Początek 26. serii gier Bundesligi jest bardzo obiecujący. Zespół VfB Stuttgart po bardzo ciekawym meczu wygrał na wyjeździe z 1899 Hoffenheim 2:1 i wykonał kolejny krok w stronę europucharów. Dwa gole dla swojej drużyny strzelił Vedad Ibisević, a dla goście honorowe trafienie uzyskał z rzutu karnego Sejad Salihović.
Zdecydowanie lepiej w mecz weszli goście. Już w 5. minucie bardzo groźnie strzelał Kuzmanović. Był to jedyny znak ostrzegawczy dla Hoffenheim. Obrońcy „Wieśniaków” nie zrozumieli jednak przesłania i zaledwie 180 sekund później popełnili głupi i jakże kosztowny błąd. Ibisević dostał kapitalną piłkę od Boulahrouza i dzięki biernej postawie defensywy rywala znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem, którego z zimną krwią pokonał. Stuttgart bardzo szybko otworzył wynik spotkania, a Ibisević wcale nie krył się z radością, mimo że właśnie skarcił swój były klub.
Stuttgart wypracował sobie jeszcze parę mniej groźnych sytuacji i po jakimś kwadransie ustąpił pola gospodarzom. Podopieczni Babbela mozolnie budowali swoje ataki i trudno było im się przedrzeć pod bramkę Ulreicha. Tymczasem w 20. minucie znów zaatakowali przyjezdni. Tym razem w roli strzelca występował Boulahrouz, ale uderzenie Holendra w imponującym stylu odbił Starke. Kilka chwil później pierwszą dobrą okazję miało Hoffenheim. Piłka z rzutu rożnego została dograna po ziemi na piąty metr do kompletnie niepilnowanego Babela, który mając mnóstwo miejsca, fatalnie strzelił obok bramki.
Hoffenheim miało inicjatywę. „Wieśniacy” długo utrzymywali się przy piłce, ale kiepsko ją rozgrywali. Brakowało sytuacji, a próba zbliżenia się do „szesnastki” gości przypominała bicie głową w mur. Stuttgart był naprawdę dobrze zorganizowany. Ale w 36. minucie wysiłki piłkarzy Babbela w końcu przyniosły efekty i piłka zatrzepotała w siatce. Gol Mlapy całkowicie słusznie nie został jednak uznany, bo zawodnik był na pozycji spalonej. Stuttgart wciąż ustawiony był defensywnie, a Hoffenheim grało, tylko że niewiele z tego wynikało.
Na pięć minut przed końcem pierwszej połowy kolejną okazję zmarnował Babel, który tym razem przestrzelił, używając głowy. 60 sekund później pan Günter Perl pokazał pierwszą żółtą kartkę, a otrzymał ją Zdravko Kuzmanović. Nie zmartwiło to jednak nikogo w szeregach Stuttgartu, bo w 43. minucie kolejny cios zadał Ibisević. Idealnie w tej sytuacji dośrodkował Boulahrouz, a snajper sprytnie znalazł sobie trochę miejsca i efektownym szczupakiem po raz drugi w tym meczu pokonał Starke. Piękny gol i imponujący powrót napastnika do Hoffenheim. Kibice gospodarzy bardzo to „docenili” – krzycząc i gwiżdżąc.
Po zmianie stron na boisku zabrakło miejsca dla Rudego, którego zastąpił Salihović. Druga odsłona zaczęła się podobnie do pierwszej, czyli od groźnego strzału Kuzmanovicia. Tym razem Zdravko nie trafił czysto w piłkę i skończyło się na strachu. Hoffenheim nie było dłużne i także atakowało. Najpierw szansy nie wykorzystał Babel, a później Ulreich odważnym wyjściem z bramki zatrzymał ambitnego Mlapę, który nieźle poczynał sobie pod bramką rywala.
Po godzinie gry mogło być już po meczu. Świetny rajd przeprowadził Schieber, ale gdy miał przed sobą tylko bramkarza, zawiódł. Napastnik uderzył źle, a Starke podtrzymał nadzieję na odrobienie strat. Bramki kontaktowa ciągle wisiała w powietrzu. Tego nie można było odmówić gospodarzom – waleczności. Jednak gdy marnuje się takie sytuacje jak ta Firmino z 68. minuty, to trudno liczyć na korzystny rezultat. Mówią, że niewykorzystane akcje się mszczą, i tak też powinno być w tym meczu. Po każdej zepsutej akcji Hoffenheim dobrą okazję miał Stuttgart. Skuteczność gości z Schieberem na czele po przerwie zdecydowanie jednak spadła.








