Sytuacja, która wydarzyła się na St. James Park, powiedziałbym nawet, nie była kuriozalna. Barton jest chyba pierwszym piłkarzem, po którym spodziewałbym się takiego pokazu boiskowej złości i aktorstwa. Gervinho? Chyba ostatnim…
Takie sytuacje jak szarpanina w spotkaniu Newcastle z Arsenalem, to jedna z cech charakterystycznych Premier League. Chyba w żadnej innej lidze nie dochodzi do takich zdarzeń aż tak często jak w Anglii. Każdy pewnie ma wyrobione zdanie na temat „nurkowania” piłkarzy i boiskowych sprzeczek, lecz wielu zgodzi się, że to dzięki takiej grze nerwów, a raczej sztuce trzymania ich na wodzy, angielska ekstraklasa cieszy się taką popularnością. Jakby nie było, to pokazuje też, ile serca zawodnicy zostawiają na boisku. Nagła, nieraz agresywna reakcja może wskazać, jak wiele stresu kotłuje się w danym piłkarzu.
No dobrze, ale sobotnia sytuacja była zgoła inna, na mój gust po prostu mogło do niej nie dojść – i to nie przy dużym wysiłku z obu stron. Do końca takie oczywiste nie jest nawet to, że Gervinho próbował wymusić rzut karny. Być może został gdzieś muśnięty i gdyby ostro trzymać się przepisów, może to i była „jedenastka”. Jego padnięcie było jednak grubo przesadzone, więc piłkarze mogli się zdenerwować na niepotrzebną grę aktorską. Cóż, przesadził jeden – przesadził i drugi.
Barton był pierwszym zawodnikiem z Newcastle, po którym spodziewałbym się tego typu zachowań. Karierę w Manchesterze City zamknęły mu wybryki czysto pozaboiskowe i dość brutalne. O jego charakterku sporo też można było się dowiedzieć po przedsezonowej wymianie zdań na linii Joey i jego konto na Twitterze vs. zarząd Newcastle. Pomocnik nie szczędził krytyki i wprost informował o tym, jak zaczęło się go traktować – to, że jakiś czas trenował sam, nie było żadną tajemnicą. Pardew postawił jednak na swoim i desygnował Joeya do gry. Jeżeli rozegra on taki sezon jak poprzedni, to ciekawe, czy klub zdoła tak po prostu nie przedstawić mu nowego kontraktu (a na to się zapowiada).
Mogło do tego wszystkiego nie dojść, gdyby jeden z drugim panował nad swoim temperamentem. Jakby już nie zachował się Gervinho, Barton mógł sobie darować doskakiwanie do niego. Wyglądało to dość agresywnie, a jak przystało na ligę angielską, zaraz zebrali się wokół nich piłkarze i zaczęło się przeciąganie to w jedną, to w drugą stronę. Co do gry aktorskiej, sam Barton też się nie popisał. Niby mocno klepnięty przez reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej – upadł, jak rażony prądem. Czyżby chciał załatwić go jego własną bronią? Chyba mu się udało.
Można rozwodzić się, co powinien zrobić sędzia. Polecam jednak zwrócić uwagę, gdzie był arbiter. Otóż, z dala od miejsca wydarzenia. Nie widział, jak rozpoczyna się szarpanina, mógł za to dostrzec jedynie wybryk Gervinho. Nie bronię żadnego z zawodników, bo cała akcja wyglądała nieco żenująco, zwłaszcza ten efektowny pad Bartona. Osobiście podzielam następującą opinię – żółta dla obu albo dla obu czerwona – przy czym wariant drugi uważałbym za sprawiedliwszy.
Część być może powie, że Bartona zanadto się broni, przytaczając chociażby tę sytuację. Ale z drugiej strony, bardzo często się go też pomija, może nieco stawia w złym świetle. To akurat jeden z tych zawodników, którzy są faulowani częściej niż inni. Pamiętam sytuację z zeszłego sezonu, nie pamiętam akurat, z którego spotkania, w którym piłkarze pozwalali sobie na sporo w stosunku do pomocnika, a gdy ten zagrał ostrzej, od razu został ukarany żółtym kartonikiem. W meczu z Arsenalem brutalnie nadepnął na niego Alex Song, a całkowicie uniknął kary.










