Już za minutkę, już za momencik zacznie się drugi tego lata wielki turniej piłkarski. Igrzyska olimpijskie może i rangą nie dorównują Euro, ale z pewnością mamy prawo spodziewać się wielkiej dawki sportowych emocji.
Grupa A
Zjednoczone Emiraty Arabskie – Urugwaj Gdybyśmy mieli robić ranking meczów, w których rywalizujące drużyny najbardziej różniłyby się poziomem sportowym, starcie „Urusów” z przybyszami z Bliskiego Wschodu zajmowałoby wysokie miejsce. Latynosi dysponują przerażającą siłą ataku. Luis Suarez i Edinson Cavani to duet, którego Arabowie po prostu nie mają szans zatrzymać. Nie ma co się dziwić – żadna dorosła reprezentacja świata, nie wspomnę już o kadrach U-23, nie byłaby w stanie zneutralizować szalonych Urugwajczyków. Pierwszy mecz grupy A będzie miał dodatkowy smaczek niezwiązany z igrzyskami. Starcie będzie rozgrywane na stadionie Old Trafford, czyli obiekcie, który – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt przyjaznym miejscem dla Suareza. Fani Manchesteru United, którzy z pewnością dość licznie pojawią się na meczu, nienawidzą snajpera Liverpoolu od czasu, gdy ten bardzo brzydko nazwał Partrice’a Evrę. Sam zainteresowany studzi nastroje. – Przyjechałem grać dla Urugwaju i w tym momencie jedynie to się liczy. Tak naprawdę nie znam zbyt dobrze Old Trafford. Rozegrałem tu raptem jeden mecz. Jest sporo stadionów, na których grałem jeden raz, więc nie czuję się ekspertem w ich temacie – powiedział napastnik „The Reds”. O tym z pozoru nieważnym smaczku piszemy tak dużo z jednego powodu: mecz zapowiada się raczej na rzeźnię niż wyrównane widowisko. Niewykluczone więc, że największą rozrywką będzie obserwowanie, jak stadion reaguje na popisy Suareza.
Ryan Giggs (fot. Skysports.com)
Wielka Brytania – Senegal Drugi z meczów grupy A zapowiada się na szczęście o niebo ciekawiej. Gospodarze igrzysk zawalczą z niezwykle groźną ekipą „Lwów Terangi”, a o końcowym triumfie zdecydują z pewnością detale. Brytyjczycy, jeśli nie przytłoczy ich presja, będą zapewne delikatnymi faworytami. Problem polega na tym, że wspominania presja jest ogromna. Trener Pearce i jego podopieczni są obiektem właściwie ciągłej krytyki. Podważane są wybory szkoleniowca, podważana jest słuszność desygnowania poszczególnych zawodników. Podważane jest wszystko. Niektóre obiekcje ekspertów są słuszne (brak powołania do Beckhama), niektóre zupełnie bzdurne. Ostatecznie efekt jest taki, że nawet mimo mocnego na papierze składu poddani Jej Królewskiej Mości mogą nie sprostać zadaniu. Giggs, Ramsey, Bellamy, Micah Richards… Wyobrażacie sobie, żeby taka paka zaliczyła wpadkę? My też sobie to wyobrażamy. Senegal ma łatwiejsze zadanie, bo nie ciąży na nim żadna presja. Personalnie Afrykańczycy nie są może najmocniejsi na świecie, ale nazwiska Ibrahimy Balde czy Mohameda Diame wzbudzają respekt. Wielu typuje „Lwy Terangi” na potencjalnego czarnego konia turnieju. Starcie z Brytyjczykami będzie testem. Czy bardzo trudnym? Raczej nie. Trener Pearce mówił niedawno, że jest zszokowany tempem integracji grupy. Wbrew pozorom takie stwierdzenie trudno brać za dobry omen.
