Już za minutkę, już za momencik zacznie się drugi tego lata wielki turniej piłkarski. Igrzyska olimpijskie może i rangą nie dorównują Euro, ale z pewnością mamy prawo spodziewać się wielkiej dawki sportowych emocji.
Grupa A
Zjednoczone Emiraty Arabskie – Urugwaj
Gdybyśmy mieli robić ranking meczów, w których rywalizujące drużyny najbardziej różniłyby się poziomem sportowym, starcie „Urusów” z przybyszami z Bliskiego Wschodu zajmowałoby wysokie miejsce. Latynosi dysponują przerażającą siłą ataku. Luis Suarez i Edinson Cavani to duet, którego Arabowie po prostu nie mają szans zatrzymać. Nie ma co się dziwić – żadna dorosła reprezentacja świata, nie wspomnę już o kadrach U-23, nie byłaby w stanie zneutralizować szalonych Urugwajczyków. Pierwszy mecz grupy A będzie miał dodatkowy smaczek niezwiązany z igrzyskami. Starcie będzie rozgrywane na stadionie Old Trafford, czyli obiekcie, który – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt przyjaznym miejscem dla Suareza. Fani Manchesteru United, którzy z pewnością dość licznie pojawią się na meczu, nienawidzą snajpera Liverpoolu od czasu, gdy ten bardzo brzydko nazwał Partrice’a Evrę. Sam zainteresowany studzi nastroje. – Przyjechałem grać dla Urugwaju i w tym momencie jedynie to się liczy. Tak naprawdę nie znam zbyt dobrze Old Trafford. Rozegrałem tu raptem jeden mecz. Jest sporo stadionów, na których grałem jeden raz, więc nie czuję się ekspertem w ich temacie – powiedział napastnik „The Reds”. O tym z pozoru nieważnym smaczku piszemy tak dużo z jednego powodu: mecz zapowiada się raczej na rzeźnię niż wyrównane widowisko. Niewykluczone więc, że największą rozrywką będzie obserwowanie, jak stadion reaguje na popisy Suareza.

Wielka Brytania – Senegal
Drugi z meczów grupy A zapowiada się na szczęście o niebo ciekawiej. Gospodarze igrzysk zawalczą z niezwykle groźną ekipą „Lwów Terangi”, a o końcowym triumfie zdecydują z pewnością detale. Brytyjczycy, jeśli nie przytłoczy ich presja, będą zapewne delikatnymi faworytami. Problem polega na tym, że wspominania presja jest ogromna. Trener Pearce i jego podopieczni są obiektem właściwie ciągłej krytyki. Podważane są wybory szkoleniowca, podważana jest słuszność desygnowania poszczególnych zawodników. Podważane jest wszystko. Niektóre obiekcje ekspertów są słuszne (brak powołania do Beckhama), niektóre zupełnie bzdurne. Ostatecznie efekt jest taki, że nawet mimo mocnego na papierze składu poddani Jej Królewskiej Mości mogą nie sprostać zadaniu. Giggs, Ramsey, Bellamy, Micah Richards… Wyobrażacie sobie, żeby taka paka zaliczyła wpadkę? My też sobie to wyobrażamy. Senegal ma łatwiejsze zadanie, bo nie ciąży na nim żadna presja. Personalnie Afrykańczycy nie są może najmocniejsi na świecie, ale nazwiska Ibrahimy Balde czy Mohameda Diame wzbudzają respekt. Wielu typuje „Lwy Terangi” na potencjalnego czarnego konia turnieju. Starcie z Brytyjczykami będzie testem. Czy bardzo trudnym? Raczej nie. Trener Pearce mówił niedawno, że jest zszokowany tempem integracji grupy. Wbrew pozorom takie stwierdzenie trudno brać za dobry omen.












