecki tuła się po niemieckich boiskach. Z pewnością zechciałby wrócić do Polski, gdyby pojawiła się konkretna oferta.