Meksyk – Korea Południowa Luis Tena, trener kadry Meksyku, przed pierwszym turniejowym meczem ma twardy orzech do zgryzienia. Wie, że ma do dyspozycji mocną, zjednoczoną, ale też niepozbawioną skaz grupę. Taką skazą może być Gio dos Santos, czyli być może najlepszy zawodnik „El Tri”. Wychowanek Barcelony w dwóch ostatnich spotkaniach towarzyskich zagrał fatalnie i z tego powodu szkoleniowiec podobno rozważa posadzenie go na ławce. Z jednej strony to dobra decyzja, bo po co zapełniać jedenastkę ludźmi nie w pełni gotowymi do gry, ale z drugiej decyzja potencjalnie fatalna. Konflikty w reprezentacji to nic dobrego. W każdym razie, nieważne, czy przebojowy skrzydłowy zagra czy nie, Meksyk będzie faworytem. Koreańczycy przylecieli na Wyspy w całkiem mocnym składzie, na uwagę zasługuje obecność rozgrywającego Celticu, Ki Sung Yuenga, czy napastnika Arsenalu, Park Chu Younga, ale ich problemem mogą okazać się dysproporcje. Jeśli w jedenastce wybiegnie paru zawodników ogranych w Europie w towarzystwie zgrai nieopierzonych półamatorów, to nie ma siły – klęska jest pewna. Przybysze z Azji mają jednak szczęście w nieszczęściu. Już na początku zmierzą się z najmocniejszą ekipą grupy. Nawet jeśli okaże się, że zawodnicy z Ameryki Północnej będą o klasę lepsi, podopieczni Hong Myung Bo pewnie nie złożą broni. Taka już jest azjatycka specyfika.
Gabon – Szwajcaria Gdy pisze się o reprezentacji Gabonu, na myśl przychodzi przede wszystkim słowo „sensacja”. Afrykańczycy w grupie eliminacyjnej mierzyli się między innymi z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Republiką Południowej Afryki. Obu wyżej notowanych rywali odprawili z kwitkiem. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby również w czasie igrzysk zabawili się w pogromców gigantów. A że giganci jakoś szczególnie gigantyczni nie są, to i zadanie nie będzie bardzo trudne. Pierre-Emerick Aubameyang i Dider Ovono powinni zapewnić wystarczającą jakość w ofensywie i defensywie. Reszta to już sprawa szczęścia i być może jakichś szamańskich sztuczek. Trener Gabonu postawił na doświadczonego bramkarza i to samo zrobił szkoleniowiec Szwajcarów. Diego Benaglio ma być lekarstwem na całe zło. Faworytem meczu są Helweci, ale wielkim błędem byłoby lekceważenie zawodników z Czarnego Lądu. W ostatnich latach wiele ekip zrobiło ten błąd, a potem słono za własną nieostrożność płaciło. Pierluigi Tami nie powinien jednak popełnić żadnej głupiej pomyłki – rok temu został wybrany na najlepszego trenera w swoim kraju. Czy jego niewątpliwe talenty pomogą zneutralizować nieobliczalnych zawodników z Gabonu? Tego nie wie nikt.
Grupa C
Białoruś – Nowa Zelandia Chociaż oba rywalizujące w tym meczu kraje w sensie geograficznym dzieli absurdalnie wielki dystans, w materii piłkarskiej są bardzo sobie bliskie. Zwrócił na to uwagę trener Białorusinów. – Brazylia jest faworytem naszej grupy, ale pomijając ją, myślę, że znajdujemy się na tym samym poziomie co Nowozelandczycy i Egipcjanie – stwierdził pan Kondratiew i chyba miał rację. Białorusini przysłali do Londynu osiemnastoosobową kadrę złożoną niemal w całości z kopaczy z rodzimej ligi. Jedynym rodzynkiem jest występujący na co dzień w Krylii Sowietow Siergiej Kornilenko. Pozostała grupa zna się bardzo dobrze nie tylko ze zgrupowań, ale też z cotygodniowych starć ligowych. Taka sytuacja jest bardzo komfortowa i z pewnością cieszy selekcjonera. W przypadku Nowozelandczyków sprawa wygląda nieco inaczej. Oni występują i w ojczyźnie, i w Anglii, i w Stanach, i nawet w Grecji. Niedoświadczoną grupę podlotków do boju prowadził będzie spokojny, pewny i ograny w mocnej lidze Ryan Nelsen. Defensor wśród dzieciaków będzie czuł się jak król i pewnie jak król będzie traktowany. Tak naprawdę nie wiemy, na co stać Białorusinów. Może na bardzo dużo, może na bardzo mało. Odpowiedź poznamy już niedługo. Pierwszy mecz obu ekip będzie meczem lakmusowym.
Paulo Henrique Ganso (fot. Ca2011.com)
Brazylia – Egipt Pisanie o tym, kto jest faworytem, jest pisaniem zupełnie bez sensu. Brazylijczycy górują nad Egipcjanami pod każdym względem. Neymar, Hulk, Pato, Ganso, Lucas, Leandro Damiao tworzą atak, który może zapisać się na zawsze w annałach futbolu. Wyobrażacie sobie, co się stanie, jak ta wybuchowa mieszkanka talentu i szaleństwa odpali? Przybysze znad Nilu będą jeszcze długo podnosić się z kolan. Skoro chłopcy Mano Menezesa potrafili w turnieju kwalifikacyjnym wbić sześć goli Urugwajowi, to chyba mogą taką samą krzywdę wyrządzić „Faraonom”? Pewnie, że mogą. Brazylijczycy mają przed startem turnieju dwa problemy. Pierwszy to dość słaby w porównaniu z resztą drużyny bramkarz. Drugi to fakt, że nikt nie może być pewny, czy ta ekipa zagra dobrze. „Canarinhos” potencjał mają ogromny, ale brakuje im stabilności, jaką dysponują chociażby Hiszpanie. Egipcjanie, wiedząc, że nie mają nic do stracenia, bawią się w sekrety. Drugi trener drużyny powiedział ostatnio, że nie wiadomo, czy w składzie znajdzie się miejsce dla trzech zawodników powyżej 23 lat. Czy chodziło mu o wielką rywalizację, czy o kontuzje, czy o globalny spisek, nie wiemy. Wiemy za to, że spotkanie zapowiada się diablo ciekawie. Niezależnie od obranej przez obie drużyny taktyki powinniśmy być świadkami naprawdę niezłego widowiska. A jeśli zastanawiacie się, jaki będzie końcowy wynik, powiemy tylko, że młodzi Egipcjanie jeszcze nigdy z Brazylijczykami nie wygrali.
Grupa D
Honduras – Maroko Mecz dwóch drużyn, które powinny zawalczyć o drugie, obok Hiszpanii, miejsce w fazie pucharowej, zapowiada się naprawdę nieźle. Głodne sukcesu zespoły z krajów, które nie mieszczą się w gronie klasycznych futbolowych mocarstw (ani nawet mocarstewek), nie mają nic do stracenia, a bardzo dużo do zyskania. Andy Najar będzie z pewnością chciał pokazać, że dobre granie w MLS może przełożyć się na solidny występ na igrzyskach. Mimo że as D.C. United ma dopiero 19 lat, już jest naturalnym liderem reprezentacji. W Maroku również mamy parę młodych gwiazd, które lada chwila wkroczą do świata wielkiej piłki. Chodzi tu przede wszystkim o ofensywny duet Labyad – Barrada. Ten pierwszy zdążył już wyrobić sobie markę w Holandii, a teraz przeniósł się do portugalskiego Sportingu, a ten drugi coraz odważniej poczyna sobie w La Liga, zwracając uwagę działaczy między innymi Realu Madryt. Faworytem starcia są Marokańczycy, głównie dlatego że większość z nich ma jakieś doświadczenie zdobyte podczas grania w Europie. Honduranie w przytłaczającej większości są reprezentantami lokalnych klubów. I to może zdecydować, bo przecież nietrudno wyobrazić sobie, że 19-latkowi z zerowym doświadczeniem ugną się nogi, gdy przyjdzie mu patrzeć na 50-tysięczny tłum.
Hiszpania – Japonia Podopieczni Luisa Milli są faworytami, bo są Hiszpanami. Są przedstawicielami nacji, która obecnie jest w posiadaniu tytułu mistrzów świata i Europy w dorosłej piłce, a także mistrzostwa Europy U-21 i U-19. To naprawdę nie są przelewki. Wydaje się, że potęga „La Seleccion” jest nieograniczona. Igrzyska będą dobrą okazją, by tę tezę ugruntować albo obalić. Japończycy to najłatwiejsi z grupowych rywali „La Rojity”, ale pewnie Azjatów nikt lekceważył nie będzie – to nie w stylu Hiszpanów. Przedturniejowe sparingi pokazały, że chłopcy z Półwyspu Iberyjskiego na pierwszym miejscu stawiają obronę, a dopiero gdy czują, że tyły są zabezpieczone, ruszają do ataku. Japończycy nie dysponują siłą ofensywną zdolną do sprawienia kłopotów defensywie złożonej z dwóch mistrzów Europy. Podobnie defensywa zawodników ze wschodniego krańca Azji nie wydaje się na tyle mocna, by powstrzymać Matę, Muniaina i Adriana. Różnica klas jest zbyt wielka. Gdybyśmy mieli obstawiać wynik, skłanialibyśmy się ku jakiemuś 1:0, może 2:0. Młoda „La Seleccion” gra tak jak podopieczni Vicente del Bosque. Rzadko gromi. Właściwie robi to tylko wtedy, gry rywal z uporem maniaka nastawia policzek do ciosów. Japończycy raczej tego nie zrobią.
Już za minutkę, już za momencik zacznie się drugi tego lata wielki turniej piłkarski. Igrzyska olimpijskie może i rangą nie dorównują Euro, ale z pewnością mamy prawo spodziewać się wielkiej dawki sportowych emocji.
Grupa A
Zjednoczone Emiraty Arabskie – Urugwaj Gdybyśmy mieli robić ranking meczów, w których rywalizujące drużyny najbardziej różniłyby się poziomem sportowym, starcie „Urusów” z przybyszami z Bliskiego Wschodu zajmowałoby wysokie miejsce. Latynosi dysponują przerażającą siłą ataku. Luis Suarez i Edinson Cavani to duet, którego Arabowie po prostu nie mają szans zatrzymać. Nie ma co się dziwić – żadna dorosła reprezentacja świata, nie wspomnę już o kadrach U-23, nie byłaby w stanie zneutralizować szalonych Urugwajczyków. Pierwszy mecz grupy A będzie miał dodatkowy smaczek niezwiązany z igrzyskami. Starcie będzie rozgrywane na stadionie Old Trafford, czyli obiekcie, który – delikatnie mówiąc – nie jest zbyt przyjaznym miejscem dla Suareza. Fani Manchesteru United, którzy z pewnością dość licznie pojawią się na meczu, nienawidzą snajpera Liverpoolu od czasu, gdy ten bardzo brzydko nazwał Partrice’a Evrę. Sam zainteresowany studzi nastroje. – Przyjechałem grać dla Urugwaju i w tym momencie jedynie to się liczy. Tak naprawdę nie znam zbyt dobrze Old Trafford. Rozegrałem tu raptem jeden mecz. Jest sporo stadionów, na których grałem jeden raz, więc nie czuję się ekspertem w ich temacie – powiedział napastnik „The Reds”. O tym z pozoru nieważnym smaczku piszemy tak dużo z jednego powodu: mecz zapowiada się raczej na rzeźnię niż wyrównane widowisko. Niewykluczone więc, że największą rozrywką będzie obserwowanie, jak stadion reaguje na popisy Suareza.
Ryan Giggs (fot. Skysports.com)
Wielka Brytania – Senegal Drugi z meczów grupy A zapowiada się na szczęście o niebo ciekawiej. Gospodarze igrzysk zawalczą z niezwykle groźną ekipą „Lwów Terangi”, a o końcowym triumfie zdecydują z pewnością detale. Brytyjczycy, jeśli nie przytłoczy ich presja, będą zapewne delikatnymi faworytami. Problem polega na tym, że wspominania presja jest ogromna. Trener Pearce i jego podopieczni są obiektem właściwie ciągłej krytyki. Podważane są wybory szkoleniowca, podważana jest słuszność desygnowania poszczególnych zawodników. Podważane jest wszystko. Niektóre obiekcje ekspertów są słuszne (brak powołania do Beckhama), niektóre zupełnie bzdurne. Ostatecznie efekt jest taki, że nawet mimo mocnego na papierze składu poddani Jej Królewskiej Mości mogą nie sprostać zadaniu. Giggs, Ramsey, Bellamy, Micah Richards… Wyobrażacie sobie, żeby taka paka zaliczyła wpadkę? My też sobie to wyobrażamy. Senegal ma łatwiejsze zadanie, bo nie ciąży na nim żadna presja. Personalnie Afrykańczycy nie są może najmocniejsi na świecie, ale nazwiska Ibrahimy Balde czy Mohameda Diame wzbudzają respekt. Wielu typuje „Lwy Terangi” na potencjalnego czarnego konia turnieju. Starcie z Brytyjczykami będzie testem. Czy bardzo trudnym? Raczej nie. Trener Pearce mówił niedawno, że jest zszokowany tempem integracji grupy. Wbrew pozorom takie stwierdzenie trudno brać za dobry omen.
Grupa B
Meksyk – Korea Południowa Luis Tena, trener kadry Meksyku, przed pierwszym turniejowym meczem ma twardy orzech do zgryzienia. Wie, że ma do dyspozycji mocną, zjednoczoną, ale też niepozbawioną skaz grupę. Taką skazą może być Gio dos Santos, czyli być może najlepszy zawodnik „El Tri”. Wychowanek Barcelony w dwóch ostatnich spotkaniach towarzyskich zagrał fatalnie i z tego powodu szkoleniowiec podobno rozważa posadzenie go na ławce. Z jednej strony to dobra decyzja, bo po co zapełniać jedenastkę ludźmi nie w pełni gotowymi do gry, ale z drugiej decyzja potencjalnie fatalna. Konflikty w reprezentacji to nic dobrego. W każdym razie, nieważne, czy przebojowy skrzydłowy zagra czy nie, Meksyk będzie faworytem. Koreańczycy przylecieli na Wyspy w całkiem mocnym składzie, na uwagę zasługuje obecność rozgrywającego Celticu, Ki Sung Yuenga, czy napastnika Arsenalu, Park Chu Younga, ale ich problemem mogą okazać się dysproporcje. Jeśli w jedenastce wybiegnie paru zawodników ogranych w Europie w towarzystwie zgrai nieopierzonych półamatorów, to nie ma siły – klęska jest pewna. Przybysze z Azji mają jednak szczęście w nieszczęściu. Już na początku zmierzą się z najmocniejszą ekipą grupy. Nawet jeśli okaże się, że zawodnicy z Ameryki Północnej będą o klasę lepsi, podopieczni Hong Myung Bo pewnie nie złożą broni. Taka już jest azjatycka specyfika.
Gabon – Szwajcaria Gdy pisze się o reprezentacji Gabonu, na myśl przychodzi przede wszystkim słowo „sensacja”. Afrykańczycy w grupie eliminacyjnej mierzyli się między innymi z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Republiką Południowej Afryki. Obu wyżej notowanych rywali odprawili z kwitkiem. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, żeby również w czasie igrzysk zabawili się w pogromców gigantów. A że giganci jakoś szczególnie gigantyczni nie są, to i zadanie nie będzie bardzo trudne. Pierre-Emerick Aubameyang i Dider Ovono powinni zapewnić wystarczającą jakość w ofensywie i defensywie. Reszta to już sprawa szczęścia i być może jakichś szamańskich sztuczek. Trener Gabonu postawił na doświadczonego bramkarza i to samo zrobił szkoleniowiec Szwajcarów. Diego Benaglio ma być lekarstwem na całe zło. Faworytem meczu są Helweci, ale wielkim błędem byłoby lekceważenie zawodników z Czarnego Lądu. W ostatnich latach wiele ekip zrobiło ten błąd, a potem słono za własną nieostrożność płaciło. Pierluigi Tami nie powinien jednak popełnić żadnej głupiej pomyłki – rok temu został wybrany na najlepszego trenera w swoim kraju. Czy jego niewątpliwe talenty pomogą zneutralizować nieobliczalnych zawodników z Gabonu? Tego nie wie nikt.
Grupa C
Białoruś – Nowa Zelandia Chociaż oba rywalizujące w tym meczu kraje w sensie geograficznym dzieli absurdalnie wielki dystans, w materii piłkarskiej są bardzo sobie bliskie. Zwrócił na to uwagę trener Białorusinów. – Brazylia jest faworytem naszej grupy, ale pomijając ją, myślę, że znajdujemy się na tym samym poziomie co Nowozelandczycy i Egipcjanie – stwierdził pan Kondratiew i chyba miał rację. Białorusini przysłali do Londynu osiemnastoosobową kadrę złożoną niemal w całości z kopaczy z rodzimej ligi. Jedynym rodzynkiem jest występujący na co dzień w Krylii Sowietow Siergiej Kornilenko. Pozostała grupa zna się bardzo dobrze nie tylko ze zgrupowań, ale też z cotygodniowych starć ligowych. Taka sytuacja jest bardzo komfortowa i z pewnością cieszy selekcjonera. W przypadku Nowozelandczyków sprawa wygląda nieco inaczej. Oni występują i w ojczyźnie, i w Anglii, i w Stanach, i nawet w Grecji. Niedoświadczoną grupę podlotków do boju prowadził będzie spokojny, pewny i ograny w mocnej lidze Ryan Nelsen. Defensor wśród dzieciaków będzie czuł się jak król i pewnie jak król będzie traktowany. Tak naprawdę nie wiemy, na co stać Białorusinów. Może na bardzo dużo, może na bardzo mało. Odpowiedź poznamy już niedługo. Pierwszy mecz obu ekip będzie meczem lakmusowym.
Paulo Henrique Ganso (fot. Ca2011.com)
Brazylia – Egipt Pisanie o tym, kto jest faworytem, jest pisaniem zupełnie bez sensu. Brazylijczycy górują nad Egipcjanami pod każdym względem. Neymar, Hulk, Pato, Ganso, Lucas, Leandro Damiao tworzą atak, który może zapisać się na zawsze w annałach futbolu. Wyobrażacie sobie, co się stanie, jak ta wybuchowa mieszkanka talentu i szaleństwa odpali? Przybysze znad Nilu będą jeszcze długo podnosić się z kolan. Skoro chłopcy Mano Menezesa potrafili w turnieju kwalifikacyjnym wbić sześć goli Urugwajowi, to chyba mogą taką samą krzywdę wyrządzić „Faraonom”? Pewnie, że mogą. Brazylijczycy mają przed startem turnieju dwa problemy. Pierwszy to dość słaby w porównaniu z resztą drużyny bramkarz. Drugi to fakt, że nikt nie może być pewny, czy ta ekipa zagra dobrze. „Canarinhos” potencjał mają ogromny, ale brakuje im stabilności, jaką dysponują chociażby Hiszpanie. Egipcjanie, wiedząc, że nie mają nic do stracenia, bawią się w sekrety. Drugi trener drużyny powiedział ostatnio, że nie wiadomo, czy w składzie znajdzie się miejsce dla trzech zawodników powyżej 23 lat. Czy chodziło mu o wielką rywalizację, czy o kontuzje, czy o globalny spisek, nie wiemy. Wiemy za to, że spotkanie zapowiada się diablo ciekawie. Niezależnie od obranej przez obie drużyny taktyki powinniśmy być świadkami naprawdę niezłego widowiska. A jeśli zastanawiacie się, jaki będzie końcowy wynik, powiemy tylko, że młodzi Egipcjanie jeszcze nigdy z Brazylijczykami nie wygrali.
Grupa D
Honduras – Maroko Mecz dwóch drużyn, które powinny zawalczyć o drugie, obok Hiszpanii, miejsce w fazie pucharowej, zapowiada się naprawdę nieźle. Głodne sukcesu zespoły z krajów, które nie mieszczą się w gronie klasycznych futbolowych mocarstw (ani nawet mocarstewek), nie mają nic do stracenia, a bardzo dużo do zyskania. Andy Najar będzie z pewnością chciał pokazać, że dobre granie w MLS może przełożyć się na solidny występ na igrzyskach. Mimo że as D.C. United ma dopiero 19 lat, już jest naturalnym liderem reprezentacji. W Maroku również mamy parę młodych gwiazd, które lada chwila wkroczą do świata wielkiej piłki. Chodzi tu przede wszystkim o ofensywny duet Labyad – Barrada. Ten pierwszy zdążył już wyrobić sobie markę w Holandii, a teraz przeniósł się do portugalskiego Sportingu, a ten drugi coraz odważniej poczyna sobie w La Liga, zwracając uwagę działaczy między innymi Realu Madryt. Faworytem starcia są Marokańczycy, głównie dlatego że większość z nich ma jakieś doświadczenie zdobyte podczas grania w Europie. Honduranie w przytłaczającej większości są reprezentantami lokalnych klubów. I to może zdecydować, bo przecież nietrudno wyobrazić sobie, że 19-latkowi z zerowym doświadczeniem ugną się nogi, gdy przyjdzie mu patrzeć na 50-tysięczny tłum.
Hiszpania – Japonia Podopieczni Luisa Milli są faworytami, bo są Hiszpanami. Są przedstawicielami nacji, która obecnie jest w posiadaniu tytułu mistrzów świata i Europy w dorosłej piłce, a także mistrzostwa Europy U-21 i U-19. To naprawdę nie są przelewki. Wydaje się, że potęga „La Seleccion” jest nieograniczona. Igrzyska będą dobrą okazją, by tę tezę ugruntować albo obalić. Japończycy to najłatwiejsi z grupowych rywali „La Rojity”, ale pewnie Azjatów nikt lekceważył nie będzie – to nie w stylu Hiszpanów. Przedturniejowe sparingi pokazały, że chłopcy z Półwyspu Iberyjskiego na pierwszym miejscu stawiają obronę, a dopiero gdy czują, że tyły są zabezpieczone, ruszają do ataku. Japończycy nie dysponują siłą ofensywną zdolną do sprawienia kłopotów defensywie złożonej z dwóch mistrzów Europy. Podobnie defensywa zawodników ze wschodniego krańca Azji nie wydaje się na tyle mocna, by powstrzymać Matę, Muniaina i Adriana. Różnica klas jest zbyt wielka. Gdybyśmy mieli obstawiać wynik, skłanialibyśmy się ku jakiemuś 1:0, może 2:0. Młoda „La Seleccion” gra tak jak podopieczni Vicente del Bosque. Rzadko gromi. Właściwie robi to tylko wtedy, gry rywal z uporem maniaka nastawia policzek do ciosów. Japończycy raczej tego nie zrobią.
Komentarze3
B
Bertho
nie będę nic pisał tylko po typuje, bo jak
zauważył Pika oglądałęm już wszystkie mecze
A
ZEA – Urugwaj 0-2
W.B – Senegal 1-1
Niezły artykuł, interesująco zapowiadający mecze
grupowe. Ja stawiam na Brazylię i zgadzam się, że
z tych nieokrzesanych chłopców mogą wyrosnąć
dojrzali i grający zjawiskowo zawodnicy. Razi tylko
błąd językowy – „mecz lakmusowy”. Pewnie autorowi
chodziło o to, żeby wytarta metafora o papierku
lakmusowym brzmiała bardziej oryginalnie, ale to nie
jest usprawiedliwienie. To duży błąd.